7 czerwca 2014

Rozdział trzeci

Starając się z całych sił by nie stracić równowagi, Sway Darcy zgięła nogę w kolanie i przyciągnęła ją do klatki piersiowej. Dopinanie jej delikatnych sandałków w tej pozycji było proszeniem się o zagipsowanie nogi bądź ręki, ale spodnie Acne, w które wbijała się przez ostatnie trzydzieści minut były zbyt obcisłe, by ryzykować siadanie w nich. Przy każdym wdechu słyszała jak szwy trzeszczą ostrzegawczo, zaś zamek błyskawiczny zgrzyta ze złości usiłując je utrzymać na miejscu. Prawda – ledwo mogła oddychać, ale za to wyglądała jak z okładki. Ciemnoszare spodnie zaczynały się tuż nad miejscem, gdzie skórzany pasek butów na obcasie otulał jej kostkę, a kończyły się w pasie, gdzie zawiązała na supeł wysłużoną koszulkę z  Guns and Roses. Jej ojciec kupił ją po jednym z koncertów jeszcze za lat swojej młodości. Przez lata koszulka przeszła serię przeróbek: wycięto kołnierzyk, całe plecy były usiane małymi dziurkami, które obramowywały miedziane kręgi, a przy dekolcie pojawiły się rozdarcia, które zreperowano prowizorycznie za pomocą agrafek.  Blondynka w lustrze przygryzała wewnętrzną stronę policzka. Coś było nie tak z tym strojem. Wyglądała rockowo i ostro, zwłaszcza z tą nieskromną ilością eylinera wokół oczu. Nie hipstersko, ale rokowo. Na palcach pobiegała do garderoby by wyszukać odpowiednie dodatki. Z całych sił próbowała nie dotknąć obcasami posadzki w holu. Nie dlatego, że sąsiedzi skarżyli się na hałasy – przecież i tak przez większość czasu nie było jej w domu, ale wiedziała, że rodzina mieszkająca pod nią powiększyła się niedawno o maleńką, niewinną istotkę. Mając to w pamięci starała się poruszać się tak cicho, jak to tylko możliwe.

Zaabsorbowana poszukiwaniem biżuterii nie usłyszała jak drzwi wejściowe mieszkania otwierają się z cichym kliknięciem. Cztery miękkie łapy opadły na podłogę. Bezszelestnie się poruszając, mały cień przebiegł długi hol i skręcił w ostatnie pomieszczenie po prawej. Jedna za drugą łapki odrywały się od podłoża, by później z gracją powrotem na nią opaść. Niczym maszt, długi, biały ogon postawiony był na sztorc. Drżał jedynie lekko z przejęcia na samym koniuszku, gdy do małego mokrego noska dostał się zapach znajomych perfum. Garderoba, w której Sway się znajdowała była połączona małym przejściem z sypialnią. Nim się zorientowała w tym przejściu pojawił się kot, który przysiadł bezszelestnie w progu i cierpliwie czekał aż go zauważy. Pręgowany dachowiec miał urok kociaka i był bardzo dobrze wychowany. Jedynymi oznakami jego zniecierpliwienia był przesuwający się agresywnie z prawa na lewo ogon. Kiedy wreszcie kątem oka zauważyła zwierzę wypuściła na podłogę trzymane w ręce bransoletki i nie zważając na spodnie, opadła na kolana wyciągając otwarte ramiona przed siebie. Kotek potruchtał bez chwili zawahania i otarł się głową o jej kolano. Z jego małego, miękkiego gardła wydobywał się mruczany koncert radości.

Pupilek bezapelacyjnie kochał Sway, nie tylko jej zapach, czy możliwość zostawiania sierści na jej markowych ubraniach, ale też za to, z jaką czułością drapała go za uchem i pozwalała mu wylizywać swoje włosy. Okazywał swoją czułość w bardzo kreatywny sposób: Pewnego razu wypił jej latte, gdy się odwróciła, a innym budziła się z puszystymi poduszkami i bardzo ostrymi pazurkami strategicznie rozlokowanymi na twarzy. Gdyby nie to, że nie ma czasu zajmować się zwierzętami adoptowałaby Borisa dwa lata temu, kiedy po koncercie Eda w Glasgow znaleźli go obok śmietnika. Biedactwo miał wtedy raptem kilka tygodni i niewiele wcześniej otworzyło oczy, które nadal były niebieskie.

Zataczając się niezgrabnie, rudowłosy mężczyzna usiadł naprzeciwko niej. Skrzyżował nogi w kolanach i na jednym z nich oparł swoje wytatuowane w kolorze ramię.

-O, teraz cię widzę.

Posłała mu zirytowane spojrzenie. Uniosła brwi w zdziwieniu, jakby nie miała bladego pojęcia do czego nawiązuje. Oszukiwała trochę sama siebie, wywracając infantylnie oczami. Przesłuchania nie były jej ulubioną rozrywką, a sam Ed nie lubił bawić się w złego glinę. Ale tym razem zbyt wielu ludzi, którzy obdarzyli go zaufaniem, było zaangażowanych w małe rozgrywki Sway i nie mógł pozwolić, by impet jej obutej w szpilki nóżki narobił zamieszania jego życiu. Szanował dziewczynę za jej wiedzę i nieugiętość, ale bywały dni, gdy najzwyczajniej w świecie go przerażała. Nauczył się ostrożniej patrzeć na jej poczynania, uważając, by w swojej  euforii, którą dawała jej władza, nie wpisała go na listę ofiar poświęconych dla wyższego dobra. Wiedział, że może się to zdarzyć, nie przez to, że była złą przyjaciółką.  Nie.  Świadomość tego, że Sway może zrobić z niego mięso armatnie w jednej z batalii toczonych z Simonem, czy innymi prezesami Sony Music przyszła, gdy dotarło do niego, że długą listę ofiar wojennych otwiera jej nazwisko. Gdy tylko jakiś projekt ją zafascynował nie spała, nie jadła, odsuwała się od życia. Była jak kot, który nie może oderwać się od ścigania poruszanego wiatrem źdźbła trawy. Kochała to co robiła, to było dla niego pewne, ale ta miłość ją niszczyła. Spanie na fotelach, czy wykładzinie w pracy, gdy jej ciało wyczerpało już całą zapasową energię i odsuwało rozum od władzy; bezprawne inwigilowanie ludzi po to, by wyciągnąć brudy z ich życia i cisnąć je im w twarz, były tylko nielicznymi z jej przewinień. Niejednego odstraszyłoby to na kilometr, ale Ed widział w niej coś więcej. Tak samo jak dla pracy, potrafiła poświęcić się dla przyjaciół. Była pełna pasji, lojalna i tolerancyjna. Mogła nie zgadzać się z twoimi poglądami, mogła nawet nimi gardzić, ale gdyby ktoś próbowałby ci zabronić się wypowiedzieć, spetryfikowałaby go swoim morderczym wzrokiem. To samo robiła dla niego. Sway nie grała na żadnym instrumencie, a jednak w jej mieszkaniu znajdowały się dwie gitary – jedna w kuchni, druga w sypialni. Nigdy żadne z nich słowem nie odezwało się w tym temacie, ale  był wdzięczny, że spędzając czas z nią mógł oddawać się muzyce.

-Mów.

-Co mam mówić?

-Jak zamierzasz załagodzić sprawę z Girmshawem?


-Normalnie. – Powiedziała nie okazując w najmniejszym stopniu przejęcia. – Trochę wzruszania ramionami, wydymanie dolnej wagi, albo też przygryzanie, jeden czy dwa urocze uśmiechy, zakładanie włosów za ucho. Trzy przepraszam, buziaczek w policzek i nawet sam diabeł by mi wybaczył.

-Sway, nie rozmawialiście dobre trzy lata. Byłby skończonym idiotą, gdyby złapał się na takie sztuczki. – Głęboka bruzda przecięła czoło Sheerana,  gdy próbował wbić tej upartej kreaturze do głowy, że sprawa jest poważna. Oboje mogli oberwać za to pojawienie się bez zaproszenia. – Poza tym, on jest gejem, dziewczyno. Nie poleci na twoje cycki.

Ostrożnie odstawiła kota na podłogę, a  ten zwinął się koło jej uda w kulkę i zaczął mruczeć. Chociaż widok był rozkoszny, Sway westchnęła ciężko i, gdy podniosła wzrok na Eda, w jej oczach nie było śladu po wcześniejszym rozbawieniu czy czułości. Spojrzenie, którym go obdarzyła było zimne i zdeterminowane, a tęczówki nieruchome. Plecy i szyja prostowały się wraz z tym, jak powietrze opuszczało jej płuca. Włosy opadły za ramiona, gdy wysunęła dumnie podbródek do przodu, a gdy mówiła poruszały się tylko jej usta.

