17 lipca 2014

Rozdział czwarty

Ciepło rozchodzące się po jej ciele było nie do zniesienia. Wysunęła jedną nogę spod okrycia i przekręciła się na brzuch. Coś jednak nadal było nie tak. Skóra jej głowy naciągnięta była niekomfortowo, ale jej zaspany rozum nie mógł dociec przyczyny tej niedogodności. Poruszała ramieniem kilkakrotnie w przód i w tył ale bezowocnie. Pół przytomna podniosła swój gors odrobinę i niezdarnie sięgnęła dłonią ponad swoim karkiem chwytając rozczochrane włosy w garść i odklejając od swojego spoconego ciała i przerzuciła je nad głowę. Z cierpiętniczym jękiem obróciła się na drugi bok zachłannie przytulając do klatki piersiowej poduszkę. Świat zdawał się być nieprzyjemnym miejscem, a jeszcze nawet nie otworzyła oczu. Trele ptaków były męczące nawet jeśli dochodziły z daleka, a szum samochodów był tak dokuczliwy jakby mieszkała nad samą autostradą. Niepewnie zaryzykowała podniesienie powiek, ale zaraz szybko je zamknęła z powodu brutalnego ataku światła, które zaatakowało jej spojówki. Gwałtowne uczucie kłucia zachęciło ją tyko do zakopania się głębiej w materiale, który udrapował się w około jej ciała. Zaraz po tym jak schowała swoją twarz, powróciło uczucie gorąca, wydając zirytowane westchnięcie zebrała w sobie siłę i usiadła prosto zakrywając oczy dłońmi. Po kilku minutach odważyła się rozsunąć palce i rozchylić jedną powiekę. Powolne dostosowanie się do natarczywego światła było bezpieczniejsze niż kolejne ryzykowanie bólu. Kiedy oczy już przyzwyczaiły się do nowych warunków kciuki ruszyły by zbierać pozostałości makijażu z policzków i skóry pod oczami. Na opuszkach pozostał dowód tego, że nie tylko nie pamiętała jak znalazła się w swoim mieszkaniu, ale najwyraźniej była zbyt pijana by udać się do łazienki i zmyć makijaż. Szybkie spojrzenie rzucone na poduszkę potwierdziło przypuszczenia Sway, że wygląda jak marna i smutna podróbka pandy.

Niezgrabnie stoczyła się z łóżka i skierowała w do kuchni na chwiejnych nogach.  Koniecznie musiała nie napić wody. Właściwie czuła, że mogłaby wypić całe morze wody i nadal byłaby spragniona. Potrzeba była gwałtowna i należało ją jak najszybciej zaspokoić. Miała też nadzieję, że w swojej domowej apteczce znajdzie zapas środków przeciwbólowych, bo jeśli miałaby znosić ten tępy ból głowy jeszcze jedną chwilę to najpewniej by zwariowała.

Z chwilą, gdy przekroczyła próg kuchni zobaczyła Ed w tych samych ubraniach, w których był zeszłego wieczoru z tym wyjątkiem, że było one bardziej wygniecione, a jego włosy wyglądały jakby niezliczoną ilość razy przebiegał po nich palcami. Spojrzenie przyjaciela przeniosło się z telefonu na nią i zmierzył ją z góry do dołu, kiedy to zrobił podążyła za jego wzrokiem i w mig pojęła znaczenie uniesionej w pytaniu brwi. Nie bardzo ufając swojemu głosowi uniosła ostrzegawczo palec i tym samym niepewnym krokiem udała się do łazienki by tam szybko narzucić na siebie krótki satynowy szlafrok.

-Kawa czy herbata? – Ed nie marnował czasu i wyciągnął w jej kierunku kubek z parującym napojem. Doskonale wiedział, że woli kawę.

-A co jest w drugim kubku? – Zapytała, gdy zaspokoiła swoje pierwsze pragnienie wypijając całą zawartość duszkiem i kilkakrotnie wypełniając naczynie wodą z kranu.

                -Kawa. – Odpowiedział szczerząc się w szczeniackim uśmiechu. Widać było, że czuje się zrelaksowany i odprężony. Nawet rozbawiony. Coś jej mówiło, że to właśnie ona jest powodem tej radości i w związku z tym nie miała odwagi pytać co zrobiła poprzedniego wieczora, że nadal go to bawiło.

