23 września 2014

Rozdział piąty

- W mieście pracuje sześć dużych firm kurierskich. Państwa opieszałość w obiorze paczki i ignorowanie moich ponagleń świadczy tylko o tym, że jesteście najmniej poważną z całej szóstki i że macie mnie w dupie. A skoro nie traktujecie klienta z szacunkiem to informuje was, że klienta tracicie. I proszę o zwrot wpłaconej kwoty w przeciągu dwudziestu czterech godzin. Do widzenia. – Niedbałym ruchem wrzuciła telefon do stylowej skórzanej torby wykańczanej miedzianym obiciem. Rzuciła ostatnie spojrzenie na ogromną paczkę, którą od trzech dni próbowała wysłać do ojca, kiedy uświadomiła sobie, że nie może tak po prostu wyjść z domu, ponieważ nadal ma gościa. – Czy mi się wydaje, czy przeoczyłam moment, w którym stałeś się współwłaścicielem mieszkania? Długo zamierzasz jeszcze się ukrywać w moim mieszkaniu, Sheeran?

Popijając kawę przy marmurowej wyspie z śnieżnobiałych kubków, wokalista wydawał się być niewzruszony jej sarkazmem. Do kąśliwych i bystrych uwag się przyzwyczaił. To, że Darcy używała swojego języka z taką samą precyzją z jaką pracował jej ostry jak brzytwa umysł było faktem niepodważalnym i godząc się na znajomość z tą dziewczyną wspomniane cechy były wliczane w pakiet. 

-A co ciebie ugryzło?

Stała przed lustrem poprawiając niesforne pasmo włosów, które niszczyło swoją niesubordynacją jej dopracowany wygląd. Schludnie obcięte, blond włosy ułożone były w subtelne fale tak popularne w tym sezonie. Kiedy już każdy włos był we właściwym miejscu zmierzyła odzianego w bokserki przyjaciela, który bez krępacji drapał się po łydce czekając na odpowiedź.

-Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi.

***

-Nie, nie, nie. Nie zrozumiałeś mnie.  – Powiedziała dobitnie krzyżując ręce na wysokości piersi. Porzuciła uśmiech, bo nie miała czasu na uprzejmości. Spotkanie przeciągnęło się o dokładnie dwadzieścia trzy minuty, a to było już marnowaniem jej czasu. Już to doprowadzało ją do skraju wkurwienia. Zasady były proste: nie zarabiałaby tyle, gdyby jej czas nie był cenny. Każda sekunda stracona z tym, najwyraźniej, niekompetentnym pracownikiem SYCO Entertainment irytował ją niemożliwie. Zwłaszcza, że miała na głowie Stylesa i Modest, a zegar nie przestawał tykać. – Mnie nie obchodzi, czy ci się ten kawałek podoba, czy nie. Ja chcę byś zrobił z niego hit.

-Nie będę pracował z materiałem, który mi się absolutnie nie podoba. – Zaprotestował producent, znacząco podkreślając słowo „absolutnie”. Był egzaltowany na wiele sposobów, ale to jak okazywał swoją niechęć przez nadprogramowe dwadzieścia - już! -  cztery minuty sprawiało, że jej cierpliwość była na wyczerpaniu. Powstrzymując swoją agresje, która budowała się w niej szybciej niż niemieckie autostrady, pochyliła się nad krnąbrnym producentem muzycznym i wysyczała mu prosto w twarz:


-Weźmiesz ten zespół, przytulisz do piersi i zaopiekujesz się jak rodzonym dzieckiem, tak że z tej jednej płyty, którą usłyszałam wczoraj, wyjdą trzy single bijące rekord odtworzeń na youtubie, albo już możesz pakować swoje graty ze studia numer pięć. Rozumiemy się?

-Nie możesz…! – producent z widoczną nadwagą i pobrudzoną ketchupem bluzką próbował podnieść protest, ale ucięła wszelkie próby zataczając dłonią szerokie  koło i zatrzymując ją na wysokości jego nosa ze wskazującym palcem podniesionym ostrzegawczo.

-Mogę.

Kiedy wyszła z sali konferencyjnej, pod drzwiami czekała już na nią Lucy z limonkową teczką przygotowaną dokładnie na wysokości na której mogła ją chwycić. Od godziny siódmej trzydzieści, od chwili gdy obuta w beżowe botki na szpilce przekroczyła próg budynku panna Darcy stawiała wszystkich na baczność. Ferris ledwo nadążała za notowaniem jej żądań, a co dopiero z ich realizacją. Birkoff wykonał unik tktyczny zaraz po dostrzeżeniu pierwszych gromów ciskanych przez blondynkę i nikt, nigdy wcześniej czy później, nie widział by poruszał się tak szybko. Lucy żałowała z całego serca, że nie mogła zrobić tego samego.

-Jesteś do tyłu o trzydzieści minut. – poinformowała szybko przeglądając na iPadzie kalendarz szefowej. W swojej głowie Sway powstrzymywała uwagi i nagłą, aczkolwiek silną chęć urwania asystentce głowy.  W jej oczach odbijała się bezwzględna żądza mordu. I w tym właśnie momencie Lucy, jak wszyscy inni, których ścieżki skrzyżowały się tego dnia ze Sway, zastawiałą się: Co u diabła ugryzło tą babę? Ale wolała nie ryzykować wypowiadania tej myśli na głos. Relacje z szefową mogły balansować na granicy przyjaźni, ale w pracy zdecydowanie przybierały formę biznesową i pytanie co wprawiło Sway w nastrój robota, nie było bardzo profesjonalne. Panna Ferris musiała przyznać, że szanuje swoją szefową za jej pracę. To, że stawiała pracowników na baczność nie wynikało z jej złośliwego charakteru, ale z tego, że robota była do wykonania, a sama Darcy urabiała się po przysłowiowe łokcie.

-Powiedz mi coś czego nie wiem. – zasugerowała blondynka, nie zwalniając ani na sekundę, raźnie przemierzając korytarz i w tym samym czasie przeglądając dokumenty podane przez Lucy. Wszyscy pracownicy schodzili im z drogi wciskając się bądź to w ścianę, albo szklaną barierkę byleby tylko uniknąć zauważenia przez „Pierwszą po Bogu”. Nie umknęło uwadze rudej, że co bardziej przerażeni podbiegali do pierwszego z brzegu pomieszczenia, byleby po między nimi a furią w markowych butach znajdowała się solidna, nieprzezroczysta powierzchnia.

-Dzwonił Genis. –wypaliła kiedy udało się jej zdusić śmiech spowodowany stażystą, który z obłędem w oczach wepchnął się do schowka konserwatora. A raczej próbował, bo miotły wypadające z metalowego kubła zaatakowały go bez litości. 

-Och, i uznałaś, że ważniejszą rzeczą jest przekazanie mi, że mam obsówę czasową niż poinformować mnie o tym fakcie? Rozważnie. – Gdyby ton mógł zabijać, Lucy leżała by trupem rozszarpana na milion kawałków. Na szczęście głos jej nie zadrżał, bo doskonale wiedziała, że Sway może mówić co chce, ale ani nie pozwoli jej zwolnić, ani sama tego nie zrobi.