-Sheeran, wejdziemy tam, ramię w ramię. Grimshaw nas nie dostrzeże z początku, bo będzie czarował swoje ulubione zabawki dla rozgłosu, czyli członków zespołu One Direction. Znając życie Niall, Liam, Zayn i Harry będą rozłożeni za skórzanej kanapie, która znajduje się w głębi klubu pod obrazem Mony Lisy z dorysowanymi wąsami. Louisa nie będzie, bo odwołał godzinę temu spotkanie. Na podłodze, obok Harrego będzie siedziała Caroline Flack, która próbuje do niego wrócić, od kiedy w zeszłym roku jej pensja spadła o połowę. Dziewczyna się starzeje i nikt nie chce jej zapraszać do programów. Cher Lloyd, która rozstała się trzy miesiące temu z narzeczonym, będzie chwiać się na oparciu kanapy z drinkiem w ręce. Nick zauważy nas w chwili, gdy Harry machnie w twoim kierunku ręką, bo jak zawsze jego zainteresowanie rozmową będzie wyłącznie udawane i cały czas będzie rozglądał się po sali. Nick na początku nie zarejestruje mojej obecności, ale wszyscy ludzie, którzy wlepiają swoje gały w wyżej wymienionych będą patrzeć na nas i pewnie, któryś z przydupasów Walsha zedrze sobie gardło wołają moje imię – siedemdziesiąt procent jego byłych asystentów kandydowała na stanowisko Lucy.  W tym momencie do Nicka dotrze, że naruszyłam jego święte terytorium. Zacznie iść w naszym kierunku. Zanim się do mnie odezwie, spiorunuje cię wzrokiem. Nie zbeszta cię, bo za dwa tygodnie wychodzi twoja płyta i chcę rozmowę z tobą w swoim studio. Pierwsze co zrobi to opierniczy ochroniarza, próbując zwrócić na siebie jak największą uwagę. Pije od godziny trzynastej, kiedy to udał się z Perrie Edwards na lunch. Swoją drogą laska próbuje robić solową karierę, co się jej nie uda, dopóki ja decyduję o tym, kto dostaje kontrakt z Syco. W każdym razie, kiedy już Grimshaw upewni się, że cała sala na niego patrzy, zwróci się do mnie. Będzie wyrzucał w powietrze swoje ramiona i darł się, że jestem niewdzięczną i podłą osobą. W chwili, gdy mnie zobaczy obok ciebie będzie wiedział, że przyszłam do Barts, bo mam w tym interes, więc nie będzie się spodziewał, że mu przerwę. Jego ego urośnie do rozmiarów wieży Eiffla, bo będzie się dominował nad Sway Darcy – żelazną księżniczkę przemysłu muzycznego. Ale mu przerwę. Nie spodziewa się tego. Będzie tak wybity z kontekstu, że momentalnie przestanie się na mnie złościć.
-Czasami nie wiem czy się ciebie boję, czy cię podziwiam.

***

Taksówka zatrzymała się przed wejściem do klubu Barts, a oni wysiedli. Kilku paparazzich robiło im zdjęcia, a oni odmachali i tulili się przez chwilę, chociaż Sway starała się zakrywać swoją twarz w ramieniu przyjaciela. Dla jej pozycji bezpieczniej było, gdy nie każdy wiedział jak wygląda – dawało jej to element zaskoczenia przy spotkaniu twarzą w twarz. Wśród menagerów i specjalistów związanych z rynkiem muzycznym krążyły plotki na jej temat, ale nie każdy wiedział jak wygląda. Większość ludzi miała ją za grubą, starą i brzydką kobietę o sukowatym charakterze. Ich niechlujne zbieranie informacji dawało jej przewagą, więc nie miała żadnego interesu w tym, by zmieniać ten stan rzeczy.
W drzwiach stała chuda jak szkapa blondynka, która podskakiwała z radości, gdy Ed podawał jej swoje imię. Od chwili, gdy przekroczyli próg lokalu, akcja potoczyła się zgodnie z przewidywaniami Darcy. Z jednym, drobnym wyjątkiem – swoje pretensje Nick skierował najpierw do biednej blondynki w drzwiach, a następnie do ochroniarzy. Zadbał o to by wszyscy zebrani, blisko pięćdziesiąt osób, wiedziało, że coś się dzieje.  Jego aktorskie zagrywki i to, w jak nieskazitelny sposób jego głos unosił się i opadał, podkreślając każde nienawistne słowo kierowane do Sway udowodniło jej, że wypił nieco mniej, niż przewidywała. Ale to absolutnie nie zmieniało nic w jej planie.

-Nie dość, że pocałowałaś MOJEGO chłopaka, na MOJEJ imprezie, po tym jak MOJE wystąpienie zebrało na Brits najwięcej oklasków to jeszcze śmiesz przychodzić na MOJE przyjęcie. Nie wiem, czy kiedykolwiek otrzymałaś memo, ale niszczysz MI życie. –Kiedy mówił, cała twarz brała udział w tym procesie. Szeroko otwierał usta, by słyszała wszystkie sylaby, a jego oczy zwężały się i rozszerzały w trakcie, gdy brwi i czoło na przemian marszczyły się i rozluźniały w udawanym zblazowaniu.

-I tak był dupkiem. –mruknęła niespójnie pod nosem.

-MOGŁABYŚ SIĘ ZAMKNĄĆ? Staram się być wściekły na ciebie, więc nie rzucaj mi tu prawdą jak mięsem w twarz, dobrze? Czekałem na ten moment cztery lata, a ty musiałaś go zrujnować.

-Już dobrze, dobrze. Powiedziałam tylko, że był dupkiem – bo był. Teraz możesz kontynuować swój wspaniale napisany monolog. Długo pracowałeś nad składnią? – Wiedziała, że to wytrąci go z równowagi. Lubił komplementy bardziej niż atencję. Był dorosłym mężczyzną, którym można było sterować jak samochodzikiem.

-Zajebista, prawda? Redagowałem to z milion razy czekając, aż się na siebie natkniemy.

-Muszę powiedzieć, że wbiło mnie w ziemie. A ta hiperbolizacja – godna mistrza. –cała jej twarz emanowała zachwytem. Gra w tą grę „a weź ją rozgryź, a weź go oszukaj” była dla nich znajoma i przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele, na widok zadowolonego błysku w oku Grimshawa.

-Dziękuję, dzię… - przerwał i jak rażony piorunem poderwał głowę w górę. Jego wystylizowana na Presleya grzywka podskakiwała groźnie jeszcze przez chwilę, po czym znieruchomiała podobnie jak jego twarz. –Znowu to zrobiłaś! Ty przebiegła suko!
-Wiem, wiem. – odpowiedziała z uśmiechem na ustach Sway. W momencie, kiedy zaczął ją obrażać wiedziała, że  jej przewinienia odeszły w niepamięć. Widocznie Grimshaw już dawno jej wybaczył, tylko nie mógł odpuścić sobie wygłoszenia tego wiekopomnego monologu.

-Jesteś bezwzględną suką, dziewczyno. Powiedz jak ty to robisz? Wyrzucam ci w twarz twoje błędy, a cała ta twoja twarz – Zakręcił dłoniom koło zaznaczając, o który konkretnie obszar jej ciała mu chodzi. – pozostaje niewzruszona. Patrzysz się na mnie tym beznamiętnym wzrokiem i słowa wypadają z tych delikatnie skrojonych ust. I to jakie słowa! Nigdy nikogo nie obrażasz, jesteś opanowana i zawsze zmierzasz do celu. JAK. TY. TO. ROBISZ?

-Sam tak o mnie mówiłeś. Rozwiązuję problemy. Raz a dobrze.1 Nie ma w tym nic dziwnego, Grimshaw.

Przysuwając się o krok wtuliła policzek w jego nienagannie białą koszulę. Zapach mydła, dymu papierosowego i potu uderzył w jej nozdrza. Taka mieszanka była charakterystyczna dla wszystkich mężczyzn, ale zapach Nicka był słodkawy. Był kimś pomiędzy najlepszym przyjacielem, a najgorszym wrogiem i gdyby rzeczywistość była inna; gdyby on lub ona odczuwali do siebie chociaż znikomy pociąg seksualny z pewnością zostaliby kochankami. Ale rzeczywistość była jaka była, zasady gry ustalone odgórnie i musieli się pogodzić ze swoim losem, który nieustannie wodził ich od przyjaźni do nienawiści.


Jakiś czas później stali przed klubem paląc papierosy. Cztery lata to wystarczający czas by zatęsknić za sobą, a mieli sporo do nadrobienia. Mówił głównie Nick, użalając się nad swoją sytuacją finansową. Uważał, że jest niesprawiedliwie traktowany przez swojego pracodawcę, bo jego zarobki lecą na łeb na szyję. Nieustannie zachwalał sam siebie uważając, że jego charakter to wystarczający powód, by suma na jego czeku była wyższa. Sway nie chciała ranić jego uczuć, więc nie mówiła mu, że do radia aplikowała setka osób, których kwalifikacje był podobne, a nawet lepsze niż jego. Ale miał rację w jednym – nikt nie mógł go zastąpić. Tylko on miał tak rozległe znajomości i był tak rozpoznawalny.
Kiedy czarne taksówki przejeżdżały ulicą, wpatrywała się w ich szyby. Cała ulica była cicha, poza miejscem  za ich plecami. Okna okolicznych kamienic nie były pozasłaniane, co nasunęło jej myśl, że są to przestrzenie biurowe. Często zdarzało się w Londynie ostatnimi czasy, że ludzie wybierali ładne, nowoczesne budynki jako swoje mieszkania, a zabytkowe budynki zachwycały swoim klimatem pracowników administracji czy prawników. Kiedy tak wpatrywała się w okolicę i próbowała dostrzec na niebie jakąkolwiek gwiazdę, Nick w dalszym ciągu użalał się nad sobą.