Rzucając spojrzenie przez ramie zobaczyła, że pled, którym przykryta była kanapa w salonie leży na podłodze wraz z rozrzuconymi poduszkami. Wniosek przyszedł szybko, jak mrugnięcie okiem. Nie potrzeba było detektywa by połączyć oczywiste fakty. Bez słowa chwyciła dłoń rudego i odstawiając ich puste kubki na wyspę zaciągnęła go za sobą do z powrotem do sypialni. Z rozbiegu skoczyła do łóżka uderzając się mocno głową o zagłówek. Kiedy nie przebierając w słowach przeklinała swoją niezdarność Ed zanosił się śmiechem i usadowił w fotelu, który znajdował się w nogach łóżka. Jego dłonie bezwiednie powędrowały do gitary schowanej pod meblem. Palce przebiegły sprawnie o gryfie naciskając pojedyncze struny pieszczotliwie. Momentalnie wyraz jego twarzy złagodniał i zagościła w rysach czułość, której nie można było dostrzec na co dzień. Naturalnym ruchem uderzył w  struny na wysokości otworu rezonansowego. Usta lekko się rozwarły i lekkie jak westchnienie popłynęły słowa:

Cokolwiek powiesz, to nic nie zmienia,
czas się nie cofnie ani o godzinę,
z tego powodu nie zatrzyma się Ziemia,
nie zmienisz tego w czyjąś winę.
Bo cokolwiek byś chciał, to nic nie zmienia.
Cokolwiek myślisz, to nic nie zmienia,
miejsce ,w którym byłeś się nie powtórzy,
nie unikniesz kolejnego poparzenia,
gdy znów otworzysz oczy, przestaniesz marzyć.
Bo cokolwiek byś czuł, to nic nie zmienia.

-To okrutne z twojej strony. – Powiedziała z zamkniętymi oczami. Każde słowo, które wyśpiewał swoim melancholijnym głosem bolało jak tysiące sztyletów wbijane w jej klatkę piersiową. – Doskonale wiesz, że nie można zmusić kogoś do miłości.

-Wiem, Sway. Już dawno przestałem się tym przejmować. Cieszę się z tego co mamy. Ale nadal pamiętam ten ból, który poczułem, gdy jedyną twoją odpowiedzią na moje wyznanie było: To nic nie zmienia.

Między nimi zapadła niezręczna cisza. Chciała przeprosić po raz kolejny, że nie kocha go tak jak chciał tego trzy lata temu, gdy się poznali. Chciała błagać go o wybaczenie, że nie potrafiła odwzajemnić wszystkich czułych gestów, które w jej kierunku wykonywał. Chciała się kajać, że jej życiem jest praca. Chciała wypowiedzieć te wszystkie słowa, prosząc go o wybaczenie, ale już dawno zabronił jej przepraszać. To on zaproponował przyjaźń, po tym jak w okrutny sposób odrzuciła jego uczucie. Miała szczęście, że na niego trafiła. Większe niż można to opisać.

Kot wskoczył na ramię fotela, w którym siedział jej przyjaciel. Siła z jaką puszysta kula mruczącej siły ocierała się o jego ramię, zmusiła go do odłożenia instrumentu na miejsce i to przypomniało Sway o temacie, w którym należała się przyjacielowi ostra reprymenda.

-Minęło ile? Sześć lat? Może więcej, a ty nadal zachowujesz się jakby każda kanapa była twoim domem. –Powiedziała siadając po turecku i układając prześcieradło na swoich skrzyżowanych nogach. - Widać można mieć pełną przepychu chatę z najnowocześniejszym systemem zabezpieczeń, a nadal mieć ducha bezdomnego. – Ostatnie zdanie wypowiedziała tonem pełnym goryczy, który go zaniepokoił. Posłał jej zdziwione spojrzenie nie przestając na chwilę drapać za uchem Borisa.

-Spałeś na kanapie w salonie mimo tego, że to mieszkanie jest zdecydowanie za duże na moje potrzeby i ma dwie sypialnie dla gości.

-Och.

-Dokładnie. -Potwierdziła przechylając głowę raz w jedną, a raz w drugą stronę słysząc jak odrętwiały kark strzyka wszystkimi kręgami kiedy wskakiwały na swoje miejsce. - Wskakuj. Starczy miejsca dla nas dwojga.

Odchylona kołdra była zbyt kusząca by się jej oprzeć.

-A więc Styles, co Darcy? – Zagaił po tym jak ułożyła się na jego torsie. Wtulając twarz w zgięcie szyi.

-Nie chcę o tym rozmawiać, Sheeran. Nie na kacu. Po prostu nie chce.

-Zamierzasz mu wybaczyć to co się stało w dwa tysiące dziesiątym?

-Wybaczenie leży w kwestii prywatnej. A to jest sprawa zawodowa.

-I jak zamierzasz to załatwić? – Zapytał szczerze zaciekawiony.

-Nie wiem.  – Odpowiedziała szczerze. Nie było sensu mydlić mu oczu postawą pełną pewności siebie, kiedy nadal nie miała pojęcia jak spełni irracjonalne żądanie szefa.

-Ale musisz mieć jakiś pomysł, przecież. – Nie wypowiedział tego z oburzeniem, a raczej niepokojem. Bał się, że sprawa przerośnie przyjaciółkę. I byłby to pierwszy raz w czasie ich długiej znajomości.