-Spotkanie masz teraz, a o nim możesz myśleć o każdej porze dnia i nocy. –Stwierdziła rezolutnie i zanim blondynka po raz kolejny podzieliła się z nią swoim punktem widzenia, ruszyła z wyjaśnieniami. – Mogę poruszyć niebo i ziemię, ale nie przełożę zebrania zarządu, ani nie zdejmę z ciebie umocowania do pełnomocnictwa. A-a. Nie da rady. –Kiedy zaprzeczała przeciągając irytująco pierwszą samogłoskę alfabetu jej kucyk podskakiwał wraz z zarozumiałym ruchem głosy.

-Skończ się popisywać, Lucy. –Z plaskiem odłożyła teczkę  na pozostałe, które nadal spoczywały w rękach Ferris. W głowie kręciło się jej od liczb, a słupki i paragrafy prawne dwoiły się w jej oczach, kiedy pocierała powieki próbując zatrzeć zmęczenie zbierające się za białkami. –Lepiej powiedz mi co mówił.

-Zgodził się.



15 GODZIN WCZEŚNIEJ…


Białe obrusy zakrywały niemal na całej długości nogi stołów wykonanych z najwyższej jakości drewna, dokładnie tak jak powinno być. A że nuda nie mogła wkroczyć na te salony, na wierzchu znajdowała się płachta materiału w kolorze czerwonego burgundu. Kryształowe, szlifowane w subtelne żłobienia kieliszki połyskiwały w balasku świec, a ułożone w ogromnych wazonach kwiaty przytłaczały swoim zapachem. Zasłony w oknach udrapowane były tak wyszukanie, że wzrok dłużej zatrzymywał się na marszczeniach i pozłacanych klamrach niż na widoku rozpościerającym się za nimi.  Wyprostowani, eleganccy kelnerzy poruszali się bezszelestnie i niemal niezauważeni pozwalając gościom cieszyć się z intymnych spotkań przy wykwintnych daniach. Atmosfera w restauracji nie pozostawiała cienia wątpliwości, że człowiek znajdujesz się wśród najlepszych z najlepszych. Wyrafinowanie, przepych i bogactwo wyzierało z każdego kąta, ale nie raziło w oczy. To było miejsce, w którym klienci właśnie takiej scenerii potrzebowali i pragnęli. Niezależnie czy przychodząc tutaj miałeś w planach uwieść osobę towarzyszącą czy wykiwać ją i okraść z ostatnich oszczędności – w takim miejscu jak to wszystkie podłe plany, wszelkie złe zamiary były puszczane płazem.

-Muszę przyznać, Darcy, że foie gras przepyszne. Wręcz niebywały smak. Najlepsze jakie jadłem w życiu, tylko nie wiem czy dziękować kucharzowi, czy towarzystwu. -  Gdyby uprzejmość była dyscypliną olimpijską, on byłby niepokonanym mistrzem. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe, szczęka oprószona dwudniowym zarostem i głębokie spojrzenie błękitnych tęczówek spod na wpół przymkniętych powiek, to wszystko rzucało kobietę na kolana i powodowało, że odruchem bezwarunkowym stawało się spijanie każdego słowa z tych wąskich, ale nie mniej zmysłowych ust.

A przynajmniej tak działał jego brytyjski urok na większość kobiet. Blondynka odziana w przylegającą czarną sukienkę dawno wyrzekła się tej części siebie, która ulegała powłóczystym spojrzeniom. Nie mniej jednak, gdy jego wzrok przesuwał się po wycięciach, które kreatywny projektant umieścił na biodrach w jej kreacji, czuła chęć zaciśnięcia mocno swoich ud.

-Loyd, wiedziałam, że wiesz jak posługiwać się słowami, ale nie spodziewałam się, że wpadanie w twoje sidła może być przyjemne. – Odpowiedziała kokieteryjnie, czując jak warkocz zsuwa się jej z ramienia, gdy przechyliła głowę skromnie chowając się za kieliszkiem u niesionym w geście toastu. Po obu stronach stołu zasiadli wytrawni gracze. A to co dodawało wieczorowi pikanterii to fakt, że oponenci doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

-Jeden do jednego, Sway. Myślę, że dość już mamy tych uprzejmości i czczych gadek o niczym-możesz przejść do rzeczy. I nie wciskaj mi tutaj uroczej gadki o tym, że się stęskniłaś za widokiem mojej twarzy. Rozgryzłem cię. Sukienka, która masz na sobie, sprawia, że myślę tylko o tym jak wyglądałabym na podłodze mojej sypialni. A twoje nieustanne wydymanie ust sprawia, że chcę jej rozgnieść pocałunkiem. Nie robisz tego by mnie uwieść, z czego na boga jestem skrajnie niezadowolony, więc chcesz mnie rozproszyć bym zgodził się na każdą pozbawioną sensu ofertę, którą mi przedstawisz. Skoro i tak nie dowiem się jakiego koloru jest twoja bielizna przejdź do rzeczy.

Gdy popijał czerwone wino, nie spuszczał z niej wzroku. Wyobraźnia podpowiadała jej obrazy, od których miękły jej nogi, ale przecież nie mogła sobie na to pozwolić. Nie mogła. Po prostu nie mogła. Ale chciała.
Chciała mocno.

-Ale nie podano jeszcze deseru. –Zaoponowała, krzyżując nogi i starając się zachować chłodną postawę.  

-To czy zostanę, czy nie zależy od tego jak wyjaśnisz mi, po co i w jaki sposób twoja asystentka przekonała moją by wcisnęła to spotkanie w mój kalendarz. –Stalowy błysk przetoczył się po błękitnych tęczówkach.

-Wiesz, Lucy nie chodzi w płaszczach Karen Millen, tylko dlatego, że ma ładną buzię. Tylko tyle mam do powiedzenia w kwestii „JAK”. Robi swoją magię, a ja jej w tym nie przeszkadzam. – Nie porzucała delikatnego, zabawnego tonu, przez co mężczyzna po drugiej stronie stołu stracił część swojej agresywnej postawy. Co nie zmieniało faktu, że doskonale zdawała sobie sprawę, że w każdej chwili gotów był do ataku. –Przejdźmy wiec do „PO CO?”. Wiesz, że cenię twoje umiejętności i nie mogę zrozumieć dlaczego domawiasz przejścia do Syco. Oboje wiemy, że możliwości rozwoju w Modeście się już skończyły, ale uparcie tam trwasz.

-Czy mi się wydaje, czy ta rozmowa zmierza w kierunku, o którym myślę?

„Oczywiście, że tak. Nie musisz udawać kretyna.”

Nie zdziwiła się, że tak szybko ją rozgryzł. To był jeden z powodów, dla których chciała mieć w nim sojusznika, a nie wroga. Gdyby nie był wstanie przejrzeć jej planów w jej oczach nie byłby wart funta kłaków.

                -Zdecydowanie zmierza w tamtym kierunku. - Miała już dość zgrywania idiotki i miękkiej kobietki, którą nie była i wiedział o tym na długo przed tym jak mieli szansę się osobiście poznać. Zdecydowanym ruchem zerwała z kolan serwetkę i położyła ją na talerzu pochylając się, tak by doskonale ją widział.