-Nick, skończ już. –przerwała mu w połowie zadania. –Skończ zarzucać mi, że się o ciebie nie troszczyłam, bo to gówno prawda. W zeszłym roku na biurku Simona wylądowały dwie oficjalne skargi od kandydatów do parlamentu, których obraziłeś w swoim programie. Postraszyliśmy wolnością słowa i na przyjemnej kawie przypomniałam wnioskodawcom, czym jest dobry angielski humor. Jednak w tym roku twój ostry język zaczął przeszkadzać odbiorcom, którzy postanowili zablokować skrzynkę odbiorczą BBC1 mailami pełnymi zażaleń. To dlatego dostałeś takich a nie innych rozmówców w tym sezonie. Musieliśmy załagodzić twój wizerunek.

-I może jeszcze powiesz mi, że osobiście się tym zajmowałaś? – Sarkazm w jego głosie wciąż był mocno widoczny. Nadal nie wybaczył jej, że nie dała mu dokończyć tego wspaniałego monologu.

-Yhym. –mruknęła potwierdzająco.

-Aleś ty wylewna, Darcy. –zaszydził, odbijając się zgrabnie od ściany, o którą się opierał. Ściągnął markowe okulary przeciwsłoneczne i zmusił ją by spojrzała mu w oczy. –A teraz powiedz mi prawdę: Czemu tu jesteś? Bo pogodzić się ze mną mogłaś i bez tego całego cyrku, prawda? Co się dzieje, że musiałaś wywołać aż takie zamieszanie? Czego tym razem chce Cowell? Bo chce czegoś, prawda?

-Nick, dla twojego dobra lepiej by było, gdybyś nie wiedział. Ale prędzej czy poóźniej się dowiesz. Wszyscy się dowiedzą. 




***

                -Ona do mnie „powinieneś spróbować robić to częściej”, a ja jej na to „co takiego”, to mi odpowiedziała „chodzić na siłownię. Może wtedy wypociłbyś ten gejowy pierwiastek z siebie”. Uwierzycie w to? – Grimshaw uderzył sfrustrowany w stół. Wszyscy słuchali jego opowieści jak urzeczeni, nie spuszczając z niego wzroku. - Laska totalnie postradała rozum. Raz, powiedziała coś takiego do MNIE, a dwa przecież wiadomo, że homoseksualizm to nie choroba. Prawda Harry? Harry? Słuchasz mnie w ogóle?

                Oczywiście, że nie słuchał. Nick jak zwykle zanurzył się we własnym morzu rozgoryczenia światem i oburzenia. Nie, żeby te emocje źle wyglądały na niego twarzy, czy nie były interesujące, ale słuchając setny raz tej samej historii, Harry zdecydowanie stracił zainteresowanie. Swoją uwagę skupił na pojedynczych bańkach unoszących się ku powierzchni. Jedna za drugą wspinały się po ściankach highballa2 powoli pozbawiając jego napój gazu. Nie był w nastroju na alkohol. Nie był w nastroju na nic. I gdyby Nick praktycznie nie wyciągnął go za frak z mieszkania, nie pojawiłby się tutaj. To znaczy, pojawiłby się. Nie miałby innego  wyjścia. Gdyby prezenterowi się nie udało,  to kumple z zespołu wynieśliby go mimo wszelkich protestów. Kochał tych facetów, ale czasami przekraczali granice. Jego zły nastój należał tylko do niego i miał zamiar się babrać w nim niezależnie od okoliczności. Dlatego siedział rozparty na czerwonej kanapie, z nogami na stole i gapił się w ścianę przed sobą, starając się nie wykrzyczeć otaczającym go osobom jak fałszywymi i obłudnymi są ludźmi i jak naiwni są, w swoim przekonaniu, że ich sława będzie trwać wiecznie.

                -Tak. To przerażające, Nick. Jak mogła to zrobić? -  Nie wiedział o czym mówi, ale Grimshaw oczekiwał poparcia dla swojego oburzenia i właśnie je dostał.

Brunet westchnął zmęczony. Nudził się niemożliwie słuchając tych monotonnych historii i starając się ignorować wysiłki ludzi, którzy starali się z całych sił mu podlizać. Każdy gość na tej imprezie chciał zrobić sobie z nim zdjęcie, czy uścisnąć  dłoń. Było to tak żałosne, że żałował, że nie został w domu. Gdyby chociaż u jego boku znalazł się najlepszy przyjaciel – Louis, to mógłby  powygłupiać się lub zagłębić w dyskusji z nim na jakiś absurdalny temat. Ale Tommlinsona nie było przy nim. Jak zawsze odrzucił zaproszenie wykorzystując  jakąś słabą wymówką. Od czasów X-Factora i ich pierwsze trasy koncertowej Louis starał się nie pokazywać na imprezach, gdzie pili alkohol. Kilka drinków wystarczało, by  ujawniała się ta strona jego osobowości, którą menadżerowie woleli skrywać przed opinią publiczną: Louis był biseksualny3. Mimo, że Eleanor Calder byłą cudowną, mądrą i wspaniałą dziewczyną i ją kochał, to nie mógł zaprzeczyć elektryczności, która powstała między nim a Stylesem. Właśnie to przyciąganie we wczesnych latach ich kariery doprowadziło do kilku incydentów, które nie mogły się więcej powtórzyć. Harry kochał Louisa całym swoim sercem. Nie jak przyjaciela, ale jak brata. To właśnie on był jego kotwicą w trudnych chwilach, odganiał czarne chmury znad  głowy i kierował myśli na pozytywne tory. Taka relacja jednak nie wystarczała Tommilsonowi i z czasem zaczęli się od siebie oddalać. Im rzadziej się widywali tym większą pustkę czuł i bezradność wobec tej sytuacji wywoływała w nim złość.

Ponure myśli przerwane zostały gwałtownie przez zamieszanie przy drzwiach. Mignęła mu znajoma ruda czupryna i radośnie podniósł dłoń, by przywitać przyjaciela. Nie widział Sheerana od wieków i brakowało mu go. Chociaż, gdy tak pomyślał, poczuł się jak ciota, ale w rozmowach z samym sobą chciał być szczery. Ed zajmował w jego życiu ważne miejsce z tej prostej przyczyny, że był bezapelacyjnie szczery. Nie krygował się w żaden sposób i wyrażał swoje opinie oraz uczucia w sposób prostolinijny. Jeśli uważał, że ktoś jest palantem wytykał mu to wprost, celując między oczy tak, aby dupek nie odważył się podejść do niego drugi raz. Harry cenił go też za jego mądrość. Był obserwatorem, z typu tych bystrych i spokojnych. Nie rzucał się jak PR-owe hieny na każdą nowinkę. Raczej stał z boku, nie odstępując na krok swoich zasad. Był prawdziwym człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Dlatego właśnie w chwili, gdy pojawił się w progu Barts, Styles miał ochotę porwać go i zaciągnąć do baru, gdzie obaj mogliby zanurzyć swoje troski w skandalicznie drogim piwie. Ale coś go powtrzymało.

U ramienia rudzielca uwieszona była kobieta.

Chociaż on użyłby słowa laska. Takie jak ona nie zasługiwały na miano kobiety. Dziewczyny, które przyjechały do Londynu w poszukiwaniu lepszego jutra. Które zrobią wszystko by wskoczyć do łóżka kogoś wpływowego, usidlić go seksem, a w efekcie może i dzieckiem,  tylko po to by ustawić się w życiu i nie przepracować ani jednego dnia do końca życia. Gardził takimi ludźmi. Ale musiał przyznać, że sztuka, którą przyprowadził tego wieczoru Ed była z górnej półki. Oparła dłoń na biodrze, które swoją krzywizną nawoływało go do grzechu. Uda i łydki opięte były niemożliwie ciasnymi dżinsami i Harry zastanawiał się kiedy dziewczyna padnie z powodu braku krążenia. Jej bluzka była luźna, ale i tak widział doskonale krągłości jej przeciętnej wielkości piersi. Długa szyja lśniła od olejku, którym nasmarowała się przed wyjściem. Wyglądała doskonale – z resztą jak one wszystkie.

Kiedy zaszufladkował ją definitywnie, przeniósł wzrok na jej twarz. I wszystko runęło.
Ot tak. W ciągu jednej sekundy.

Definitywnie była kobietą. Nawet nazwanie dziewczyną jej ubliżało. Dumnie uniesiony podbródek mówił mu, że nigdy nie zniżyłaby się do uwodzenia mężczyzny dla pieniędzy czy sławy. Zimne, nieruchome oczy, które wbijała w Nicka były świadectwem tego, że nie przyszła się tu bawić czy kokietować. Emanowała od niej siła, która momentalnie wbiła go w fotel. Nie mógł dłużej na nią patrzeć, bo czuł, że coś go pochłania. Spadał coraz głębiej i głębiej w czarną otchłań. Pozbawiony swojej pewności siebie, nie mógł oprzeć się grawitacji, jaką wytwarzała.