-Widzisz, Sheeran. Człowiek całe życie zastanawia się „jak?”. Spędzamy tyle czasu zastanawiając się nad odpowiedzią na to pytanie, znalezienie odpowiedniej metody, że umyka nam najważniejsze: Niezależnie od sytuacji trzeba działać. Nie można dać się przytłoczyć bezradności. Póki idziemy sposoby same pojawiają się na naszej drodze. Kiedy staniemy i rozłożymy ręce w geście bezradności to wtedy jesteśmy naprawdę zgubieni. – Wyjaśniła miękkiego tonu. Zazwyczaj takie wywody wygłaszała swoim podwładnym czy współpracownikom zimnym i nie znoszącym sprzeciwu tonem, ale to nie był miejsce, ani czas na takie zachowanie. – A teraz już daj spokój temu tematowi. Poleżmy. Po prostu. Okey?

Nie minęła chwila a oboje przepychali się w jej wielkim łóżku śmiejąc się i łaskocząc. Tak minęła im cała sobota i część niedzieli. Wstawali z łóżka tylko by zaparzyć nowy dzbanek kawy dla Sway i ewentualnie otworzyć drzwi dostawcy z pizzą. Na tej jeden weekend byli zwykłymi ludźmi. Z kacem, z prostymi marzeniami i bez planów na przyszłość. Ale każda magiczna chwila musi kiedyś minąć.


***


W poniedziałki starała się przyjść do pracy wcześniej niż inni. Kawiarnię na jej ulicy otwierali o szóstej, gdzie była pierwszym klientem i w czasie, gdy rozkładała swojego netbooka na małym stoliczku, ekspres kończył się nagrzewać, a kelnerka stawiała jej przed nosem pierwsze podwójne espresso, które podobno było na koszt firmy. Po porannej prasie, Sway zamawiała americano na wynos i opuszczała lokal kierując się do siedziby Syco. W recepcji witał ją zaspany ochroniarz, który już nawet nie zrywał się by ją wylegitymować. W pustych biurach i na pustych korytarzach krzątały się kobiety zatrudnione do utrzymywania czystości i konserwatorzy. Niejednokrotnie zatrzymywała się by przywitać się z nimi i zapytać czy wszystko w porządku. Kiedy żyła z babcią na ranchu w Hudson bawiła się z dziećmi stajennych i od kiedy skończyła pięć lat wiedziała, że trzeba pomagać ludziom, którym fortuna nie sprzyja. Wiedziała, że czasem człowiek kończy nieszczęśliwie nie z powodu własnych wyborów. Ale zawsze, tam gdzie pojawia się nieszczęście znajdą się niewinne istoty, które cierpią. To było jej rytuałem.

I tak było w poniedziałek po imprezie u Grimshawa. Kiedy dotarła do swojego biura, zrzuciła kurtkę i powiesiła ją do szafy, wygładzając wszelkie zagięcia. Aby nie marnować czasu czekając na Lucy, wyciągnęła z ich zapasowej szafy  wielką białą tablicę i postawiła tak by opierała się o wielkie okno w jej gabinecie. Rzuciła po raz ostatni okiem na St Marys Axe, aby sekundę później zacząć zapełniać białą powierzchnię swoim eleganckim pismem. Za jej plecami ciężko pracowała drukarka najpierw wyrzucając z siebie zdjęcie Harrego Stylesa, a za nim portrety czterech pozostałych członków zespołu. Kiedy skończyła z tym na białej tablicy pojawili się członkowie rodziny wokalisty i wszyscy znajomi oraz współpracownicy, o których wzmianki znalazła w dokumentach. Na samoprzylepnych fiszkach notowała swoje uwagi i w krótce każde nazwisko miała po kilka takich.

Właśnie taki widok zastała Lucy, gdy pojawiła się w pracy. Znała ten widok bardzo dobrze. Jej przełożona była w szale twórczym. Niemal widziała trybiki pracujące pod starannie ułożonymi włosami w odcieniu zboża. Czym prędzej się wycofała i pobiegła do kawiarni naprzeciw by zamówić cztery duże americano i ciastka sezamowe, które podsunęła w zasięgu dłoni panny Darcy, zaraz jak wbiegała na przedostatnie piętro siedziby Syco. Przez resztę poranka odsyłała wszystkich dzwoniących do diabła i prezentowała wszystkim kierownikom działów podlegającym Sway spojrzenie bazyliszka jak tylko zbliżyli się do gabinetu blondynki. Nie pozwoliła by ktokolwiek przeszkodził szefowej w pracy. Kiedy zbliżało się południe i pora lunchu postanowiła przerwać jej trans i wraz z pojemnikiem jedzenia na wynos przyniosła wieści.

-Sway, od rana dobija się do nas niejaki Liam Payne. Prosi byś do niego oddzwoniła. – Poinformowała bezbarwnym tonem. Starała się za wszelką cenę ukryć swoją ekscytację.