                -Ale nie powinnaś o tym wiedzieć! – Sway prawie uwierzyła w jego oburzenie. Prawnie nabrała się na zaciśnięte na serwetce dłonie i zbielałe knykcie. To było doskonałe przedstawienie, ale on też nie spodziewał się po niej niczego mniej niż to kim była.

                -Oboje o tym wiemy, że nie powinnam o tym wiedzieć, ale wiem. A ty zdajesz sobie sprawę co to oznacza. – Przyjemna atmosfera spotkania starych przyjaciół odeszła w niepamięć. Stukot obcasów, szmery rozmów i szczęk szkła odeszły na drugi plan, kiedy spojrzeniami i gestami walczyli o przewagę w tej grze sił.

                -Naprawdę chcesz to zrobić? Przecież to szalony pomysł! Możesz się podłożyć temu chłopakowi na srebrnej tacy, a i tak się nie zgodzi! – Oburzenie Loyda było porównywalne do tego, które sama odczuwała, gdy po raz pierwszy zetknęła się z tym szalonym pomysłem. I nie mogła go żadną miarą winić za podniesiony ton i zmieniającą się w tempie ekspresowym ekspresje.

                -Maszyna już ruszyła. –Wzruszyła obojętnie ramionami. -Pociągam za sznurki tak mocno, że na palcach robią mi się odciski, a od myślenia mam nieustającą migrenę.  Pytanie, które pozostaje to nie CZY to zrobię, pytanie brzmi JAK. A do tego potrzebuję ciebie.

                -Zbijasz moje pomysły od trzech lat i sądzisz, że kiwniesz palcem i przylecę do ciebie? Rzucisz mi głodna gadkę o tym, że więcej już nie osiągnę, a ja mam porzucić pracę dla firmy, której poświęciłem ponad dekadę? Nie obchodzi mnie jaka wygórowana kwota znajduje się w na umowie, którą pewnie trzymasz w tej fikuśnej torebce. Nie ma takich pieniędzy za które pozwolę się kupić.
Genis był człowiekiem nieprzekupnym. Wiedziała o tym. Oczywiście, że o tym wiedziała. Zebranie z księgowymi, które odbyła po rewelacjach dostarczonych przez Birkoffa było czystą formalnością i uprzejmością z jej strony. Ceniła tego człowieka za jego wiedzę, przebiegłość i szybkie działanie w chwilach, gdy innych paraliżował strach. By jej odpowiednikiem w świecie, gdzie rachunki wystawiano za ratowanie publicznego wizerunku.

                -Masz rację. Kwota, którą mam dla ciebie za przejście do nas jest ściągnięta wprost z najwyższej półki. –Kąciki ust zadrżały jej kpiąco. -  Ale w tej torebeczce znajduje się moja szminka, a nie umowa.

                -Więc jak chciałaś mnie przekonać, kotku? –Nie pozostał jej dłużny, kpiną odpowiadając na kpinę. - Dasz mi Sheerana po tylu latach? Dasz większe nakłady na promocje Smitha? Jak chcesz mnie przekonać, do cholery, bo ja nie widzę żadnej karty przetargowej w twoim rękawie?!

                -Jest jedna rzecz, której chcesz, a której nie miałeś szansy dostać od kiedy się poznaliśmy. –Jego uniesiona brew dała jej jasno do zrozumienia, że nie ma pojęcia do czego dąży. – Dam ci szanse.

Szok, zdziwienie, niedowierzanie. Wszystkie te emocje zagrały w trakcie sekundy na jego fizys fundując mięśniom twarzy dobre ćwiczenia. – Z randką, kwiatami i żadnymi rozmowami o pracy. A niech stracę! Nawet dam się zaprosić do kina, niezależnie jak beznadziejny jest to scenariusz na randkę.

                -Nie ufam ci. Nie wierzę ci. Za długo siedzisz w tym biznesie i na pewno jest gdzieś haczyk. - Nieufność z jego strony nie zdziwiła jej ani odrobinę. Wiedziała, że po tylu latach odmów nie mógł o prostu wierzyć, że gwiazdka sam spadła z nieba wprost w jego otwarte dłonie.

                -Tym razem nie miałam czasu obmyślić przebiegłego planu by cię wprowadzić za nos wprost w pakt z diabłem. Możesz mi wierzyć lub nie. Oferta trwa przez dwadzieścia cztery godziny. Mam nadzieję, że pójdziesz po rozum do głowy i ją przyjmiesz. –Zebrała torebkę i poprawiła sukienkę. Kiedy schylała się by złożyć na jego policzku kurtuazyjny pocałunek, szepnęła: -Pod tą sukienką nie znajduję się nawet skrawek bielizny, Loyd.

To był okrutny świat. Świat, gdzie wygrywał ten silniejsze lub potrafiący sprawnie oszukiwać. Wyższa pozycja dawała więcej możliwości. I może urodziła się naiwna. Może była słodka. Ale chcą grać z najlepszymi musiała nauczyć się grać według tych zasad. Czy jej się to podobało czy nie – tak naprawdę nikogo to nie obchodziło.





***





Głowa obracała się jej w prawo, gdy przeszukiwała ogromne biurko w poszukiwaniu dokumentów. Nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy, która krzywiła się w skupieniu, lub rozluźniała, gdy zrozumienie spłynęło na nią ciągnąc za sobą ulgę, która wyraźnie odbijała się nie tylko w nader dynamicznej mimice, ale w całe postawie. Nadal, go nie zauważyła, chociaż stał tam jak dureń z pudełkiem butów od porządnych piętnastu minut. Na szklanych drzwiach nie widniała żadna tablicka z imieniem czy zajmowanym stanowiskiem, ale niezwykle pomocna asystentka zapewniła go, że tu znajdzie Sway Darcy. A zaraz po tym poprosiła o autograf.


Nie uważał się za nieśmiałego, ale jakoś brakowało mu odwagi by pchnąć drzwi barkiem i po prostu przeprosić tak jak miał to w początkowych planach. Rozważał właśnie, czy nie lepiej byłoby wrócić innego dnia we wczesnych godzinach rannych by nie przeszkadzać tej pięknej istocie w pracy, kiedy zirytowany głos odezwał się za jego plecami.


-Masz dokładnie dziesięć sekund by powiedzieć mi po co tu jesteś i dlaczego sądzisz, że wpuszczę cię do jej gabinetu. – Kobieta o mlecznobiałej cerze usianej drobnymi, uroczymi piegami odchrząknęła zanim ruszyła dalej ze swoją tyradą. – I jeśli sądzisz, że poproszę cię o autograf jak ta naiwna romantyczna Eveline, to lepiej sam się wyprowadź z budynku.

Liam był więcej niż zdumiony. Przewyższał dziewczynę, która stała przed nim z dumnie uniesioną głową znacząco, ale mimo wszystko czuł się niczym skarcony uczniak. Szybko przypomniał sobie o manierach i popędził w jej kierunku z wyciągniętą dłonią.