Była interesująca. Piękna i chłodna. Perfekcyjna.
I to był jedyny problem. To był ten kurewski problem, że on już za takimi ludźmi nie nadążał. Więc zamiast podejść i zagaić rozmowę, po prostu siedział nadal na skórzanej kanapie, trącając czubkiem buta miskę z włóczką i drutami, które dostał w prezencie od chyba Cher Lloyd. Ludzie robili sobie z niego żarty. Sądzili, że jego milczenie to kolejna zagrywka wielkiego, tajemniczego Harrego Stylesa. Kiedy tak naprawdę milczał, bo bał się powiedzieć coś nie tak. Milczał, bo ciemność, która go ogarniała zatykała mu usta jak knebel. Więc po prostu siedział, patrząc na tych wszystkich nieszczerych ludzi, których chciał spoliczkować, czując drobne, uwodzicielskie ruchy Flack we wnętrzu uda i nieświadomie, na krawędzi świadomości patrzył jak ONA wychodzi. Miał nadzieję, że na zawsze, bo nienawidził tego uczucia, które mu dała przez tą chwilę. Poczuł się jakby nie był wystarczająco dobry. Jakby był nikim w porównaniu z tym kim ona była.

                Oby nie wróciła, bo nie zniósłby więcej kamieni ciągnących go na dno. Wmawiał sobie to nieustannie, a jednak, mimo wszystko zamruczał pod nosem:

                -Masz dziesięć minut, by tu wrócić. Kimkolwiek jesteś.


***

                -Dlaczego odwołali trasę? – głos Zayna był cichy jak zawsze. Mówił niemal nie poruszając ustami i udawał zainteresowanie historią Nicka. Widział dokładnie, że złym ruchem było obrażenie gospodarza, zwłaszcza, że ich kariera wisiała na włosku. Ich menadżerowie i ekipa starali się mydlić im oczy, ale pięć lat w tym biznesie wyczuliło ich na oczywiste znaki. Liczba wywiadów, na które byli miesięcznie zapraszani spadła do tego stopnia, że już nawet nie musieli odmawiać. Chociaż ich PR-owa ekipa robiła co mogła, w sieci pojawiało się coraz więcej nieprzychylnych, wręcz agresywnych recenzji. Nawet liczba ludzi, która followowała ich na twitterze gwałtownie spadła. Wszystko wskazywało na to, że ich epoka się kończy.

-Nie wiem, Zi. – odpowiedział posyłając mu uśmiech. Nie chciał budzić w mulacie wątpliwości, które jemu samemu nie dawały spokoju. Malik był empatycznym człowiekiem i tą jego delikatność czuł się w obowiązku chronić. Wystarczyło, ze sam spędzał noce bez chwili snu zastanawiając się, jak poradzić sobie z sytuacją, w której się znaleźli. Wiedział, że jest jakieś rozwiązanie, tylko obawiał się, że jest za głupi, by je dostrzec. Poza tym był za trzeźwy na rozmowy na taki temat. Albo za bardzo pijany. Był w tym stanie, gdzie wszystko wydawało się nie na miejscu. Był niespokojny i zirytowany. Ale i tak jego zirytowanie bladło jeśli tylko postawić je koło Harrego, który ostatnimi czasy był chmurny jak niebo w burzowy dzień. Payne miał wrażenie, że chłopak jest jak tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. Zazwyczaj siedział cicho, ale nie umknęło uwadze Liama, jak często zaciska pięści czy szczękę. Wypowiadał mniej i mniej słów. Nie żeby był najbardziej gadatliwą osobą na świecie, ale ostatnimi czasy przechodził sam siebie. Głupkowate zachowanie zastąpiło milczenie. Niezręczne ruchu i fajtłapowstwo, stoicka postawa. Był odcięty od świata, od emocji. Tłumaczył się złością czy wręcz wściekłością, a pokazywał światu tylko obojętność. Nic nie było go w stanie poruszyć i właśnie ta obojętność przerażała jego bliskich.

Każdy z nich obawiał się utraty sławy , ale każdy inaczej to okazywał. Dorastali w świetle reflektorów: przesłuchania, studia nagrań i wielkie sceny były ich życiem. W najważniejszych latach życia wychowywaniem ich zajmowali się członkowie ekipy, którzy też żyli w ciągłym pośpiechu. Nie miał pojęcia co pocznie bez tego wszystkiego. Jak miał wrócić do normalnego życia? Siedzieć w domu, przewracać omlety i przeskakiwać z kanału na kanał. Bez naglących terminów i urywających się telefonów. Jasne, że męczyło go to czasami i chciał wrócić do chwili gdy szedł na przesłuchanie do programu i po prostu stchórzyć. Wiele razy zastanawiał się jak wyglądało by życie bez sławy. Było by nudne, to wiedział na pewno. Po każdej takiej chwili wątpliwości uświadamiał sobie, że urodził się po to by to robić. W studiu czuł się bezpiecznie, mógł spędzić dnie na tworzeniu muzyki, słów i sklejaniu tego w całość.

Zamieszał w swoim drinku i wypił pozostałość duszkiem. Przydymione światło klubu odbijało się w rzeźbieniach szkła. Coś w ciepłej barwie złamanego płomienia świecy zahipnotyzowało go i przywołało myśli o domu z kominkiem gdzieś w górach. Oczami wyobraźni widział miękki dywan rozciągnięty przed paleniskiem i zgrabne ciało kobiety rozłożone na nim. Nie dość, że wizja ta wywołała sensację w dolnych partiach jego brzucha, ale jeszcze miał ochotę zapisać to uczucie w słowach piosenki.  Trzask pękającego w ogniu drewna brzmiał jak gitara i mógłby przysiąc, że już słyszy cała melodię.

Ten pozytywny przypływ dał mu siłę by szczerze się uśmiechnąć. Ten uśmiech był tylko dla niego, ale  podbudował jego pewność siebie. Uświadomił sobie, że nawet jeśli zespół przechodzi trudny okres to nie są wyłącznie produktem, jak wytykali im dziennikarze czy ludzie związani z mediami. Byli zespołem. Byli przyjaciółmi. A przede wszystkim byli artystami. Ciężar spadł z jego klatki piersiowej i był gotowy się bawić. Zerknął w kierunku baru by, sprawdzić jak wielu ludzi czeka na barmana, gdy ją zobaczył.

W życiu Liama było kilka kategorii kobiety:  Te które miał. Te których nie chciałby mieć za żadne skarby świata. I te które musiał mieć.

I ona należała to tej trzeciej.


***

-Ty jesteś Sway Darcy, prawda? Ta Sway Darcy od Cowell’a? – wymuskany blondyn w tanim garniturze, który niezbyt dobrze udawał jeden z zeszłorocznej kolekcji Burberrys4 dreptał poddenerwowany  w miejscu. Zdawał się być niewzruszony tym, że właśnie przerwał ich konwersację w połowie zdania. Podekscytowany czekał na odpowiedź. Nie umknęło jej uwadze, że nerwowo pociera dłonią o marynarkę, nie mogąc się doczekać aż uściśnie jej dłoń.

„Niedoczekanie.” Pomyślała zgryźliwie.

-Nie, nie jestem nią. Nie widziałeś mnie tu. A gdyby którykolwiek z twoich głodnych na awans koleżków pytał się czy nią jestem, masz im powiedzieć, że jestem tylko tanią dziunią, która uwiesiła się Sheerana po to by na następnym albumie napisał łzawą piosenkę o mnie, rozumiesz? - Odpowiedź która wypłynęła z jej ust była równie wredna jak jej myśl, ale nie przejmowała się tym. Mężczyzna pokiwał niepewnie głową i bez słowa odszedł. Wszystkie ożywione przed chwilą emocję zostały bezlitośnie zabite przez jej szorstkie słowa. Pokręciła niechętnie głową i powróciła do swojej poprzedniej pozycji. Oparta plecami o bar, z łokciami na blacie, rozglądała się po pomieszczeniu.

Obserwowała kątem oka Harrego rozpartego na kanapie. Widziała jak spod przymrużonych powiek rzuca jej od czasu do czasu spojrzenie. Jego wzrok ją niepokoił, był mroczny i silnie przyciągający. Jak czarna dziura, która próbuje ją wchłonąć bez pozwolenia. Nie w głowie jej było bawienie się w uwodzenie i wymienianie się powłóczystymi spojrzeniami, wiec zerkała nieczęsto, zajęta drinkiem i opowieściami Ed’a. Nie przyszła do tego klubu, by niczym buldożer, wtargnąć w życie tego chłopaka w swoich wartych trzysta dolarów sandałkach. Najpierw chciała się przyjrzeć temu, z czym ma się mierzyć. Dobry wywiad był w tym biznesie podstawą. Chciała ocenić jakim człowiekiem jest, co go interesuje i jak się zachowuje wśród londyńskiej śmietanki towarzyskiej. Dla laika te informacje mogły być błahe, a kto inny stwierdziłby, że mogła przecież przejrzeć plotkarskie strony internetowe. Tylko każdy kto tak twierdził był idiotą, który pracował od dziewiątej do siedemnastej za niższą średnią krajową.
Nie był nią. |
Sway wiedziała doskonale, że najlepsze badania prowadzone są z bliska. Obserwowała go więc, w głowie robiąc notatki, a gdy miała ich już wystarczająco wychyliła swoją szkocką jednym ruchem, a drugim przywołała barmana by jej dolał.