-Dobija się?

-Dzwonił tylko jakieś... dwadzieścia razy. - Wyjaśniła pobieżnie, czując, że jej hamulce zaczynają puszczać. - Nie żebym liczyła, czy coś. – Dodała by złagodzić napięcie, bo głęboka zmarszczka pojawiła się między brwiami Sway.

Darcy schowała twarz w dłonie. Tak, tego jej było trzeba. Kolejnej komplikacji. Jakby miała mało problemów na głowie. Jeszcze jej problemy same muszą do niej przychodzić. Owszem, Sheeran opowiedział jej co się wydarzyło w klubie Barts, ale nie sądziła, że gwiazdorzyna będzie próbował się z nią skontaktować. Miała nadzieję, że przystojniak był przynajmniej tak samo pijany jak ona w chwili tej małej katastrofy, jak ni bardziej. Nie chciała też wiedzieć jakim cudem poznał jej nazwisko, bo wiedziała, że musiałaby zabić jedynego człowieka, na którego mogła liczyć w każdej sytuacji.

Lucy usiadała w fotelu na przeciwko jej biurka. Założyła nogę na nogę i odezwała się karcącym tonem widząc przesadę zachowanie przełożonej. Wyglądała jakby cały świat się zawalił, a ona osobiście odbierała sytuacje zupełnie inaczej.

-Nie rozumiem cię: Gorący, bogaty facet, staje na głowie by się z tobą skontaktować. Słodki na dodatek - powtarzał, że musi się upewnić, że wszystko z tobą w porządku. Czemu po prostu nie spróbujesz? To taka okazja. – Mówiła dwukrotnie szybciej i gestykulowała gwałtownie rękoma dając upust swoim wzburzonym emocjom.

-Lucy.- Sway wbiła swoje zimne spojrzenie w asystentkę. -  Ja nie potrzebuję bogatego faceta. Ja jestem bogata. - Wyjaśniła bezwzględnie. To była brutalna prawda, ale prawda. Jej życie opływało w dostatki i w gruncie rzeczy mogła obijać się do końca swoich dni utrzymując się z procentów księgowanych na rodzinnym koncie. Ale nie była tego typu człowiekiem. Musiała sama pracować na siebie i nigdy nie pozwoliłaby by ktoś kierował jej życiem za nią. I może komuś takiemu jak Lucy, która całe dzieciństwo spędziła marząc o księciu na białym koniu wydawało się to absurdalne, ale dla niej nie było mowy o innej drodze. Robiła wszystko sama i była z tego dumna.

Ruda podniosła się ze swojego miejsca i wyciągając z pliku dokumentów, które trzymała tablet, podsunęła go Sway pod nos. - Spójrz na niego. Czyż nie jest śliczny?

W odpowiedzi otrzymała tylko mordercze i jednocześnie zmęczone spojrzenie, więc czym prędzej pozbierała swoje rzeczy i zniknęła z pomieszczenia. Nie mogła zrozumieć o co chodzi Sway, ona padła by na miejscu, gdyby Liam Payne chciał się z nią skontaktować, ale też nie od dziś wiedziała, że jej szefowa nie jest normalna pod tym względem. Lucy mogłaby przysiąc, że nie słyszała by Darcy była na randce od kiedy zaczęła dla niej pracować. A trzy lata bez randki to szmat czasu. Zaczynała też wierzyć, że szefowa ma nie równo pod sufitem.


***


Wydymał usta. Wiedział, że wygląda z taką miną niczym obrażone dziecko, ale nie dbał o to. Był skupiony na tym by rozwiązać swój problem, a nie na tym by dobrze wyjść na zdjęciach paparazzi. Jeszcze kilka miesięcy temu dołożyłby wszelkich starań by wyglądać na tych zdjęciach na szczęśliwego i zadowolonego z życia, ale miał wrażenie, że obecnie to już i tak bez znaczenia. Czy zespół się rozpadnie z powodu decyzji odgórnej, czy rozpadnie się z powodu wewnętrznych konfliktów, to było bez znaczenia. Nawet bez tytułu był liderem zespołu i doskonale widział co się dzieje z chłopakami. Harry pogrążał się w coraz głębszą depresje, Louis unikał grupowych spotkań jak ognia, a Zayn miotał się między swoim życiem prywatnym, a życiem zespołu. Po pięciu latach sławy byli wyczerpani. Mieli dość. Zwyczajnie.