-Jestem Liam Payne. Wiem, że nie jestem umówiony, ale chciałbym… - Nie dane mu było dokończyć. Dziewczyna o rysach, które nie powinny być atrakcyjne z powodu swojej delikatności i podobieństwa do dziecięcych, zmierzyła wyciągniętą dłoń lodowatym wzrokiem i przerwała ten potok nerwowych słów wypływający z jego ust.





-Wiem kim jesteś. Wiem czego chcesz. Ale chciałabym się dowiedzieć dlaczego powinnam cię tam wpuścić. – Lucy ceniła swoją pracę i ceniła swoją pracodawczynie. Niezależnie od tego jak bardzo miękły jej kolana na widok tego przystojniaka i jak mocno zaciskała uda, za każdym razem jak oblizywał wargę, nie mogła pozwolić by Sway została wytrącona ze swojego rytmu. – Bo z mojego punktu widzenia ty nie masz najbledszego pojęcia kim ona jest, skoro zjawiasz się tu bez zapowiedzi i sądzisz, że się z nią spotkasz.

Sekretarka, bądź asystentka – nie znał się na tym kompletnie i w tamtym momencie miał gdzieś poprawną terminologię, była napastliwa i mijała się znacząco z uprzejmością, którą sam jej okazał. Już cisnęła się na jego usta kąśliwa uwaga, kiedy szklane drzwi, przez które wcześniej zerkał się otworzyły i blondynka, która zawróciła mu w głowie stanęła przed nimi z wyrazem konsternacji malującym się na twarzy. Patrzyła na niego z niemym pytaniem i wyraźnie oczekując jakiejkolwiek konkretnej odpowiedzi na to co tutaj robi. Zbierał się by coś powiedzieć, kiedy to pyskata asystentka odbierała z rąk Sway dokumenty, a sama przełożona wyciągała w jej kierunku pusty kubek po kawie wyraźniej sugerując by zajęła się ponownym jego wypełnieniem. Gdy zostali sami, w końcu się odezwała, ponieważ jemu nie udało się znaleźć właściwych słów. Było w jej postawie coś przytłaczającego i jak dawno w swoim życiu tego nie doświadczył, tak czuł się w jej obecności mały i nieistotny.

-Jeśli w tym kartonie nie znajdują się sandałki od Jimiego w rozmiarze sześć, to nawet nie otwieraj ust. – Wyjaśniła z marszu wyciągając rękę po trzymany przez niego pakunek. Nie uszło jego uwadze, że ręka ta się trzęsie, a na wierzchu dłoni znajdują się fioletowe plamy, które mogły być oznakami zmęczenia bądź złego krążenia. Zmartwiło go to momentalnie i nie mógł powstrzymać myśli, które kazały mu się zastanawiać kiedy ostatni raz spała ona więcej niż dwie godziny.


Bez ociągania podał jej pudełko.

-Mam nadzieję, że są identyczne. – Powiedział, gdy już odzyskał zdolność mówienia. Wydęła usta w zadowoleniu widząc zawartość pudła. Pod spojrzeniem pełnym uznania, którym go obdarzyła niemal się rozpłynął. Niemal, bo wciąż widział jak bardzo zmęczona jest. Wyprostowane plecy i doskonały makijaż doprawione niezmordowaną pewnością siebie nie były w stanie ukryć zmęczenia, które odczuwała.

-Nie wiem jak dowiedziałeś się jaki noszę rozmiar, ale nawet nie chcę wiedzieć. Ważne, że to zrobiłeś. Więc nie jesteś zapatrzoną w siebie gwiazdeczką? – Mógł to sobie dopowiadać, ale miał wrażenie, że zaczepka w jej głosie podszywana była sympatycznym flirtem. A może to było zmęczenie? Nie ważne co – widział w tym swoją szansę i nie zamierzał jej zmarnować.

-Jeśli czegoś naprawdę chcę to jestem bardzo zdeterminowany.

-A jak bardzo zdeterminowany byłeś by się dzisiaj ze mną spotkać i wręczyć mi to zadośćuczynienie? – Nie udawała, że nie pamięta co się wydarzyło. Nie widziała też sensu by oszukiwać go, że nie wie kim jest, ani w jakim celu się tutaj znalazł. Ale skoro ostatnio jej świat stawał na głowie, to czemu nie miałaby sobie pozwolić na drobny flirt? Tak długo żyła w związku z pracą, że niemal zapomniała jak dużą dozę ekscytacji mogą dostarczyć mężczyźni, którym nie wydawała poleceń służbowych.

Mężczyzna o ciepłych, brązowych oczach i muskularnej sylwetce przysunął się do niej bardzo blisko, sprawiając, że poczuła jego ciepło. Nie dotykali się wcale, ale spojrzenie, które jej posyłał sprawiało, że chciała dowiedzieć się jak smakowały by jego dotyk na jej skórze. Wczorajsza potyczka z Loydem przypomniała jej o zmysłowej części jej kobiecości, a teraz czułą niezdrowe podniecenie patrząc na tego – bądź co bądź młodszego chłopaka.

-Bardzo. – w końcu padło z jego ust, posyłając dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa. – Ale teraz czuję się w obowiązku zabrać cię na kolację, bo zaraz się przewrócisz. I nawet nie próbuj protestować, bo wyciągnę cię z tego biura siłą.

Mówi do niej tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ona też takiego używała, ale to w jaki sposób Liam mówił do niej sprawiało, że wierzyła iż słowa te wypływają z czystej troski. Nie są złośliwe czy wymagające. Nie znał jej, nie miał pojęcia kim jest, ale bezinteresownie oferował swoją opiekę. To było coś co mogło złapać ją za serce. I nie była pewna czy to zmęczenie i stres bierze górę nad jej rozsądkiem, ale czuła ochotę by zgodzić się. Rzucić wszystko i spędzić miło wieczór z tym nieznajomym roztaczającym wokół siebie aurę bezpieczeństwa.

-Myślisz, że ot tak rzucę wszystko tylko dla tego, że przyniosłeś mi buty? – Przechyliła głowę posyłając mu wyzywające spojrzenie. Zdawała sobie sprawę, że ma pracę do wykonania, ale z jakiegoś powodu wydała się jej mało istotna.

-Mam w dupie to kim jesteś i jak dużo masz pracy, panno Darcy. Potrzebujesz jedzenia. Teraz.

I z tymi słowami wyciągnął w jej kierunku rękę splatając ich dłonie razem i ciągnąc ją w kierunku wyjścia.

Zapierała się tylko z przyzwoitości. Gdyby nie pozwoliła by godności wtrącić się i zaprotestować, prawdopodobnie poleciałaby za nim na skrzydłach. I nie ważne było czy to z powodu jego uroku osobistego czy burczącego brzucha.