-Jestem rudy i zezowaty. Żadna ilość alkoholu tego nie zmieni, kotku. – zakpił jej rudowłosy przyjaciel.

-Za pierwszy razem ten żart był zabawniejszy.


***

Była jedyną przedstawicielką płci pięknej w całym klubie, która nie wlepiała w niego oczu. Nawet kiedy zdjął koszulę prezentując wszem i wobec swoje umięśnione ramiona, a także klatkę piersiową, która była widoczna w mocno wyciętej koszulce, nie zwróciła  na niego uwagi. Czasem przelotnie przesunęła wzrokiem po jego sylwetce, ale było to tak niezobowiązujące, jak prześledzenie pokoju w środku nocy. Nie robiła tego specjalnie, nie była nim zainteresowana. Zazwyczaj irytowała go nadmierna atencja, więc dlaczego czuł, że jego ego boleśnie się kurczy? Jak ona śmiała?! Bawić się tak dobrze z Edem, kiedy siedział zaledwie kilka metrów od niej, głodny chociaż jednego spojrzenia. Czy nie wiedziała kim on jest?!

Wzdrygnął się z obrzydzenia widząc jaki kierunek obrały jego myśli. Znowu wszystko mu się mieszało. Zapadał się głębiej i głębiej. Nie tylko w kanapę.


***

Przyjaciele rozeszli się do domów, albo po klubie. Nie potrafił stwierdzić tego który dokąd, kiedy alkohol krążył mu po żyłach, a tajemnicza  blondynka tańczyła w jego myślach. Nikt jej nie przedstawił, nikt do niej nie podchodził, poza jednym wymoczkiem, którego szybko spławiła. Rozkoszny uśmiech z jakim to zrobiła rozbawił go tak bardzo, że ku zaskoczeniu swoich towarzyszy wybuchnął śmiechem. Nie brał udziału w rozmowie, która toczyła się wśród nich. Obserwował ją jak zwierzę w klatce. Bał się podejść –powstrzymała go jej wyniosła postawa i to, jak wydawała się mieć w głębokim poważaniu ludzi, którzy zebrali się na tej imprezie. A to było dla niego nowe. Większość znanych mu ludzi umarłaby dla szansy spotkania się z celebrytami, których gościł tego wieczoru Grimshaw. Jeszcze większą zagadką był dla niego to, czemu Grimshaw nabierał wody w usta za każdym razem, gdy pytał go o nieznajomą. Zmieniał temat udając, że pytanie nie padło. Widział przecież jak z nią wychodzi i wraca uśmiechnięty. O co chodziło z tym wszystkim?


***
Nie liczyła już szklanek. Po prostu flirtowała z barmanem i Edem na zmianę. Dzięki temu miała dwie rzeczy, których pragnęła. Relaksujące opowieści i bezczelne żarciki piosenkarza oraz wiecznie pełną szklankę. Wcześniej Nick zapewnił ją, że bar jest na jego koszt, wiec może zaszaleć. Oczywiście nie odpuścił sobie złośliwego komentarza, że i tak jest wolny, więc może się upić w sztok, ale przymknęła na to oko. Był piątek i po przeżyciach tego dnia musiała odpocząć. Wyluzować i po prostu zrzucić maskę kobiety , która może osiągnąć wszystko.  Ta niestety wrosła w jej skórę tak głęboko, że dużo alkoholu było potrzebne by ją zerwać.

***

Lubił detale. Szczegóły sprawiały, że rzeczy stawały się wielkie. Najpierw zauważył, że sandałki, w których jej noga wyglądała naprawdę zgrabnie, do tanich nie należą. Może nie doszedł do takich wniosków sam, bo pomogła mu w tym Caroline, która podążając za jego wzrokiem najpierw skomentowała jego obiekt obserwacji jako „przeciętny” i „prowincjonalny”, a później wzdychała nad jej obuwiem twierdząc, że sama by sobie na takie pozwoliła, gdyby nie fakt, że szkoda jej wydać stu funtów na buty, które będzie mogła ubrać tylko kilka razy. Znudzony jej wykładem skupił uwagę na bluzce dziewczyny. Logo Guns and Roses rozciągnięte było na jej piersiach w otoczce bardzo rockowych dodatków, które musiał przyznać, pasowały do niej. Czuł, że oddają to, kim naprawdę jest. Jedno spojrzenie na jej twarz starczyło mu jednak, by przestać myśleć o niej w tak spersonalizowany sposób. Widział jak jeden za drugim drinki o bursztynowej barwie trafiają do jej żołądka, ale nawet po nich wyraz jej twarzy był zbyt przytłaczający. Szybko skierował swoje oczy na dobrze zaopatrzony bar za jej plecami i słuchając szczerego śmiechu podziwiał wystrój. Nie mógł patrzeć na nią ot tak, po prostu, bo czuł się mały. Z każdą chwilą coraz mniejszy.
A jednak, cały czas miał ochotę podejść i zapytać ja o imię. Dlaczego?

***

Kiedy wstała z krzesła i zaczęła się poruszać wiedział, że przegrał. Jak miał dłużej siedzieć na tej niewygodnej, przeklętej, czerwonej kanapie, kiedy ona poruszała tym zgrabnym ciałem, przy widocznie zawstydzonym Edzie? No jak?  Nie miała dla rudowłosego litości, ciągle pochylając się i ciągnąc go za ramię, by dołączył do niej w radosnych pląsach. Tamten kręcił zrezygnowany głową, a gdy przekrzywiła głowę i wydęła usta, z uśmiechem pogłaskał ją po głowie przejeżdżając dłonią tak, że zatrzymał się opuszkami palców za jej uchem. Nie mógł pozwolić by traktowano ją jak domowe zwierzę. Nie tak traktuje się kobiety. A jeśli chciała tańczyć to dostanie swój taniec.

Niepewnie odstawił swoją pustą szklankę na podłodze i ruszył w jej kierunku.

***

Huk, krzyk i pijacki chichot. Dokładnie to słychać było w klubie Barts dokładnie trzydzieści sekund później. Kiedy Sway próbowała obrócić się w rytm zmysłowej piosenki, poczuła czyjeś ręce na ramionach i podskoczyła przestraszona, chwytając się hokera5 barowego dla podtrzymania równowagi. Na nic to się zdało, bo runęła na chłopka, ciągnąc za sobą krzesło. Wylądowali na podłodze, będąc jedną wielką plątaniną rąk, nóg i umeblowania. W głowie kręciło sięjej  od nadmiaru alkoholu. Jej kolana i łokieć były poobijane, a sama leżała między nogami tego, kto spowodował niefortunny upadek. Jak na nieszczęście jej biodra wylądowały dokładnie na wysokości jego, przez co pewnie czułaby się niezręcznie, gdyby tylko była trzeźwa. A że zdrowy rozsądek opuścił ją już dobre dwie kolejki temu, więc wybuchnęła śmiechem.
Nadal się śmiała kiedy Sheeran pomógł jej wstać i trzymał ją w tali. Czemu trzymał ją w tali? Nie mogła tego zrozumieć. Jeszcze chwilę temu tańczyła i tańczyłaby dalej, gdyby ten bezczelny przystojniak jej nie przeszkodził. Kiedy jednak spojrzała w dół i zrozumiała. Obcasy jej sandałków były wyłamane. Ten widok wzbudził w niej złość jakiej nie czuła dawno. Wszystko było zrujnowane! A to był tak dobry wieczór.

-Weźmiesz mnie na opa? –wymruczała w kierunku przyjaciela czując, że irracjonalne łzy zbierają się w kącikach jej oczu.

***
-Gratuluję Payno! Właśnie doprowadziłeś do tego, że najgorętszą dupa wieczoru wyszła stąd ze łzami w oczach. Rycerzyk w srebrne zbroi się znalazł, kurwa mać. – Wyrzucił z siebie wściekły Harry. Od miesięcy nie powiedział tak wiele za jednym razem.



*bzzzzz*
*bzzzzzzzzzzzzz*
*bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz*

-Hallo? Harry? Czego chcesz, stary? Jest trzecia w nocy!
-Ed, mój dobry przyjacielu! Czemu szepczesz? Noc? Noc jest jeszcze młoda!  Ty-  czemu szepczesz? Jesteś z tą dupką z przyjęcia Nicka? Dobra sztuka, ale nie w moim guście, jeśli wiesz co chcę powiedzieć. LIAM ZŁAŹ ZE MNIE!
-Wiesz która jest godzina, pajacu?  Zadzwoń jutro.
-Nie! Nie! Czekaj! Musisz mi coś powiedzieć – Co? Tak, Li, zapytam go. Och! Skończ już jęczeć! Co to ja… A właśnie, Sheeran. Bo ja w sumie dzwonie, bo Liam ma sprawę, ale się dupek wstydzi. Weź mi powiedz jak ta dupa ma na imię.
-Ta, z którą byłem u Grimshawa? Nie ma szans. Nie powiem ci.
-Pooooooooowiedz! Liam łka i chce się żenić. ŻARTUJE! Chce ją przeprosić. No, dawaj. Jak lasencja ma na imię?
-Będę tego żałował.
-Co ci dziewczynka może zrobić? Toż to ptaszyna. Dawaj nazwisko, bo Payne znowu mi płacze na ramieniu. TAK LIAM, DOWIEM SIĘ JAK TA SUK… Dobra, dobra. DZIEWCZYNA, ma na imię. –Słyszysz Ed, musisz mi tu pomóc.
-Jeśli ona mnie zabije, to dorwę cię i zabije dwa razy.
-Dawaj nazwisko, a nie pieprz. 
-Sway. Sway Darcy.