Ale to nie był powód dla którego jego dolna warga komicznie wysunęła się do przodu. Pogodził się już z myślą, że kiedyś przyjedzie koniec zespołu, chociaż było to urealnienie jego najgorszych koszmarów. Problemem, z którym się zmagał były buty. Tak, dokładnie. Buty. I to nie buty, które miał kupić dla siebie, ale babskie. Obuwie dla siebie kupował szybko – wchodził do sklepu, wybierał rozmiar, płacił i wychodził. Kobiety miały modele, marki, obcasy, profilowane wkładki i inne komplikacje, które były dla niego trudne do pojęcia. Dobrze, że po jego piątkowym wybryku momentalnie otrzeźwiał, bo inaczej nie zapamiętałby rozmowy Lloyd i Flack, które rozpaczały nad piękną parą sandałków od Jimmiego Cho, które zostały nieodwracalnie zniszczone. Dzięki temu miał markę, ale to dawało mu niewiele przewagi. Spędził całą niedzielę scrollując katalog obuwia damskiego na stronie znanego projektanta. Ale kiedy odnalazł, jak mu się zdawało, odpowiedni model zderzył się z kolejnym problemem. Nie znał rozmiaru stopy, tej dziewczyny, którą wypłoszył z Barts.

A laska stała się jego obsesją. Wszyscy milki, gdy zaczynał o nią wypytywać, albo po prostu nie mieli pojęcia kim ona jest. Jedynie Ed okazał się pomocny, ale z relacji Stylesa wynikało, że był więcej niż niechętny by zdradzić nazwisko blondynki.

Sway Darcy. To smakowało znajomo w jego ustach. Jakby już kiedyś wypowiadał tą kombinację wyrazów, ale nie mógł sobie przypomnieć kiedy to było. Wysilał się w czasie weekendu próbując  przywołać wspomnienia z tą dziewczyną, ale nic się nie pojawiało. Miał dobrą pamięć do twarzy i nazwisk, co w branży muzycznej było bardzo przydatne, ale za diabła nie mógł połączyć dwóch kropek, które znajdowały się w jego podświadomości. Ta niemoc sprawiała, że czuł się wyjątkowo niekomfortowo.

Tym razem do wydętych warg doszły zmarszczone brwi. Sway Darcy przyprawiała go nie tylko o dreszcze ekscytacji, ale też o ból głowy. Jak mała blondyneczka może budzić strach w artyście takim jak Ed Sheeran. Rudy był znany z tego, że nie przejmuje się opinią innych ludzi i dąży do swoich celów. A w przypadku dziewczyny zachowywał się jakby jego życie wisiało na włosku. \
Coś było nie tak. Definitywnie była to tajemnica, którą musiał rozwiązać. Plus, chciał zdobyć tą dziewczynę. I nie zamierzał oszczędzać na środkach.
-Dani, witaj. Mam pewien problem i zastanawiałem się czy mogłabyś mi pomóc.


***

-Zgadnij kto jest niesamowity?

Jak zwykle nie doczekała się pukania, czy chociaż dzwoneczka ostrzegającego przed wtargnięciem Lionela Brikowaffa do jej gabinetu. Niczym burza przeszedł przez szklane drzwi i bezceremonialnie rozsiadł się w fotelu, równocześnie sięgając po dokumenty leżące na brzegu jej biurka by bez najmniejszej oznaki zainteresowania przerzucać strony raportu.

-Och, Lieonel to takie trudne pytanie. Hym... Zgaduje, że ty? – Sarkazmem ociekało każde słowo. Ale to były tylko pozory. Lionel nie przepadał za kontaktem osobistym. Wybierał smsy i maile zamiast rozmowę w cztery oczy, więc czuła, że ma dla niej kolejną bombę.

-Dokładnie. Włamałem się do sieci Modestu i przejrzałem kilka maili. I nie uwierzysz czego się dowiedziałem. –Jeśli coś świadczyło o ekscytacji jaką odczuwał, to tylko jego oczy. Cała postawa pozostała wyluzowana i obojętna.

-Zaraz, zaraz Birkoff. Co innego przeglądać pocztę pracowników w sieci, do którą nadzorujesz, w sumie to większość ludzi i tak zdaje sobie z tego sprawę, ale hakowanie kanału komunikacji obcej firmy? To narusza prawo do prywatnej korespondencji. Wiesz, że to przestępstwo?

Była zaniepokojona. Jeśli wiadomość o tym, że jej pracownik dokonał przestępstwa wyszła by na jaw to nie tylko groziłoby to zerwaniem umowy o współpracę z firmą PRową, ale też narażało firmę na stratę wielu cennych kontrahentów. I jeśli śniły się jej koszmary, to jedynie z takim scenariuszem.

-I co? Wydasz mnie? –zapytał bezczelnie.
Milczała przed dłuższa chwilę. Powinna. Powinna go wydać. Ale drań i tak by się wymigał.

-Nie.

-Dobrze. Słuchaj. Modest planuje rozwiązać kontrakt z One Direction przed terminem.

-CO?! Jak to? – Odsunęła się gwałtownie rękami od biurka, tak że kółka jej obrotowego fotela zachrobotały niezadowolone. Był dopiero poniedziałek. Poniedziałek w świecie biurowym oznacza leniwe picie kawy przez cały dzień i wymienianie ploteczek o wydarzeniach minionego weekednu. Dlaczego takie rzeczy przytrafiają się jej?