***






To był piękny sen. Czuła jego ramiona oplatające ją w pasie, kiedy to przebierała palcami po jego krótkich włosach i starannie przystrzyżonej brodzie. Widziała jego uśmiech rozświetlający całą twarz i uroczy pieprzyk na policzku na którym co rusz składała słodkie pocałunki. To był sen. Wiedziała o tym, ale nie chciała się z niego budzić. Była w nim taka wypoczęta, szczęśliwa i bezpieczna. Komfort jego umięśnionych ramion był czymś abstrakcyjnym. Nie miała pojęcia dlaczego śni jej się tak absurdalnie idylliczny obrazek po jednej, przyjacielskiej kolacji, ale póki ten obrazek pozostawał w sferze snów nie miała nic przeciwko.

Chociaż ona nie miała nic przeciwko śnieniu tak romantycznych scen, to świat nie życzył jej spokoju. Jej telefon nie przestawał buczeć na podłodze przy łóżku. Zirytowana dźwiękiem jakie wytwarzały wibracje w połączeniu z panelami w jej sypialni na oślep wyciągnęła telefon i przesuwając palcem po ekranie wsunęła go pod poduszkę. Podciągnęła róg kołdry pod nos w nadziei na kolejne pięć minut snu. Tylko, ze coś było nie w porządku. Wciąż słyszała bzyczenie, ale tym razem nie budzika. Coś brzmiało jakby ktoś do niej mówił. Ale to było niemożliwe, bo mieszkała sama, a ściany w tym starym budownictwie były naprawdę grube.


Czy jej się wydawało, czy usłyszała swoje imię?


Poderwała się jak poparzona do pozycji siedzącej i przerażona odrzuciła poduszkę pod którą chwilę wcześniej wcisnęła telefon. Na ekranie wyświetlało się zdjęcie Lionela, które przedstawiało informatyka wyraźnie zadowolonego, co wcale nie pasowało do serii przekleństw, które wyrzucał pod jej adresem. W przerwie, gdy brał oddech równie wściekła Sway w końcu się odezwała:

-Mam nadzieję, że twoi znajomi nekromanci z War Crafta mają poziom ekspert, bo jak dotrę do firmy to spokojnie będziesz mógł uchodzić za produkt garmażeryjny, Birkoff.

-Zluzuj porty, Darcy. Masz większy problem niż worki pod oczami: Simon kupił Modest.

-SIMON ZROBIŁ CO?

-Gdybym nie wiedział lepiej stwierdziłbym, że jesteś głucha.

-Gdybym nie wiedziała lepiej powiedziałabym, że jesteś idiotą.




PIĘĆ LAT WCZEŚNIEJ…


                -Mogłaby dać ciała już w piątym odcinku na żywo i tak nagra płytę. – Stwierdziła kategorycznie, poprawiając trzymane w ramionach teczki ze zgłoszeniami uczestników programu x-factor. Upewniła się już, że wszyscy podpisali umowy o prawach do wizerunku i wstępne umowy dotyczące warunków współpracy z itv i Syco Entertaiment. Cher Lloy właśnie z oczami pełnymi łez zbiegła ze sceny, a organizatorzy ogłosili krótką przerwę techniczną. Sway widziała ten występ i nie mogła się powstrzymać do komentarza, bo jej instynkt podopowiadał jej, że wbrew słowom Walsha, który w prywatnej rozmowie z Cheryl podkreślił, że ta słodka dziewczyna z szczerbą między jedynkami może być zbyt młoda by udźwignąć ciężar tego biznesu. Darcy może i doceniała ludzką stronę menadżera, ale wiedziała, że jego obawy są bezpodstawne. Szesnastolatka, która właśnie zeszła ze sceny została stworzona do tej roboty i była pewna, że piosenkarka nie pozwoli sobie odebrać szansy z rąk, że będzie walczyć do ostatniej kropli krwi. 
Czterdziestoletni właściciel wytwórni również nie podniósł spojrzenia znad swoich notatek, które poczynił podczas przesłuchań. Przy nazwiskach nie znajdowało się wiele informacji, bo zbyt wiele informacji mogło wyciec w czasie programu. Informacji, które mogły narazić go na oskarżenia o nieuczciwą praktykę. Unikał też bezpośredniego kontaktu wzrokowego z praktykantą, dlatego, że nie chciał by ich prywatne powiązania wpłynęły na jej ocenę. Brytyjczycy, zwłaszcza w przemyśle rozrywkowym potrafili być bezwzględni. Anglia mogła mieć najbardziej pogodnych obywateli na świecie, ale nie dało się zaprzeczyć, że należeli też do czołówki tych inteligentnych.
                -Co masz na myśli?
                -Widziałam twoje spojrzenie. Ona jest kopalnią złota i dobrze z tego sobie zdajesz sprawę. Byłoby dziwne, gdy taka okazja przeszła by ci koło nosa, patrząc na twoje doświadczenie w świecie muzyki, Simon. – Przerwała, gdy nagle poderwał wzrok i posłał jej ostrzegawcze spojrzenie. – Przepraszam wymsknęło mi się.
                -Skąd ta pewność?
                -Dziewczyna ma nie tylko głos, wiele osób dzisiaj miało głos. Jej dodatkowym atutem jest to, że posiada własny styl i charyzmę, dzięki której zwyczajnie włada sceną i publiką. Wiem, że program przynosi ci ogromne zyski i musisz ciągnąć przez pół roku tą farsę z opiniami i ocenami, oraz bezsensownym głosowaniem, które pozwala widzom w sposób emocjonalny wybierać go zasługuje na karierę, a kto nie. Ale tak naprawdę decyzje podejmowane są już dzisiaj. I to od ciebie zależy kto będzie wyprzedawał trasy koncertowe. Cała reszta? To tylko dobry interes.
Pokiwał głową z uznaniem. Sway Darcy była dobra w tym co robiła. Nawet lepsza niż dobra. Chciał ją mieć w swojej firmie, bo to ona była prawdziwą inwestycją. Wiedza, którą posiadała, połączona ze smykałką do biznesu czyniła z niej najlepszą kandydatkę z możliwych. Ciężko wspominał godziny spędzone na dyskutowaniu z Arthurem w hotelowych barach negocjując pozwolenie na zagarniecie tego skarbu. Darcy nie chciał rozstawać się z córką na taką odległość, ale udało mu się go w końcu przekonać. Młoda była przekonana, że inne propozycje współpracy się nie pojawiły. Oczywiście, że się pojawiły. Dziewczyna brylowała w towarzystwie i błyszczała swoją elokwencją oraz zdecydowanym wyrażaniem poglądów od kiedy tylko pamiętał. Przekupienie innych prezesów wytwórni kosztowało go niemałe pieniądze, ale miał pewność, że wszystko się zwróci. A teraz, kiedy usłyszał to co usłyszał, wiedział, że ta inwestycja zwróci się szybko. Trzeba tylko temu kwiatuszkowi się rozwinąć. I na to miał doskonały pomysł.
                -Po programie masz się stawić w moim gabinecie. Wygląda na to, że mam dla ciebie pracę.
Blondynka najpierw spuściła wzrok na ogrom dokumentów nadal spoczywających w jej ramionach, a potem  na niego, a jej brwi uniosły się do góry, jakby chciała zapytać: Serio? Ale nie powiedziała ani słowa, tylko nieśmiało kiwnęła głową.
Kiedy odeszła, Cowell również pokiwał głową w zadowoleniu.