1.
 „I handle things. For good.” – to zdanie lepiej brzmi po angielsku, dlatego mamy odwołanie.
2. Highball-  szklanka na drinki. Pojemność o,5 litra.
3. Biseksualizm – odczuwanie popędu płciowego lub emocjonalnego do osobników obu płci. [nigdy nie mówiłam, że to opowiadanie będzie łatwe i przyjemne. Nie, nie jestem Larry Shipper. I nie, nie mam nic do LS. To wątek w opowiadaniu, nie agitujcie się za bardzo, ok.?]
 4. Burberrys - ekskluzywny, brytyjski dom mody, założony w 1856 r. przez Thomasa Burberry'ego, sprzedający odzież, perfumy i akcesoria mody damskie i męskie. Również ulubiona marka Harrego Stylesa, jedyna kratka jaką uznaję obok szkockiej i marka ukochanych trenchy Sway.
5. Hoker – rodzaj wysokiego krzesła przy barze. Zazwyczaj bez oparcia.



Misiaczki! Oto nowy rozdział, który poprawie w najbliższych chwilach. Mam nadzieje, że nie zostało dużo powtórzeń, a jeśli tak – za wszystkie przepraszam.
Wiem, ze dużo uwagi poświęciłam w tym rozdziel Sway i wygląda to dość kiepsko, ale musicie mi zaufać, ok.? Nie, nie będzie to kolejna łzawa historia o trójkącie, bo nie o to w tej historii chodzi. Poza tym, proszę zauważcie, że to nie wygląd bohaterki zrobił na chłopakach największe wrażenie.
Co myślicie o tym rozdziale? Czego się spodziewacie po następnych?  Nie zapomnijcie mi dać znać w komentarzu.
Całusy!

15 komentarzy:

  1. Rozbawiła mnie ta rozmowa na końcuu :D
    Zastanawia mnie jedno... co w tym wszystkim robi Liam? :D
    Myślałam że Sway będzie toczyć tą swoją grę tylko z Harrym, a tu pojawia się Liam i buum, wszystko psuje ;D
    Bardzo fajny rozdział, czeekam aż akcja się rozwinie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, nominowałam cię do Liebster Awards. (: http://stay-strong-niall.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Weszłam, zupełnie nie spodziewając się czegokolwiek, w zasadzie to zaczęłam już powoli tracić jakąkolwiek nadzieję, a tu takie miłe zaskoczenie :) Rozdział jest taki długaśny i bardzo dobrze, bo dzięki niemu możemy w końcu (!) poznać Darcy trochę lepiej...No i oczywiście relacje między nią i Ed'em. Tak swoją drogą coś mi się wydaje, że nie bez powodu pojawił się już na samym początku i jeszcze nieźle namiesza w życiu Sway i dużo skomplikuje w jej relacjach z chłopakami (wcale się nie pomyliłam z tą liczbą mnogą ;)) Akcja zaczyna się zagęszczać i to mi się bardzo podoba :) Zabieg z narracją z punktu widzenia chłopaków całkiem sprytny i przyciągający uwagę (pewnie dlatego, że to dopiero początek, a my już możemy dowiedzieć się "jak" myślą). Jeżeli chodzi o stronę stylistyczną to nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, rozdział czyta się wprost bajecznie, wszystko wydaje być się na swoim miejscu :) Życzę powodzenia w sesji i liczę na to, że rozdziały będą pojawiać się troszkę częściej niż od święta (Bo dosłownie poprzedni dodałaś w Wielkanoc, kolejny w Zielone Świątki, więc idąc tym tropem myślenia, kolejny powinien pojawić się już za dwa tygodnie w Boże Ciało ;P Serio, to jakieś małe zboczenie? ;)) Pozdrawiam, K.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Ci za tak wspaniały i długi rozdział! Nareszcie miałam okazję poznać Sway z innej strony :) Bardzo ją polubiłam. Jest perfekcyjna we wszystkim co robi. Gdy wychodzi, musi wyglądać idealnie. Zawsze ma przygotowany plan działania. Monolog na temat tego, co będzie się działo na przyjęciu mnie rozbawił. Ona jest tak cholernie inteligentna i spostrzegawcza, że nie dziwię się, że zarówno Harry jak i Liam zawiesili na niej oko. To widać na kilometr.
    Relacja między nią a Edem jest świetna. Raz są wobec siebie jak rodzeństwo, a za chwilę mogą sobie pozwolić na odrobinę flirtu :) Zawsze wie jak i koło kogo się zakręcić żeby osiągnąć swój cel. Jej ambicja jest momentami chyba nawet przerośnięta.

    Nick Grimshaw to bardzo barwna osobowość, jeśli mogę to tak ująć. Robi wokół siebie mnóstwo zamieszania, które zresztą jak widać, bardzo kocha. Facet z przerośniętym ego i pragnieniem bycia w centrum uwagi. Nie lubię go i nie polubię, pomimo tego, że pogodził się z Darcy.

    Niestety Twoja kreacja Harry'ego wydaje się być bardzo prawdziwa. Od jakiegoś czasu zachowuje się tak jakby sława zbytnio mu ciążyła i wygląda na zmęczonego, ale widok naszej bohaterki wyraźnie poprawił mu humor :D Zaintrygowała go i impreza od razu stała się ciekawsza. Zniknęła panna Flack i wszystkie inne osoby, była tylko ONA. :)

    Liam.. Cóż mogę powiedzieć? Ostatnimi czasy strasznie mnie kręci, a tutaj to już w ogóle. Zachowuje się tak jakby upatrzył sobie Sway jak jakąś zwierzynę i będzie dążył do jej upolowania. Polubiłam go chociaż spowodował wypadek naszej kochanej bohaterki.

    Sway Darcy nieźle się upodliła skoro ledwo trzymała się na nogach. Biedactwo wylądowało na ziemi, ale z takim facetem to i ja mogłabym upaść :D Muszę przyznać, że cała ta sytuacja wywołała mój szczery uśmiech.
    Rozmowa telefoniczna Harry'ego i Eda była epicka! Nieraz byłam świadkiem podobnych akcji w wykonaniu moich przyjaciół na przeróżnych imprezach, więc idealnie to sobie wyobraziłam :D

    Cieszę się, że ten rozdział nareszcie się pojawił. Nie zawiodłaś mnie ani trochę, jestem nim zachwycona. Wiesz, że jesteś moim wzorem do naśladowania jeśli chodzi o styl pisania. Twoje opisy są tak genialne, że chyba nigdy się ich nie nauczę!
    Niecierpliwie czekam na ogromnego kaca Darcy! :)
    Całuję <3
    [marked-ff]
    [gotta-be-you-darling]
    @Gattino_1D

    OdpowiedzUsuń
  5. to nie jest spam: alien-nominacja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alien- nominacja ,czyli blog utworzony przez pseudo-krytyków literackich, z niewiadomych powodów żywiących chęć podłożenia komuś kto jest zdolny kłody pod nogi, komuś ,kto ciężko pracuje nad swoim piórem i jest niezwykle wrażliwy, ambitny i oczytany. Mam nadzieję,że autorka Feedbacka potraktuje to jak głupi żart grupy niedowartościowanych ludzi, którzy aby pozbyć się własnych kompleksów ubierają maskę super-znawców i znaleźli sobie świetną zabawę podrzucając innym ziarno wątpliwości w jakość ich pracy. Teraz prosto z serca ode mnie : nie zesrajcie się przypadkiem . Amen.