-Zwietrzyli coś w powietrzu.

-Kiedy? - domagała się informacji, wściekle naciskając enter na klawiaturze laptopa. Nie mogła pozwolić by menadżment rozdawał karty lepsze niż Syco. To była niebezpieczne gra autorytetów i biznesowej intuicji. Simon urwałby jej głowę, gdyby dopuściła do tego by Modest miał w niej przewagę. Plus, jego ego ucierpiałoby nieodwracalnie.

-Chcą zwołać zebranie w tej sprawie dzisiaj, a w terminarzach mają zarezerwowane spotkanie z zespołem na poniedziałek.
W głowie prześledziła swój kalendarz. Musiała anulować kilka ważnych spotkań, ale to było ważniejsze. -Wyślij maila do kierowniczki działu finansowego i głównej księgowej żeby zostały dzisiaj po godzinach.

-Co zamierzasz zrobić, Sway? Brzmisz jakbyś wyruszała na wojnę.

-Kujonie, ja na nią nie ruszam. My jesteśmy w samym środku wojny. I zamierzam ją wygrać.



*zapis wiadomości sms*


Data: 08.10.2010
Odbiorca: Liuuum
Treść: Widzisz ją? Tam za panem Cowellem?
Data: 08.10.2010
Odbiorca: Harry Styles
Treść: Masz na myśli tą wysoką blondynkę? Nie wygląda na zainteresowaną.
Data: 08.10.2010
Odbiorca: Liuuum
Treść: A, bo ty się akurat znasz. Na pewno będzie mną zainteresowana.
Data: 08.10.2010
Odbiorca: Harry Styles
Treść: Zachowujesz się jakby wszystkie panienki padały ci do stóp.
Data: 08.10.2010
Odbiorca: Liuuum
Treść: A nie jest tak?
Data: 08.10.2010
Odbiorca: Harry Styles
Treść: Odrobina pokory Styles, odrobina pokory.
Data: 08.10.2010
Odbiorca: Liuuum
Treść: Dziesięć funtów na to, że do końca wieczora poznam jej nazwisko.
Data: 08.10.2010
Odbiorca: Harry Styles
Treść: Stoi. 



No,  siema. Wrzucam wam nieobrobiony rozdział. Za cztery godziny robię wypad do pracy i trzymajcie kciuki by szefowa nie zamordowała mnie gołymi rękoma. Nie wiem czy podoba mi się ten rozdział czy nie. Mam do niego mieszane uczucia. Ale nie chciałam dokładać tutaj więcej wydarzeń, bo coś musi zostać na później.
Rozdział jest też krótszy niż zazwyczaj.

BĘDĘ WDZIĘCZNA ZA KOMENTARZE. Jak pisałam na LD, krótkie czy długie, to nie ważne. Po prostu chcę poznać waszą opinię, bo nie ukrywam, że Feedback, to moje ukochane maleństwo i uważam, że powinno być rozpieszczane.
A! Dedykacja leci dla Morgan Jade, która pragnęła więcej Edzia i Sway. Proszę bardzo. Mam nadzieję, że Twoja blokada twórcza szybko sobie pójdzie w cholerę, bo umieram z ciekawości by poznać dalsze losy Twoich bohaterów. :*
Całuję!
M.K  


13 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle świetny :) Nie zastanawiałaś się czasem aby wrzucić tez bloga na wattpada? Osobiscie uwazam to za lepsze rozwiazanie, ponieważ tam kliknęlibyśmy tylko gwiazdkę i już bys wiedziala ze przeczytalismy. Mam nadzieję że rozważysz tą opcję . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię czytać komentarze, tak szczerze mówiąc i chociaż gwiazdki na wattpadzie są ciekawą opcją, to chyba zostanę przy blogspocie narazie. ^^

      Usuń
  2. Bardzo fajny rozdział! Uwielbiam, to jak piszesz ;)
    Sway i Ed są taacy uroczy!

    Ciekawa jestem co ta kobieta wykombinuje odnośnie tej wojny.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny i powodzenia w pracy! ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, rzeczywiście rozdział krótszy, ale to i tak nie zmienia faktu, że jak zawsze jest napisany świetnie! Pomysł z trailerem genialny, nawet nie zdążyłam skomentować, kiedy pojawił się nowy rozdział, yay! :D W ogóle pomysł z "W następnym odcinku FEEDBACK..." wydaje się fenomenalną opcją, jeżeli nie jesteś w stanie dodawać rozdziałów regularnie (bo na przykład nie masz czasu, o co absolutnie nie mam pretensji, bo zawsze powtarzam, że blog to nie obowiązek a przyjemność), ponieważ podtrzymujesz napięcie/zainteresowanie u czytelników, skłaniając ich do myślenia co właściwie w tym kolejnym "odcinku" będzie się działo...Przynajmniej tak jest ze mną ;) A wracając do treści to aż mnie skręca z ciekawości co ten Liam w swojej głowie wymyślił, no i co ta biedna Sway zrobi...Swoją drogą trochę zasmuciła mnie przeszłość Eda i Sway...Dobrze, że Darcy jest chociaż na tyle spostrzegawcza, że biedak nie utknął w friendzone na te 3 lata ;)
    A teraz pytanie offtop: Co sądzisz o najnowszej płycie Eda?
    Pozdrawiam, K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za docenienie mojej pracy! To wiele dla mnie znaczy, na prawdę.

      A co do płyty Eda, to jest moim absolutem. Jest genialna. Uwielbiam tego człowieka za jego sposób myślenia i wyrażania emocji. Kocham, no. Kocham.

      Usuń
    2. Plus, nie dodaję regularnie rozdziałów z powodu trybu życia jaki prowadzę. Pisałam o tym na LD.

      Usuń
  4. Może jestem nienormalna, ale uśmiechałam się jak głupia podczas czytania pierwszego akapitu, w sumie przy następnych dwóch też. Zawsze mnie bawi, kiedy bohater opowiadania ma kaca, zresztą opisałaś ten stan bardzo obrazowo i jak sobie wyobraziłam Sway walczącą ze zbyt ostrym światłem, to nie mogłam przestać się szczerzyć XD Ed kochany człowiek przygotował jej kawę, a kawa, jak wszyscy wiemy, to lek na całe zło (no, a przynajmniej na zło związane z kacem czy po prostu pobudką). Prawdę powiedziawszy trochę się zasmuciłam, kiedy odkryłam, jak tak naprawdę wygląda przeszłość Sway i Eda. Uznałam, może nieco zbyt wcześnie, że to para dobrych przyjaciół, bez specjalnych podtekstów, po prostu kumple, którzy mogą na sobie polegać w każdej sytuacji i nie boją się powiedzieć sobie nawzajem o wszystkim. A tu coś takiego. W sumie szkoda trochę, że Sway nie potrafi odwzajemnić uczuć Eda. Oczywiście nie zamierzam nagle gorąco kibicować czy psioczyć na nią, że powinna zmienić zdanie, bo jak sama zresztą wspomniała, nie można nikogo zmusić do miłości, mimo to żal mi Sheerana. To taki ciepły i zabawny człowiek, która dziewczyna nie chciałaby mieć takiego faceta? Cieszę się, że mimo odrzucenia został przy Darcy. Nie mogła mu zaoferować nic więcej poza przyjaźnią, o czym go zresztą poinformowała od razu (za co ogromny plus, bo naprawdę nie znoszę osób, które wodzą kogoś za noc), jednak nie zraził się tym i nadal się z nią spotyka. Musi mieć koleś żelazną cierpliwość i opanowanie.
    Podziwiam Sway za to zaangażowanie we własną pracę, determinację i pewność siebie. To twarda babka, która nie da sobie w kaszę dmuchać, a jednocześnie ma serce po właściwej stronie i nie da się łatwo zwieść. Rzadko spotyka się takie osoby, dlatego cieszę się, że mogę o niej poczytać u Ciebie. Strasznie mnie zastanawia, w jaki sposób Darcy zamierza rozwiązać tę całą sytuację z Harrym. Nie dostała łatwego zadania, ale przecież ktoś taki jak ona ne boi się wyzwań, prawda? Może i ona sama obawia się tego, co zlecenie szefa może przynieść w przyszłości, nie jest też przekonana na sto procent, że sobie poradzi, ale najważniejsze, że się nie poddaje i jak zwykle z dumnie uniesioną głową walczy o swoje. Lucy mnie totalnie rozwaliła z tą reklamą Liama, jak gdyby oczekiwała, że Sway rzuci się na telefon i natychmiast do niego zadzwoni XD Owszem, Payne jest słodki z tym dobijaniem się do kobiety, usiłująć za wszelką cenę wynagrodzić jej incydent zaistniały w klubie, jednak chyba jeszcze nie wie, że nie ma do czynienia z typową ładną lalą, tylko z kimś o wiele bardziej świadomym własnych atutów i dużo bardziej inteligentnym. Nie zmienia to faktu, że jestem naprawdę cholernie ciekawa, jakim cudem zamierza odkupić jej te buty. Mało który facet zna się na damskim obuwiu, to jedna sprawa, a druga: Liam nie ma żadnych nadprzyrodzonych zdolności, rozmiar Sway nagle nie wpadnie mu do głowy. W sumie koleś ma kupę kasy, może kupić wszystkie dostępne rozmiary i podarować Darcy, oczekując, że sama sobie wybierze właściwy XD To byłoby nawet całkiem zabawne.
    Jak tylko Lionel się pojawił to od razu wyczułam, że coś jest nie w porządku. A więc Modest chce już teraz rozwiązać umowę z 1D? Jeśli ktoś poza samym chłopcami jest bardziej świadomy końca, w stronę którego zmierza cały zespół, to chyba właśnie Modest! Management. Jak zobaczyłam, jakie wrażenie ta informacja zrobiła na Sway, od razu wyczułam, że nie jest dobrze. Ja się naprawdę mało znam na tym całym szoł biznesie, wytwórniach itede, ale muszę przyznać, że opisujesz to bardzo profesjonalnie i tak... normalnie. Nie wciskasz nam złotych gór czy czegoś w tym rodzaju, tylko przedstawiasz każdą rzecz prosto i naturalnie. Zresztą ogólnie za to lubię Twój styl - nie sypiesz ozdobnikami prawo na lewo, tylko, za pomocą pozornie zwykłych słów, komponujesz je w piękne, lekkie zdania. Trochę Ci tego zazdroszczę ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, w jakiż to sposób Sway przygotuje tę swoją wojnę, bo że wygra, to nie ulega wątpliwości. No i ta cała sprawa "Styles, 2010" również mnie intryguje ;>
      Przepraszam za taki nijaki i chaotyczny komentarz, ale temperatura na dworze wypala mi resztki inteligencji. Niemniej rozdział mi się podobał i już teraz czekam na ciąg dalszy <333

      Usuń
  5. Świetny, zazdroszczę ci takiego talentu pisarskiego! :)
    Zastanawiam się, dlaczego ten fanfic nie jest bardziej znany? :( Zasługuje na to.
    Napisałabym dłuższy komentarz, ale zupełnie nie mam na to siły. Głowa mi pęka...:/

    http://hunter-zayn-malik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. w tym rozdziale sway jest blondynka a przedstawiona jest jako brunetka, pomylka? a co do rozdzialu to jest swietny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktorka, która ma przedstawiać Sway jest ciemną blondynką. I taki jest kolor włosów Sway. A nagłówek przedstawia ją jako blondynkę z powodu filtrów nałożonych przez Meadow.

      Usuń
  7. Rozdział jest świetny nie moge doczekać sie następnego. Twój blog jest naprawde wciągający. PS pisz dalej a i życze weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Spóźniłam się, wiem przepraszam :<
    Jak zawsze zabawnie poczytać jest o ludziach, którzy mają kaca, choć sama jeszcze nigdy w życiu tego nie doświadczyłam... Jak Sway próbuje wyczołgać się z łóżka i inne sprawy, trochę zabawne.
    Auć, przyznam szczerzę, że zaskoczyłaś mnie (woah) i jednocześnie trochę zasmuciłaś przeszłością Eda i Dracy. Bo miałam ich raczej, za parę dobrych bardzo znajomych, którym niestraszna jest zabawa słowna i dziwne sytuacje. Którzy liczą na siebie w każdej sprawie i ... (uf) na szczęście jak wszyscy w koło ostatnio, nie zakochują się w swoich najlepszych towarzyszach życia. A tu jednak nie.. jednak kurcze nie. Mimo wszystko trochę szkoda, że Sway nie podziela uczuć Eda, jasne jak słońce jest to, że ona nie zmieni zdania, ale myślę że to rzuca trochę inne spojrzenie na ich znajomość :o Ale cieszę się, że nie zrezygnowali ze swojej znajomości, myślę że to dobry przykład :>
    Oh i jest mój cudowny, przeuroczy koteczek jako puszysta kula mruczącej siły >>>>>>>>>>>> tak bardzo <3
    Wybacz nie mogłam się powstrzymać, trochę mnie już znasz to wiesz.
    Moja pierwsza myśl, gdy przeczytałam to co robi Sway w pracy to było o jej... Serio, nie zbyt mądre czy cokolwiek innego, ale oh... Ona jest tak bardzo pracowita, pewnie nawet pracoholiczka, albo może jednak tak bardzo uwielbia tą robotę? Czy naprawdę Lucy myślała, że Sway pokaże jak ruszają ją informację o Liamie i że natychmiastowo poleci. No bez jaj.
    No i tak nasz kochany rozbrajający wszystko jak leci Liam, który ohoh, podobno nie odpuści naszej Dracy, wydaje się być całkiem ciekawym wątkiem... Jest Louis, Harry , Zayn... ale gdzie jest Niall :<
    No tak jak Lionel wpada nie może być spokojnie. Widzę, że porobiło się bagno, co przyznam szczerze że wcale mnie to nie dziwi, skoro nic tak naprawdę nie idzie łatwo.
    UH.. chciałabym Ci coś jeszcze napisać, ale zdaje mi się, że zaraz padnę przy tym komentarzu :< Przepraszam za chaos, będę starała się o coraz lepsze :o Śle Ci buziaki i wenę ... <3

    I jak cudownie piszesz *-*

    OdpowiedzUsuń