Kochani! Jestem taka niesłowna jeśli chodzi o dodanie tego rozdziału, ale nie chciałam się zmuszać do pisania, bo wtedy wychodzi gówno. Pomysł musi się pojawić w głowie i wtedy można działać. Na szczęście mam poprawkę z przedmiotu kierunkowego i jak zwykle, gdy musze się uczyć to wchodzą mi do bani najlepsze pomysły.

Aby zrozumieć końcówkę radzę obejrzeć pierwsze przesłuchanie Cher Lloyd, bo do tego się odnosi rozmowa między Simonem a Sway. A! I jeśli chcecie się dowiedzieć o co chodzi Harremu vs. Sway to czytajcie te właśnie końcówki, wspomnienia i wywiady. Czekam na wasze komentarze, które zawsze podnoszą mnie na duchu. See U!
POPRAWIĘ ROZDZIAŁ ZA CHWILKĘ! Przepraszam za wszystkie powtórzenia i błędy. Mam nadzieję, że dialogi w tym rozdziale was nie przeraziły. I co myślicie o całej akcji Sway & Liam?




 

Pytania: ask ; tt







19 komentarzy:

  1. Genialne! Jak ty to robisz, że tworzysz tak świetne teksty⁉ Szacun ♡.♡ Czekam na skutek twojej weny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Z góry bardzo Cię przepraszam za ten komentarz, bo jestem dzisiaj jakaś zamulona (to w sumie nie nowość, tyle że tym razem jakoś tak intensywniej) i nie do końca ogarniam, co się dzieje wokół mnie, więc co tu dopiero mówić o wyrażeniu swojej opinii. No, ale postaram się coś wklepać, nie wyobrażam sobie nie skomentować Twojego rozdziału, zwłaszcza że - jak zawsze zresztą - ukazał w pełni okazałości Twój styl. Ja Ci naprawdę zazdroszczę umiejętności dobierania odpowiednich słów, metafor, porównań. Wbrew pozorom to skomplikowana czynność, a przynajmniej mnie nie przychodzi zbyt łatwo.
    Jakoś strasznie mnie rozczuliła wizja Eda Sheerana w samych bokserkach, z tymi swoimi rudymi włosami rozwalonymi na wszystkie strony świata. Teoretycznie widok pałętającego się, drapiącego się po łydce faceta może być niezbyt miły dla oka, ja natomiast nie miałabym nic przeciwko, gdyby taki sobie u mnie pomieszkał, o ile czasem pośpiewałby mi na dobranoc xd
    Ja po prostu wielbię fragmenty, kiedy Sway jest najbardziej stanowcza, ostra, zimna jak lód i przebiegła jak lis. Jej gniew czy poirytowanie są tak czasami namacalne, że człowiek aż się boi, że w pewnym momencie z ekranu wychyli się blondwłosa piękność, która zacznie siać zniszczenie. Bardzo lubię takie charyzmatyczne, pewne siebie bohaterki, głównie dlatego, ze ja jestem kompletnym ich przeciwieństwem - może nie jest tak, że nie potrafię bronić własnego zdania, ale często, zamiast walczyć, po prostu się wycofuję. Nic więc dziwnego, że darzę ogromnym podziwem te osóbki, które chodzą zawsze z wysoko podniesioną głową i potrafią dopiąć swego. Właśnie taka jest Sway. Co prawda Lucy nie ma z nią łatwo, ale ponieważ jej samej inteligencji nie brakuje, doskonale wie, jak się obchodzić ze swoją szefową, nawet w dniach, kiedy ta przemienia się w zgrabną tykającą bombę. Panna Darcy pozamiatała tego biednego, zmiętoszonego producenta, a gdy tylko sobie wyobraziłam tych wszystkich ludzi umykających jej z drogi, to aż się zaśmiałam. Jeśli ogień przybrałby ludzką postać, to Sway byłaby jego personifikacją.
    Podoba mi się, że przy opisie poszczególnych sytuacji dbasz o każdy aspekt danej scenerii. Nie tylko przedstawiasz czytelnikowi wygląd pewnych rzeczy, ale kreujesz też odpowiednią atmosferę, która pochłania po zaledwie kilku zdaniach. Od razu wczułam się w klimat opisanej przez Ciebie restauracji. Muszę przyznać, że ta gra słowna Sway i Loyda to chyba jeden z moich ulubionych fragmentów w całym opowiadaniu. To było urocze, jak przez pewien czas oboje udawali, jak to się świetnie bawią na lekkim spotkaniu towarzystkim, podczas gdy jedno już dawno przejrzało drugiego, może nawet na samym wstępie. Wreszcie Genis wyłożył karty na stół, przez co rozmowa od razu nabrała tempa. Muszę powiedzieć, że po raz kolejny jestem pod ogromnym wrażeniem samej Sway, która poprowadziła dyskusję w mistrzowskim stylu. Loydowi chwilami się wydawało, że to on góruje nad kobietą, podczas gdy moim zdaniem to Darcy cały czas była numerem jeden. Wiedziała, czym go skusić, jak przekonać go do zmiany decyzji. Niby Genis wydawał się taki oburzony propozycją przekupstwa, niby zapierał się rękami i nogami, nawet kpił sobie z rozmówczyni, tymczasem Sway bardzo szybko zbiła go z pantałyku. W zasadzie ja też nie spodziewałam się takiej formy przetargowej, zatkało mnie niemal tak samo, jak Loyda. Sway jakby tylko czekała, żeby wyciągnąć królewskiego asa z rękawa i trzeba przyznać, że wyszło to wspaniale. Jeszcze ta uwaga o braku bielizny... Na którego faceta by to nie podziałało? W każdym razie: wiemy już, że Genis się zgodził. I tu pojawia się pytanie - faktycznie aż tak pożąda panny Darcy, że na myśl o szansie dobrania się do niej rzucił wszystko w diabły i postanowił przejść do Syco? Boże, jaka to musi być magnetyczna i nieosiągalna babka, skoro pozornie uparty i zatwardziały we własnych poglądach Loyd stopniał w ciągu kilku, może kilkunastu godzin.
    Spotkanie Liama i Sway to już w ogóle bajka. Naprawdę. Między nimi jest prawie namacalna chemia; niby scena nie była jakoś wyjątkowo długa, a iskry leciały jak szalone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodobało mi się, że Payne, mimo wcześniejszej niepewności i onieśmieleniu (czyli typowym męskim efektom, jakie wywołuje Sway każdego dnia), nie tracił determinacji ani przez chwilę, czy to w trakcie słownej potyczki z Lucy, czy też już w chwili, gdy do akcji wkroczył sam obiekt jego zainteresowania. Muszę się przyznać, że byłam zaskoczona reakcją głównej bohaterki. Spodziewałam się, że pośle Liama w diabły, zwłaszcza że potworne zmęczenie raczej nie usposabiało jej pozytywnie do świata, tymczasem wręcz dała mu się przycisnąć do ściany. Coś mi się wydaje, że spotkały się dwie silne osobowości, innymi słowy: może być gorąco. Payne w trakcie rozmowy ze Sway w ogóle nie sprawiał wrażenia zestresowanego czy niepewnego siebie, zamiast tego postawił twardo na swoim. No i proszę! Poszli na kolację. Tylko niech Sway nie wciska kitu, że to był przyjacielsko spędzony wieczór - może postronny obserwator doszedłby takiego wniosku, ale nie ja ani chyba żaden inny czytelnik. Coś się zawiązało tego wieczoru, o czym świadczy również ten bardzo sugestywny sen.
      Simon kupił Modest? A to ci heca...
      Przyjemnie się czytało ten fragment sprzed pięciu lat. W sumie aż się łezka w oku kręci, kiedy wspominam to pierwsze przesłuchanie Cher. Nie jestem jej fanką, ale bardzo ją lubię i szanuję, mam jakiś straszny sentyment do tej piosenkarki, dlatego od razu po przeczytaniu tego rozdziału jeszcze raz obejrzałam ten filmik na yt XD Fajnie, że tak naprawdę pokazałaś początki Sway w branży, którą się obecnie zajmuje. Spojrzałam też na nią nieco inaczej, bo oczami Simona, a wiadomo, że czasem perspektywa kogoś innego może być szersza i dawać lepszy obraz danej osoby. Tak czy siak już nie mogę się doczekać, aż w końcu wyjaśni się wątek Harry-Sway. Powiem szczerze, że to interesuje mnie najbardziej xd
      Nie wiem, czy coś zrozumiesz z tego mojego marudzenia powyżej, zresztą sama nie jestem do końca pewna, czy wiedziałam, co w danej chwili piszę. Musisz jednak wiedzieć, że rozdział jak zawsze mi się podobał i już czekam na ciąg dalszy <3

      Usuń
  3. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! Trafiłam tu niedawno.
    Przeczytałam wszystkie rozdziały.
    I wiesz co? Zgadnij co powiedziałam.
    Kobieto zajebiście piszesz.
    I mam nadzieję, że tak pozostanie.
    Nie mam zamiaru Ci Spamować, że masz dodać rozdział itp.
    Ale życzę Ci żebyś miała wenę przez 200 lat, albo dużej.
    Ale błagam Cię na kolanach dodaj rozdział, albo Cię zabiję, bo skończyłaś w takim momencie, że muszę się dowiedzieć co będzie dalej, albo zwariuję.
    Chcesz żebym zwariowała? Chcesz mnie mieć na sumieniu?
    Jeśli nie to proszę Cię dodaj rozdział w wolnej chwili? Ok?
    Mam nadzieję, że ten komentarz Cię nie obraża, ani nic w tym stylu.
    Jeśli tak to bardzo przepraszam i zapraszam do siebie
    http://blog-i-ja.blogspot.com/
    http://coffee-to-nie-kawa-coffe-to-imie.blogspot.com/
    Nie ma tam za dużo do czytania, ale może zerkniesz? Będę wdzięczna.
    I na koniec weny życzę.
    Kocham Cię ♥!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie przeczytalam!!!!! Ale umieram z glodu i jestem na tele. Jak bede na kompie potrm to napisze komcia. Do napisania zatrm! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miesiąc później, Meadow nadal je...

      Usuń
  7. Właśnie tu trafiłam i przeczytałam wszystko jednym tchem. Masz niesamowity styl pisania, naprawdę przyjemnie się to odbiera. Mam nadzieję, że nie braknie Ci weny i wkrótce pojawi się tu nowy rozdział, bo już nie mogę się doczekać! Nie chcę tu spamować o nowy rozdział, ale wiesz, nie przerywa się w takim momencie, po prostu nie!

    Zapraszam do siebie: wellbeburninguplikeneonlights.blogspot.com
    Dopiero zaczynam, więc nie ma tam dużo do czytania, ale mam nadzieję, że mimo to zajrzysz. Byłoby mi bardzo miło. ; )

    OdpowiedzUsuń
  8. Sway jest tak niesamowicie błyskotliwa. Cholera, a myślałam, że ja taka jestem! Uwielbiam ją, chociaż chyba bałabym się z nią przyjaźnić, bo jest bardzo władcza, kąśliwa i ironiczna, przez co nieco mnie onieśmiela. Zresztą jak widać, nie tylko mnie. Biedny pan producent, został zmieszany z błotem i musi zrobić tak jak ona chce. Jej stanowczość budzi respekt i szacunek, ale mam wrażenie, że tak bardzo zatraciła się w roli wymagającej szefowej, że nie wychodzi z niej, poza pracą. A szkoda.
    Widok Eda Sheerana w kuchni? Bezcenny.Jego zaspany głos mógłby przyprawić mnie o szybsze bicie serca, bo co jak co, ale to właśnie on jest w nim najcudowniejszy.
    Uwielbiam rozmowy panny Darcy z Lionelem. Są przesycone zabawną ironią, dogryzaniem sobie nawzajem. Zachowują niczym rodzeństwo xD
    Liam nareszcie znalazł swoją męskość i przyszedł pokazać, kto tu nosi spodnie? Hahah xD Wyobraziłam to sobie.Wysoki przystojniak wpada do jej gabinetu z postawą goryla z dżungli i wręcza jej cholernie drogie buty. Zwaliłby mnie z nóg, ale ja to nie Sway.
    Zaskoczył mnie jednak fakt, że tak łatwo dała mu się porwać. No, bo wiesz. Ja, słaba, wrażliwa panna Anna poszłaby za nim w ciemno, ale ona? Naprawdę musiał ją ująć swoim urokiem osobistymi bądź stanowczością, skoro zgodziła się z nim wyjść.
    Teraz z niecierpliwością wyczekuję tylko tego, co wydarzy się na ich spotkaniu. Chcę już zobaczyć jak Sway ze smakiem mu docina, a on próbuje ją uwieść :D
    Ach, to będzie piękne.
    Wybacz chaotyczny komentarz, ale te emocje mną targają.
    Aha, no i jeszcze! Co ten Simon? Po co kupił Modest?! Podejrzane.

    Całuski <3

    OdpowiedzUsuń
  9. "Powinnam ustawić shit w stylu: Następny rozdział jak będzie 20 komentarzy, tak bardzo macie w dupie moją pracę." - Serio uważasz, że mamy w dupie Twoją pracę?! Może nie zdarza mi się często komentować, ale też powinnaś nas (przynajmniej mnie) zrozumieć. Czekam cholera wie ile na kolejny rozdział i czasami cierpliwość w pewnym momencie się kończy, a co za tym idzie, komentować też się odechciewa. Oczywiście nie jestem jedną z tych, które uważają, że "Blog przede wszystkim!", absolutnie nie wymuszam rozdziałów co tydzień albo dwa i rozumiem fakt, że każdy ma swoje własne życie (a co się z tym nierozerwalnie łączy, nie zawsze ma się czas i ochotę na pisanie). Nie chciałabym zostać odebrana jako hejter, ale proszę, wykaż też trochę zrozumienia dla czytelników takich jak ja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w pełni świadoma, że umieszczenie takiego komentarza może wywołać taką reakcje, ale FEED jest blogiem, bo chciałam się tym dzielić. Blogi tak działają - na zasadzie komentarzy. Rzecz w tym, że czekacie tak długo, bo nie chcę wam serwować śmieci i dopieszczam każdy rozdział tak by moim zdaniem był idealny. CHCIAŁABYM pisać co tydzień lub dwa, ale też mam swoje życie. Jadnak, blogi które czytam zawsze komentuje, chociaż krótko.
      Nie żądam aby komentarze były wyjątkowo długie. Po prostu chcę wiedzieć jak się ludziom podoba.

      Rzecz ma się w tym, że po rozmowie ze znajomym wydawcą, wiem, że FEED mogło by równie dobrze być wydaną książką, a jednak zdecydowałam sie to publikować tutaj ZA DARMO, właśnie by mieć kontakt z czytelnikami. I tak, zależy mi na komentarzach, bo to mnie motywuje do dalszego pisania.

      I nie, nie jesteś odebrana jako hejter, po prost podobnie ja jak ja poczułaś się niedoceniona przez moje słowa, tak samo jak ja przez brak komentarzy.
      So this is how it feels.

      Usuń
    2. Jeśli czeka się na rozdział nie wiadomo ile to i chęci zanikają, i na czytanie, i na komentowanie. Powinnaś pomyśleć również o czytelnikach, że tak jak traktuje nas autor, tak i my traktujemy jego. Poza tym, jeśli narzekasz na małą ilość komentarzy, to może problem nie tkwi w tym, że czytający nie komentują, bo im się nie chce, a po prostu dlatego, że tych czytających nie ma? Może twoja historia nie wzbudza takiego zainteresowania? Powinnaś cieszyć się z tych czytelników, których masz. I nie zrobiłaś nam żadnej wielkiej przysługi, że możemy czytać Feeda za darmo. Skoro *tak świetnie piszesz* i masz szansę wydać Feeda, to go wydaj i wtedy będziesz miała czarno na białym, czy historia jest dobra, czy nie. Uważaj, bo rozczarowanie może być duże i wtedy będziesz wdzięczna za garstkę czytelników na blogu.

      Usuń
    3. Na początku, chciałabym uściślić jedno: w żadnym miejscu nie napisałam, że świetnie piszę. Do pisania świetnie brakuje mi lat praktyki>

      To co napisałam pewien czas temu było żartem skierowanym głównie do czytelników, których znam. I przeprosiłam za to. Ty jednak nadal trzymasz się tego tematu.

      O moim podejściu do czytelników wiesz niewiele, a właściwie tylko to co sama chcesz widzieć. Dopracowywanie tej fabuły zajmuje mi sporo czasu i spędza sen z powiek. Jestem znerwicowana, gdy nie mam weny i nie mogę tego dodać.

      Ale teraz, dzięki Tobie, widzę, że ten cały stres był niepotrzebny, gdyż jest to słabe opowiadanie i raczej nie powinno być publikowane. Dziękuję. Teraz wiem, co powinnam zrobić.

      Usuń
  10. Pozwól, że napisze sobie iż przeczytałam, a skomentuje później...

    OdpowiedzUsuń
  11. Od 3 godzin (teoretycznie) uczę się. ( Bo praktycznie, ogarniałam zasyfiony telefon, który chciał chyba popełnić samobójstwo, no nieważne). Więc postanowiłam w końcu tutaj przybyć i napisać obiecany komentarz, bo jakże by inaczej.
    Więc tak, sama myśl o będącym w mieszkaniu Sheeranie.. oh jak to mówią niektórzy po prostu zazdro. No bo to kurde, Ed i mieć kogoś takiego, kto wyrobił sobie taki a nie inny wygląd u fanów, jest po prostu cudowne. Mówię może teraz bardziej o realiach, a nie o opowiadaniu, no ale co tam.
    Lubie stanowczą Sway, która pokazuje, że nie owija w bawełnę i praca jest dla niej na pierwszym miejscu. Może i nie jest to dobre, ale też z jakiegoś powodu może musiała dać się aż tak pochłonąć. Momentalnie mam strach przed nią, bo takie ostre i zimne osoby, raczej nie budzą we mnie przyjemnego, tym bardziej, że jestem raczej odwrotnością. A z tego co mi wiadomo, często jest tak, że lubimy osoby, podobne do nas. Co nie zmienia jednak faktu, że z drugiej strony ja lubię i podziwiam.
    Spotkanie Sway i Loyda, było naprawdę przedstawione świetnie, pokazujące też, że gdy jest coś ważnego umie zrobić wszystko i się nie waha, trochę cóż to torchę jak dla mnie dziwna strona, ale co poradzić.
    Lucy nie ma prosto, ale widać, że mimo wszystko nie zrezygnuje z tej pracy, to też pokazuje jak bardzo jest silna. Zazdroszczę silnym osobą, zawsze, wszystkim bez wyjątku nawet jeśli są to po prostu postacie.
    Liam co by tu o nim, szczerze kompletnie się go nie spodziewałam w tym rozdziale, ale o zaskoczenia chodzi prawda? Pomijając już to jak wszystko fantastycznie kreujesz. ( jeśli wydasz książkę, masz mnie! ale już chyba to mówiłam) Cóż przyznajmy szczerze, że wykonał bardzo miły gest. Fajnie, że po mimo tego jaka Dracy jest on się nie ugiął i pokazał, że potrafi być uparty i postawić na swoim, pomijając to, że Dracy chyba go lubi. Myślałam, że raczej się nie zgodzi i jak to ona potrafi spławi go gdzie pieprz rośnie, ale to była miła niespodzianka.
    No i ... Simon kupił Modest?! tego chyba nie spodziewał się nikt. No dobra, na pewno się nie spodziewali. Podoba mi się coś z przed 5 lat, jak jest pokazane jak wszystko się zaczynało..
    Rozdział bomba! Przepraszam, za brak ogólnego sensu, no ale tak to już ze mną jest.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję Bogu, i sepleniącemu profesorowi za natchnienie i znalezienie tej strony!
    Cały dzisiejszy poranek na uczelni spędziłam czytając rozdziały. Nie mogę się zdecydować na słowo, które opisywałoby mój stosunek do wykreowanej przez ciebie historii i bohaterów, którzy w sposób szczególny odbiegają od tych przedstawionych na innych stronach:)Niemniej jednak jestem zauroczona i wdzięczna za to, że tu trafiłam. Co prawda mój „ulubiony” Ksiądz trzy razy przerywał mi czytanie (za co rozgrzeszenia, nie otrzymał) a profesor z dyplomatycznego zapewne mnie zapamięta za brak zainteresowania jego osobą - ALE cóż, trzeba umieć przewartościować swoje priorytety na Litość Boską:)

    Liam, ten Pan w tym opowiadaniu prezentuje się ciekawie (co niestety rzadko się zdarza, jak zdążyłam zauważyć:))
    Zapewne mogłabym napisać więcej ochów i achów na temat fabuły, stylu pisania (chociaż –przepraszam z góry, ale niektóre literówki, czy błędy biją po oczach)
    Pozostaje mi grzecznie poczekać na dalszy rozwój wydarzeń:) Pozdrawiam ciepło D.

    OdpowiedzUsuń