      Usuń
  6. Za bardzo nie wiem, od czego zacząć. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu komentarzy, a poza tym tyle rzeczy mi się w tym rozdziale podoba (i ogólnie w opowiadaniu), że serio nie mam pojęcia, jak rozwinąć wypowiedź. No nic, najwyżej trochę się pomęczysz z moimi chaotycznymi zdaniami XD
    Przede wszystkim kocham to, w jaki sposób przedstawiasz główną bohaterkę. Jest tak silnie zarysowaną osobowością, że czuję się, jakbym ją znała albo jakby chociaż ktoś taki rzeczywiście istniał. Jej cięty język, inteligencja i pewność siebie sprawiają, że jest wyjątkowo barwną postacią, a przy okazji nie ma nic wspólnego z Mary Sue. Generalnie wydaje mi się, że Sway jest z rodzaju tych, których można albo kochać, albo nienawidzić. Wybieram opcję numer jeden.
    Jak sobie wyobraziłam jej wygląd w tych opisanych przez Ciebie ciuchach, to moje kompleksy wskoczyły na wyższy poziom. Co prawda Sway bywa czasem irytująca z tą nadmierną świadomością własnych wdzięków - po prostu nie przepadam za osobami, które uważają, że wyglądem wszystko załatwią - to jednak niweluje to wrażenie innymi cechami, chodzi mi tu o osobowość. Niby taka ostra, rockowa, a jednak na widok kota totalnie się rozczuliła. Może i jestem miękką dupą, ale nawet jeśli jestem wściekła czy rozdrażniona, to moja kotka sprawia, że w momencie zamieniam się w górę roztopionych lodów XD Postać Eda również przypadła mi do gustu, głównie dlatego, że poniekąd trafiłaś w moje wyobrażenia. Właśnie tak widzi mi się pan Sheeran. Dzięki temu jest wyjątkowo realistyczny.
    Potyczka słowna między Nickiem a Sway - me gusta bardzo <3 Uwielbiam czytać takie dyskusje, od razu mi się humor poprawia, poza tym coś takiego dodaje wiele pozytywnego danej historii :D Tak swoją drogą to ta ich znajomość jest naprawdę ciekawa. Faktycznie balansują między przyjaźnią a nienawiścią (gdyby nie orientacja Grimshawa to balansowaliby również nad łóżkiem), ale nawet po czterech latach ciszy potrafią zachowywać się jak starzy kumple. To coś znaczy.
    Mimo wszystko ciężko mi się czyta - choć to przecież ff - o sytuacji, gdzie One Direction jest tak naprawdę na granicy rozpadu. Oczywiście nie jestem naiwna i nie łudzę się, że będą trwali wiecznie, wiem, że podobny moment kiedyś nastąpi, ale chyba na razie wolę o tym nie myśleć. Zżyłam się z tymi głupkami.
    Ja, podobnie jak Ty, nie jestem LS, aczkolwiek do tej grupki absolutnie nic nie mam. A ten wątek z biseksualnością Louisa jest całkiem ciekawy, ożywia wizerunek zespołu. Mogłabym się długo rozczulać nad tym, jak Harry sobie słodko rozmyślał o Tomlinsonie, w czym było naprawdę widać, że traktuje go niemalże jak brata, ale w tym momencie wkroczyła Sway i to na niej skoncentrowałam uwagę, a raczej na reakcji Stylesa. Już myślałam, że faktycznie stwierdzi, że Ed wyrwał sobie jakąś przypadkową laskę, może i ładną, ale jednak pustą, na szczęście zwrócił uwagę na to, że ta kobieta jest kimś wyjątkowym, a na pewno nie jest tandeciarą, która leci na kasę i szuka darmowej rozrywki. Nie powiem, miałam z tego ogromną satysfakcję. Sądziłam, że to ciekawy, intrygujący początek wątku Harry-Sway, a potem doszedł do tego Liam. I zdębiałam. Rzuciłam okiem na nagłówek i chyba dopiero teraz (tak, możesz z czystym sumieniem wręczyć mi nagrodę dla największej gapy roku, chociaż jest dopiero czerwiec) zwróciłam uwagę, że Payne również się na nim znajduje. Omg! I chyba zareagował na widok Sway jeszcze bardziej gwałtownie niż Harry. Wiem, że nie masz zamiaru serwować nam banalnego trójkąta miłosnego, tak samo widać gołym okiem, że gdyby Darcy była tylko piękną kobietą, to obaj tylko by się pozachwycali i odpuścili, ale i tak jestem bardzo ciekawa, co z tego wszystkiego wyniknie. Te przeskoki od jednego bohatera do drugiego spodobały mi się, zrobiło się dynamicznie, no i można było poznać perspektywę całej dwójki. A Sway zachowała się genialnie - chłodna obserwacja z daleka, pełen dystans, niemalże obojętność. Chyba nic nie działa na facetów bardziej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liam - gratulacje stary, koncertowo zjebałeś sprawę. Co prawda i tak się nie spodziewałam, że Sway zacznie z nim normalnie rozmawiać, pewnie zbyłaby go jak tamtego nieszczęśnika, no ale żeby aż tak? XD Ja bym go zabiła za zniszczenie takich butów. Och, Payne, coś mi się wydaje, że nawet kupienie dziesięciu innych par nie sprawi, że Sway spojrzy na ciebie łaskawszy okiem. Będziesz musiał bardziej się postarać.
      Rozmowa Harry'ego i Eda przez telefon to chyba mój ulubiony moment, oczywiście wliczając w to chlipiącego w tle Liama XD To było piękne.
      To chyba wszystko z mojej strony, chociaż pewnie jeszcze mi się coś przypomni. Ale jak coś wspomnę Ci o tym na tt. Jak już mówiłam, rozdział bardzo mi się podoba. Zazdroszczę Ci tych wszystkich ładnych zdań, ech.
      Życzę weny i oczywiście czekam na ciąg dalszy <3

      Usuń
  7. Cześć i czołem, Mauri!
    Tak, wiem, że miałam pojawić się już z komentarzem dużo wcześniej, ale... ze mną właśnie tak bywa, trzeba się do tego przyzwyczaić. Jak mam dużo wolnego czasu, to wszystko odkładam i potem jestem zawalona. Ale nie ważne, bo muszę przejść szybko do komentowania, gdyż ten rozdział był taki... genialny. Chciałabym zacząć od końca, ale pewnie po drodze bym się pogubiła, więc nie - jedźmy po kolei.
    Powiem Ci, że w tym rozdziale Sway bardzo mi zaimponowała. Od początku wiemy, że to bardzo pewna siebie osoba, która potrafi wyrazić zdanie na dosłownie każdy temat, zawsze mówi to, co myśli, ale tym wygłoszeniem ciągu zdarzeń na przyjęciu, który przedstawiła Edowi, po prostu mnie zaskoczyła jeszcze bardziej. Ale laska ma głowę, nie ma co! I w dodatku, niemal wszystko się sprawdziło, więc jeszcze większe gratki dla niej. W tym momencie czułam się dokładnie tak, jak Sheeran - z jednej strony duma mnie rozpierała i bardzo ją podziwiałam, ale zaś z drugiej zastanawiałam się, czy ona faktycznie dobrze się czuje i czy wszystko w porządku. Trzeba będzie się przyzwyczaić do takiej Darcy. Jak już przy niej jesteśmy to muszę wspomnieć o tym, że ma coś, co zawsze chciałam mieć - przejście z garderoby do sypialni! I KOTA OCZYWIŚCIE.
    Dobra, dalej mamy tę rozmowę z Nickiem, w której Sway przekabaca go na swoją stronę, a ten nie udaje już wielkiego obrażonego i tak naprawdę wszystko wraca do starych dziejów. W sumie, jakby na to nie patrzeć, musi się fajnie rozmawiać z kimś, z kim nie miało się kontaktu aż cztery lata. Ale szanowny Nick wkurza mnie swoim wiecznym narzekaniem, marudzeniem i takie tam. Ok, sama lubię czasem sobie ponarzekać, ale znowu bez przesady. W dodatku, opowiada po raz któryś z kolei tę samą historię, więc nic dziwnego, że większość ludzi po prostu nie zwraca na niego uwagi, w tym Harry.
    Zrobiło mi się go szkoda, tak troszkę. Odniosłam wrażenie, że uczestniczył w tym przyjęciu z przymusu i nic nie sprawiało mu radości. Od niechcenia mruknął coś od czasu do czasu w stronę Nicka, by nie musieć wysłuchiwać jego kolejnych żali. Ale za tym stało coś więcej i nie sądziłam, że akurat ten wątek się u Ciebie pojawi - no i znowu zaskoczenie. A więc sęk w tym, że Styles tęskni za towarzystwem Louisa, którego kocha jak własnego brata. A Tomlinson czuje do niego coś więcej. O RANY. Trochę przykro, że przez to Lou zaniedbał ich stosunki i tak naprawdę coraz bardziej się od siebie oddalają. Chcą tego czy nie, łączy ich naprawdę bardzo wiele, więc chyba nie warto marnować takiej przyjaźni, a jak widać Louis unika każdych imprez. Mam nadzieję, że ktoś mu w końcu przemówi do rozsądku, bo jak nie, to ja wkroczę do akcji, ale tylko żeby załatwić tę jedną sprawę, don't worry.
    Jedynym ciekawym dla niego obiektem (jeśli pozwolisz, że tak nazwę Darcy) okazała się właśnie partnerka Eda. No i czemu tutaj się dziwić? Piękna, dobrze ubrana i dobrze wyglądająca kobieta, która wyrazem twarzy mówi zupełnie coś innego niż swoim wyglądem, musiała przykuć uwagę Stylesa. Żałuję, że do niej nie zagadnął czy coś, ale pewnie na to jeszcze będzie okazja, więc tylko niecierpliwie na to czekam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i Liaś - gwiazda tego rozdziału! Oczywiście, że należą mu się gromkie brawa. A tak na serio - reakcja Sway była całkiem na miejscu, bo w końcu całkiem dobrze się bawiła, wszystko było pod kontrolą, a tu nagle runęła na ziemię i przez Liama zepsuła tak drogie buty, które chyba były jej oczkiem w głowie. Zabiłabym. I tutaj zaczyna się ten wątek Liam-Sway, którego byłam i wciąż jestem tak ciekawa. Dobrze, że nie powiedziałaś mi o co będzie tutaj z nim chodzić, bo co by to była za frajda?
      No i na koniec telefon Harry'ego do Eda. Styles jest moim mistrzem po prostu, zawsze, w każdym wydaniu i o każdej porze. Tylko on może zrobić coś takiego. Chociaż wychodzi, że to właśnie Payne chciał koniecznie poznać imię naszej bohaterki. Pijany Liam to jest po prostu coś pięknego. Wtrącanie się do tej rozmowy było epickie, ale jakby na to nie patrzeć - oboje dostali to, czego chcieli.
      Rozdział w każdym calu jest wyśmienity, czytało mi się go bardzo przyjemnie i aż żałuję, że nie wzięłam się za to wcześniej. Czekam niecierpliwie na kolejny, duuuuużo weny, czasu no i wszystkiego, czego Ci potrzeba do pisania. Lovki <3

      Usuń
  8. W końcu zabrałam się za resztę tego rozdziału i żałuję, że zdanie prawo jazdy mnie od tego tak bardzo odciągnęło, ale nic teraz już cała moja uwaga może być poświęcona 1D.
    Ja chciałaby tylko powiedzieć, że w końcu doczekałam się chłopaków! Mimo iż przeczytałam dopiero kilka fragmentów tekstu mogę powiedzieć, że udało ci się wykreować ich charaktery w sposób zupełnie odbiegający od tego co można spotkać na większości blogów. Tu widać, że mimo sławy są to normalne dorosłe już osoby, które zachowują się w nie wyidealizowany sposób, a tak jak ludzie którzy np. mnie otaczają. Trudno jest napisać coś w taki sposób, by przedstawiona przez ciebie postać miałam osobowość realną, a nie banalną. Nie zrobiłaś wielkiego halo dookoła osoby Louisa, tylko w subtelny sposób przedstawiłaś jego orientację i za to wielki plus u mnie! Mam małą awersję do takich 'osób' w opowiadaniach i tu chyba kolejny wpływ ma nieumiejętne opisanie sytuacji, ale o czy ja tu piszę?! To opowiadanie jest przecież wyjątkowe i ma w sobie magię historii spotykanych w książkach.
    Mówiłam już, że uwielbiam postać Sway? Tak? Nie? Może powtórzę to jeszcze raz. Tak dla pewności. Jej teksty. Gesty i to, że ma wyjebane na świat show biznesu, ukrywając swoją tożsamość. Za każdym razem gdy czytam jakikolwiek fragment z nią związany czekam na moment, aż zacznę szczerzyć się jak głupia do monitora śledząc kolejne słowa. W tym momencie powinnam też wtrącić, że Darcy i Ed jako przyjaciele to materiał na inną całkiem różną historię. Jestem bardzo ciekawa jak dokładnie ze szczegółami wyglądało ich pierwsze spotkanie i w jaki sposób ta przyjaźń się rozwinęła, a ponieważ ich żarty względem siebie są komiczne mogłabym im kibicować jako parze w przyszłości, ale to by było nieodpowiednie.
    A teraz mogę przejść do miłych i przyjemnych rzeczy. Tak więc. Mam mętlik w głowie. Jest Harry i jest Liam, no i jest Darcy, ale kto z kim i dlaczego (jeden wątek znam, ale tylko jeden, dlaczego trzymasz nas w takiej niepewności?!) tego chciałabym sie dowiedzieć już teraz.
    Jeżeli komentarz jest bez składu i ładu, to przepraszam, ale ostatnio mam w zwyczaju czytać i komentować jednocześnie.
    Buźka Morgan Jade.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana, bardzo Cię przepraszam za tę całą zwłokę. Rozdział przeczytałam już kilka razy i za każdym coś mnie odciągało. Wreszcie mogę Ci poświęcić czas.
    Przyznam, że odrobina zazdrości pojawia się, gdy czytam Twoje teksty. Wszystko jest ze sobą świetnie zgrane, a części opisowe są zwyczajnie świetnie poprowadzone. Przecież często się zdarza, że właśnie opisy kuleją (przynajmniej w większości blogów), ponieważ są bez sensu. Przyszłam, wzięłam, zrobiłam i tyle. Ty sprawiasz, że tylko czekam na możliwość zagłębienia się w kolejnym rozdziale.
    Ed został mistrzowsko wykreowany. Być może taka, a nie inna opinia jest pokierowana tym, że odpowiada moim wyobrażeniom, a może dlatego, że zwyczajnie potrafisz nadać postaci indywidualny wyraz. Nie wiem, w każdym razie jest genialny i tyle! Za to Harry... Czy tak właśnie go widzisz? Czy jedynie w feedback jest taki zgorzkniały i sarkastyczny? Nie przeczę, w życiu prywatnym z pewnością nie jest wyłącznie słodkim misiaczkiem, którego wytargasz na wszystkie strony, ale wydaje się być pozytywnie nastawiony do ludzi, fanów, etc. Nie traktuj tego jak krytykę, bo są to tylko moje przemyślenia. Rozpatruję go też pod względem kontekstu całości, w końcu tutaj chłopcy nie są już takimi top gwiazdami, prawda? Cholera wie, jak bardzo by się wszyscy zmienili...
    Odniosę się też do Louisa. Nie jestem Larry Shipper dla jasności, ale uważam, że coś jest na rzeczy. To nie jest tylko przyjaźń i piję tu do obydwu chłopców. Cieszę się, że wplotłaś tego typu wątek, który bardzo często jest pomijany.
    Liam <3 Pięknie spierdzielił akcję! Popisowo. Będąc na miejscu Darcy też by mnie szlag trafił, gdyby moje buty ucierpiały. Butoholizm jest ciężką chorobą. ;)
    Na koniec mała uwaga - Burberry*. Z tego co wiem Burberrys nie jest używane od ok. 1999 roku, czy jakoś tak.

    Buziaki,
    G.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem zła :< Co chwilę gdzieś biegałam i nie przeczytałam tego w całości na raz i gdy się przyznam, że tak długo się ociągałam :( Powinnaś być na mnie wściekła. Już wspominałam Ci jak bardzo urzekł mnie Twój koci opis. Jestem straszną kociarą i w życiu jeszcze się nie spotkałam, by ktoś opisał te zwierze w tak piękny sposób i ty mnie dziś najbardziej złapałaś, chociaż nie tak powinno być. Przejdźmy może lepiej do bohaterów którzy mówią, a nie tylko miauczą i proszą o jedzenie. Więc S. Dracy przyznam się, że ją lubię i to, że zdaje się że wie wszystko nawet mi nie przeszkadza, bo skoro obserwuje ludzi to wie, proste. Zawsze chciałam tak potrafić, jednak nie do końca mi wychodzi, oh nieważne.
    Podoba mi się jak wykreowałaś Eda, przez to wydaje się być taki naprawdę realny, a może taki jest? Nie obraziłabym się nic, a nic. A Nick G. i Sway i ich słowa rozbawiły mnie. Zdaje się, że tańczą z jednego kąta w drugi i idzie im to całkiem nieźle. Ciekawa znajomość, która jeśli będzie tutaj ciągnięta zdaje się być też jedną z tych ciekawszych - ale to tak mi się tylko zdaje.
    Początek między Harrym a Dracy był niezły pomyślałam nawet, że coś się wydarzy a tu ... UH Pozytywne (!) zaskoczenie i wkracza Liam. Zdębiałam na chwilę, ale przecież nie powinno mnie to tak dziwić, skoro i on jest na szablonie (lol) No i przyznam chamsko, że trochę się z nich uśmiałam, gdy w mojej wyobraźni pojawiły się kolejne obrazki, ale podobało mi się! Taki zabawne zakończenie i do tego końcowa rozmowa z Edem, też powala hah.
    Cóż Louis sobą mnie trochę zaskoczył no i że lubi Harry'ego ciut bardziej może mniej. Nic do LS nie mam, a wydaje mi się, że taki wizerunek Lou tutaj będzie nie wiem jak to ująć (uh, niech będzie) przyjemny(?).
    Podoba mi się, że kreujesz ich dość normalnie mimo lat jakie już minęły. Że raczej nie padło im aż tak bardzo na głowę (chyba) i z niecierpliwością czekam na kolejne części o nich. Chciałam napisać coś jeszcze, ale że jak zwykle za szybko myślę, wszystko mi ucieka i moje komentarze są kompletnie do niczego.
    Rozdział jest świetny, tak bardzo że wiem, że dziś już nic nie otworzę by napisać, bo od razu się załamię. Robisz to tak wspaniale, że odbiera mi mowę czasami... no dobra, cały czas.
    A teraz mam nadzieję, że coś zrozumiałaś z mojego komentarza... a ja znikam, weny i pozdrawiam! :)
    R.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo podoba mi się styl twojego pisanie. Ponadto uwielbiam postać Darcy, ogólnie fajna tematyka na bloga :) Cóż...nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej!;) Nominuje Cię do Liebster Award! Jeżeli chcesz uzyskać, więcej informacji zapraszam na mojego bloga:

    http://fucking-fame.blogspot.com/2014/07/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń