13 kwietnia 2014

Rozdział drugi

EDIT: Rozdział jest bez edycji, więc może być w nim dużo błędów. Edytowany dodam po świętach. PRZEPRASZAM!



Reporter: Simon, powiedz: Jakie cechy cenisz w życiu?
Simon Cowell: Wiesz co? Nie wiem co ci na to pytanie odpowiedzieć. Przeważnie jak spotkasz osobę to wiesz, że nadajecie na podobnych falach. Po prostu jest ten flow. Chociaż jak teraz o tym myślę, to zawsze dobiera podobnych pracowników: Osoby kreatywne, wytrwałe i potrafiące działaś pod presją. Ale musi być coś jeszcze, taka iskra geniuszu, która pozwala im sklejać drobne elementy w całość.
Reporter: A w przypadku artystów? W X-Factorze odrzucałeś osoby, które były dla reszty jurorów odkryciem, a często zachwycałeś się osobami, które dla innych były dość obojętne.
Simon Cowell: Piosenkarz na scenie odkrywa przed publicznością te części swojej osobowości, których nigdy nie wyraz słowami nawet najbliższym. Artysta musi umieć poświecić wszystko z siebie. Oddać muzyce te dobre i te złe strony, które w sobie ma. I o tego właśnie szukam. Ale niewielu ludzie posiada te wszystkie cechy.



Co to było?

Ach, tak. Zastanawiał się czego najbardziej w sobie nie lubi. Chyba skupiał się na wyglądzie. Tak, musiało chodzić o wygląd, bo przecież ciągle mu go wytykają. Albo nie te spodnie, albo źle, bo się nie ogolił, albo czepiali się jego włosów, bo nie były idealnie ułożone.

Wkurzały go jego dłonie. Wielkie i szerokie. Po co mu w ogóle dłonie, skoro jest laleczką do pokazywania tu i tam? Ludzie już dawno przestali ich traktować jako poważnych artystów. Chuj ich wszystkich obchodziło, że od czasu X-Factora nauczył się grać na pięciu instrumentach, potrafi obsługiwać sprzęt w studio nagraniowym i jest autorem ponad stu piosenek. Nie, wszystko co interesowało tych innych ludzi to były statystyki i ilość sprzedanych biletów.

 Jego mieszkanie miało ich stosunkowo mało. Postanowił zmienić wiele w swoim otoczeniu odkąd zmuszony był porzucić swój dom w centrum. Niekończące się fale fanów nie pozwoliły mu normalnie rzyć, dlatego przeprowadził się w głąb strzeżonego osiedla w Chelsea*. Mieszkanie było ogromne, ale urządzone w minimalistyczny sposób. Usunął wszystkie drzwi poza wejściowymi i tymi prowadzącymi do łazienki.  Ta z kolei była utrzymana w szarych barwach. Jego najlepszy przyjaciel – Louis naigrywał się  niego, że jego depresja wynika właśnie z tych ciemnych kolorów, którymi się otaczał.

Nie, jego depresja brała się z nienawiści do samego siebie. Nienawidził wszystkiego w sobie. Twarzy też nienawidził. Jako nastolatek narcystycznie zachwycał się swoimi zielonymi oczami. Rankami, gdy przemywał twarz patrzył w intensywnie zielone tęczówki  i żywił przekonanie, że to właśnie w nich zakocha się kiedyś jakaś piękna kobieta.
I miał rację. Rzeczywiście, piękne kobiety zakochiwały się w jego oczach. Tysiące, a nawet miliony kobiet zachwycały się jego twarzą i oczami. Ale tak naprawdę gówno je obchodziło co się kryje za nimi. Mniej niż zero uwagi poświęcały temu kim jest. Jakim jest człowiekiem. Ilekroć próbował którejś z nich zaimponować swoją działalnością charytatywną ona udawała zainteresowanie w tak obłudny sposób, że chciało mu się rzygać. Właściwie ta przypadłość zdarzała mu się dość często. W sensie odruch wymiotny. Ludzie wokół niego ciągle tylko podlizywali się mu. Zastanawiał się czy nie zbudować specjalnego krzesła, które pozwalałoby mu utrzymywać pośladki na odpowiedniej wysokości by dwulicowe jednostki mogły spokojnie lizać mu dupę nie musząc przy okazji uciekać wzrokiem od jego twarzy.

Tak, zdecydowanie. Twarzy też nienawidził. Umiał uczesać swoje włosy tak by wszyscy byli zadowoleni, ale przez lata nauczył się też czesać swoją twarz. To nawet nie było takie trudne. Nauczył się układać rysy twarzy tak by ludzie nie mogli odróżnić kłamstwa od prawdy. Czuł się poniekąd mistrzem w tej kwestii. Potrafił sprzedać takie kity, że z początku było mu szkoda swoich rozmówców, ale później zaczął ich zwyczajnie uważać za idiotów. Sprzedawał tak głodne kawałki, że aż sam nie mógł uwierzyć, że łykali to jak lemingi. Ale to robili. Przyjmowali największe gówniane kłamstwo bez mrugnięcia okiem.

Stuknął się w głowę.
Tak, to też należało podkreślić i zapamiętać.

Powolnym krokiem opuścił łazienkę i po pokonaniu kilku metrów stał przy swoim aneksie kuchennym.  Metalowy blat był wiecznie chłodny. I to było jena z najlepszych inwestycji w tym mieszkaniu. Ile razy wracał do niego nietrzeźwy lub na kacu to przyciskał zdesperowany swoje czoło do niego i spał przez wiele godzin w ten sposób nie widząc sensu w przenoszeniu swojego zmarnowanego ciała do łóżka, które było zbyt miękkie by dopasować się do surowości jego wściekłości na świat. Czy siebie. Nieważne Z miski na owoce, w której gosposia uparcie zostawiała nadal pomarańcze, w nadziei, że naprawi jego tragiczne nowe nawyki żywieniowe, wyciągnął skórzany notes. Chyba ta jedna rzecz się nie zmieniła w jego życiu. Jak zawsze ozdabiał swoje ciało wydarzeniami, które miały znaczenie, tak myśli, które uważał za ważne zapisywał na łamach takich właśnie notesów. Przez ostatnie kilka lat zebrało się ich już kilkanaście.


„Nienawiść. Ta paląca, silna, niepowstrzymana. Ta która pcha mnie z jednej skrajności w drugą. Mówią, że to mnie niszczy. Te wszystkie mądre głosy. Wciąż powtarzają, że to mnie zabije. Ale oni nie wiedzą. Nie mają pojęcia. Ta nienawiść to jedyna rzecz, która nie pozwoliła mi zwariować. Póki nienawidzę siebie i ich to wiem, że jest jakieś inne życie. To życie, gdzie nie będę musiała nienawidzić. Gdzie będę szczęśliwy. I wolę już być taki. Kurewsko wściekły niż szczęśliwy na ich sposób. Mogę spędzić całe życie. Mogę umrzeć wściekły, ale umrę będąc sobą.”
Te kilka zdań prawdy wyczerpało go. Przytulił policzek do blatu i bezmyślnie turlał ciepły długopis po blacie. Wokół niego była cisza. Pewnie gdyby zwracał na to uwagę to by go to przeraziło. Ale on zajęty był w swojej własnej ciemności. Nie zatapiał się w niej. Po prostu w niej tkwił. Zanurzony po kostki zastanawiał się co robić dalej. I nagle w otoczeniu powstała zmiana. Leżący na tym samym, zimnym,  bezosobowym blacie telefon rozbłysnął. Nie zadzwonił. Od roku jego telefon nie dzwonił. Nie było takiego telefonu czy wiadomości, na którą czekał.
Znudzonym gestem odblokował telefon.

„U mnie. Dzisiaj. Nie obchodzą mnie Twoje wymówki. ”


***


Dźwięki. Gwałtownie atakowały jej bębenki z każdej strony. Były ostre i wyraźne jak nigdy. Stukot jej obcasów brzmiał echem w jej głowie, a miarowe rytmiczne uderzenia w klawiatury komputerów, obijanie się ceramicznych kubków z kawą o blaty i trzask odkładanych słuchawek telefonów był jak wrzask huraganu gwałcący jej umysł.

Całe życie uwielbiała te dźwięki. Dosłownie w nich żyła. Tak samo jak dźwięki muzyki. Ale w tamtym momencie wszystko związane z siedzibą Syco Entertainment podskórnie wywoływało w niej niepokój. Ten typ niepokoju, który czai się na granicy świadomości, rosnąc i rosnąc z każdą chwilą pochłaniajał kolejną komórkę odrętwiałego ciała. Nie czuła swoich palców u stóp, a ramiona i dłonie były lodowato zimne. Do tego dochodziły jeszcze trudności z oddychaniem. Daleko było jej do hiperwentylacji, ale przerwy między jednym oddechem a drugim były niepokojąco długie. Ciężko jej było zaczerpnąć powietrza.Wiedziała, że wszystkie te oznaki to zbliżający się atak paniki. Przeżyła ich tylko kilka w swoim życiu i wszystkie miały miejsce na początku kariery. Była fizycznie wyczerpana, a jej zdrowie psychiczne już od dłuższego czasu należało monitorować. Właśnie dlatego stres wkradł się do jej głowy i rozesłał impuls nerwowy do reszty organizmu. Ciało chciało się poddać by umysł mógł się spokojnie zregenerować.
Ale on nie miała czasu na taką słabość. Nie teraz.

Zwolniła. Jej pewny siebie krok, który zmuszał innych pracowników do odrzucenia pogaduszek i rzucenia się w wir pracy zastąpiony został spokojnym sunięciem. Do  gabinetu zostało jej raptem sto metrów. Wejdzie do niego i uśmiechnie się do Lucy dając asystentce znać, że wszystko w porządku.

Dziewięćdziesiąt siedem metrów.

Nie odezwie się słowem, bo dziewczyna zacznie wypytywać. Sway wiedziała, że jeśli tylko zacznie zagłębiać się z nią w szczegóły swojej rozmowy z Simonem, to stres urośnie jeszcze bardziej. Zadanie wydawało się być niewykonalne. Z chwilą gdy drzwi Cowell’a zatrzasnęły się za nią uświadomiła sobie, że nie ma bladego pojęcia gdzie zacząć tą batalie, która mogła być z góry skazana na porażkę.

Osiemdziesiąt dwa metry.

Jak tylko minie rozemocjonowaną Lucy, która będzie przygryzać wargę z ciekawości, uda się do swojego pokoju i wyloguje się z komputera.

Siedemdziesiąt trzy.

Spakuje swoją torbę i tym razem nie zapomni kluczyków od samochodu. Ile kroć jej się to zdarzało zostawała w firmie do późnych godzin nocnych, bo przypominała sobie o zadaniach, które mogła wykonać. Zawsze wykonywała swoją pracę w przód. Ale tym razem nie mogła. Nie wiedziała jak zacząć. Nie miała planu. Nie wiedziała do kogo i w jaki sposób się zwrócić.

Pięćdziesiąt.

Spakuje torbę i wyciągnie z szafy swoją skórzaną kurtkę. Na zewnątrz jest zimno. A może powinna wziąć płaszcz? Przeklęty Styles! Jego pojawienie się w jej życiu zrujnowało wszystko. Nawet nie mogła się zdecydować jakie okrycie wierzchnie na siebie założyć, bo nie wiedziała jaki jest jej następny krok.

„Spokojnie Darcy. Oddychaj. Wiesz co masz robić. Najpierw się stąd wydostań.”
Ach tak. Miała stąd wyjść. Wyjść z biura. Odsunąć od siebie czynniki stresogenne.

Dwadzieścia metrów.

Weźmie czarną skórzaną kurtkę, bo jest stosunkowo elegancka, ale nie za bardzo. Wychodząc przypomni Lucy o mailach, które ma wysłać. I że ma umówić ją na spotkanie. A może powinna sama zadzwonić? Nie było by szybciej? Lucy pewnie zapomni. W końcu tyle się dzieje.

Osiem metrów.

Czy ona oszalała? Chce brać na siebie jeszcze więcej obowiązków? Po to płaci Lucy tak ogromne pieniądze by dzwoniła, biegała i załatwiała sprawy, na które ona nie ma czasu.
Mentalnie odetchnęła z ulgą. Jej zdrowy rozsądek zaczął wracać, wraz z schematem układania kolejnych kroków. To ją uspokajało. Jeśli mogła usystematyzować swoje najbliższe działania i zrealizować je gładko, to i większe sprawy będzie potrafiła zaplanować i wykonać je bez problemu. Dla wielkich i małych projektów mechanizm był ten sam. Planowanie, podział obowiązków, harmonogram, realizacja, dostosowanie i kontrola.Jeszcze zanim pchnęła drzwi przywołała na usta uśmiech, by zmylić  asystentkę. Nie mogła dać po sobie poznać, że coś było nie tak. Niczym błyskawica przewinęła się przez gabinet i już chwilę później, nadal z wargami ułożonymi w uprzejmy uśmiech wychodziła, listując obowiązki Lucy.

-Pamiętaj, Livenation* ma ustalić spotkanie ze swoimi dyrektorami strategicznymi na przyszły tydzień- nie daj się ich aroganckiej sekretarce spławić. Ledwo skończyła liceum o profilu dziennikarskim, a ty masz magistra z administracji, kotku. Nie zapomnij też o rezerwacji stolika u Hawksmoor’a* na piątek – mamy spotkanie z dupkami z Modestu*, a nie zamierzam się znowu stroić w sukienkę koktajlową  za siedem tysięcy funtów. Aha! – Dodała już na sam koniec zmieniając uśmiech z po prostu uprzejmego na szczerze serdeczny. – Zapomniałabym o najważniejszym twoim zadaniu na ten weekend: Baw się dobrze.
I zanim Lucy zdążyła jej odpowiedzieć już wsiadała do windy.

***
Dzielnica City oferowała londyńczykom niesamowite widoki. W  centrum biznesowym stolicy Wielkiej Brytanii można było odkryć budynki, które swoim kształtem, wykorzystanymi materiałami i aranżacjami wnętrz dosłownie zapierały dech w piersiach. Ale obok tych futurystycznych  budowli nadal dumnie stały zabytki z początku istnienia miasta. Gmachy i kamienice zaakceptowały rozwój miasta i nie asymilowały się od nowej ery, ale pozwoliły jej dojrzewać obok siebie.  I ten aspekt Londynu mogła kochać i podziwiać co dziennie.

-Mamo, ale tu śmierdzi!

Nie tak jak Tamizę, która o swoim niebezpieczeństwie ostrzegała turystów  barbarzyńsko atakując ich zmysł węchu. Nieśmiały chichot wyrwał się z ust Sway na  słowa młodego chłopca, którego ciężki akcent zdradzał irlandzkie korzenie. Ciemne włosy rozwiewał wiatr, ale patrząc na jego matkę była pewna, że przezwisko „rudzielec” będzie mu długo towarzyszyć podczas okresu dojrzewania.
Na otwartej przestrzeni czuła się już bezpieczniej. Jej horyzonty myślowe się poszerzyły, ale nadal nie miała pojęcia jaki ruch powinna wykonać.
Zamyślona oparła ramiona o murek nad brzegiem rzeki. Rozciągała umysł w każdą stronę. Musiała myśleć szybko. Zostało jej niewiele czasu do zakończenia trasy koncertowej zespołu. Wiedziała, że żelazo należy kuć póki gorące. Musiała mieć Styles’a w garści zanim media zwietrzą informacje o planie rozpoczęcia solowej kariery. Szum medialny nie sprzyjałby jej próbie przeciągnięcia Harrego na stronę Syco. Nie ważne jakich argumentów by użyła, on nie przestałby odmawiać. A czemu miałoby być inaczej? Jak tylko pismaki zwęszą temat to zaczną wieszać na nim psy. Wtedy już nic tu po niej. Mogłaby zatrudnić najlepszych na świecie specjalistów od Public Relations, najlepszych uciszaczy skandali, a nawet mogłaby wykorzystać znajomości Simona w The Sun, a to by nic nie zmieniło.

Niewiadomych było zbyt wiele. Ciągle zadawała sobie pytanie: A co jeśli? Na drodze realizacji szalonego planu Simona leżało wiele kłód. Z odkryciem każdej kolejej jej pewność siebie malała.
A co jeśli…

-A co jeśli się nie uda, tatusiu? – Zapytała dziewczyna o wielkich szaro-zielonych oczach. Jej włosy zaczesane były w warkocz, który spływał po jej lewym ramieniu. Granatowa bluzeczka w groszki komponowała się dobrze białymi spodenkami i skórzanymi butami do jazdy konnej.
-Uda ci się, Sway. – Odpowiedział z determinacją wysoki mężczyzna, którego włosy ciężkie życie naznaczyło już miejscami siwizną.
Znajdowali się na terenie rodzinnej posiadłości*, a młoda Sway miała odbyć swoją pierwszą lekcję jazdy konnej. Konie ją przerażały. Ich długie nogi wydawały się sięgać nieba, a masywne ciała ważyć tonę. Nie wyobrażała sobie jak mogłaby przejąć kontrolę nad tak niebezpiecznym stworzeniem.
-Ale co jeśli nie? – Upierała się przy swoim.
-Uwierz mi, uda ci się. Wierze w ciebie. – Ojciec nie zaprzestawał pocieszać córki, pocierając jej wątłe ramionka.
-A co jeśli spadnę, tato? – Tym razem przerażenie wycisnęło łzy z jej oczu.
-Jak upadniesz… To się podniesiesz, Sway.

Tamtego dnia upadła więcej niż raz. W większości przez własną głupoty. Ale za każdym razem gdy znalazła się w piachu i kaszlała zalewając się łzami ze strachu, Arthur Darcy namawiał ją nie tylko by się podniosła z ziemi, ale by spróbowała po raz kolejny. Pod koniec dnia, obolała, brudna i ze strugami łez na policzkach dumnie kłusowała po padoku. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że kierowanie dzikim stworzeniem to pierwszy krok w jej karierze. Z czasem miała przejąć przywództwo w klasie, a potem w międzynarodowej firmie fonograficznej, która z czasem rozrosła się na firmę ze sporym udziałem na giełdzie.

Już wiedziała co ma robić. Musiała działać i znaleźć początek układanki. Nie wiedziała czy akurat w ten sposób się uda. Ale siedzenie i skupianie się na tych wszystkim co mogło pójść źle nigdzie jej nie zaprowadzi.

***


-Liooooooooonel! Liooooonel! –Jęczała próbując zwrócić na siebie uwagę przyjaciela, który uparcie milczał.-  No, nie bocz się tak kujonie.

-Jesteś ślepa czy ułomna? A może oba na raz? Nie widzisz, że pracuję?

Uśmiechnęła się pod nosem. Chciał jej dać odczuć jak bardzo był zły. Tylko problem był w tym, że nie potrafił się na nią długo złościć.

-Kłamiesz. – Przechyliła się przesadnie by spojrzeć na ekran komputera. - Udajesz, że konfigurujesz chmurę dla działu promocji, co zrobiłeś sześć dni temu.

-A ty skąd to wiesz?!

Sway tylko uśmiechnęła się zagadkowo i przysiadła na skraju biurka. Powierzchnia zagracona była ołówkami, elementami wielu urządzeń elektrycznych i niezliczoną ilością puszek po napojach energetycznych, które w swojej wielkiej samotności otuliły się paczkami po chipsach.

-Ponieważ szczęść dni temu Lucy przestała przeklinać za każdym razem gdy rozdzwonił się u nas telefon. – Wyjaśniła mu przyglądając się swoim paznokciom.  Kiedy Lionel otrząsnął się z szoku i mrucząc cos o jej słoniowej pamięci zamknął program-atrapę, przeszła do sprawy z którą się zjawiła w jego kanciapie. - Sprawdź dla mnie kiedy i gdzie odbywa się najbliższe przyjęcie Gimshaw’a. I załatw  listę gości. - Widząc nie przekonanie na jego twarzy, dodała: -Proszę.

Poddał się z głośnym westchnieniem i jego palce powróciły do uderzania w klawiaturę z niewiarygodną prędkością. Nie raz widziała  jak słabsze systemy nie nadążały za jego tempem i z wyrazów, które wprowadzał powstawały niezrozumiałe zlepki liter. Był technicznym i informatycznym geniuszem. I tylko to powstrzymywało Simona przed wyrzuceniem go na bruk. Informatyk miał paskudny nawyk odzywania się do przełożonych w bezczelny sposób.

-Dlaczego?

-Co "dlaczego"?

-Dlaczego impreza u Nicka?

-Ach, tak. – Dodała po namyśle. –  W sumie to on mnie nienawidzi, co?

-Prawda. – stwierdził Lionel sięgając po otwartą puszkę Tigera. Wstrząsnął nią sprawdzając czy coś jeszcze w niej jest i wychylił jednym haustem wygazowane resztki.

- Powinieneś powiedzieć: Nie, wcale nie. On cię uwielbia! – wyjaśniła mu krzyżując ręce pod piersiami. – Wiesz, próbujemy być przyjaciółmi w tym szalonym, bezwzględnym przemyśle rozrywkowym inkasującym rocznie miliony funtów, wypadałoby od czasu do czasu powiedzieć sobie coś miłego.

-Ty nie jesteś miła. –Z brutalną szczerością zarzucił jej.

-Czasem jestem.

-Wcale nie.

-Jestem.

-Nie, nie jesteś.

-Dobra, nie jestem, ale ty nie lubisz kiedy ludzie są mili. – Poddała się. Nie było sensu się z nim kłócić. Raz dla tego, że rzeczywiście nie była miła. Była uprzejma, była dobrze wychowana, była szczera, ale nie marnowała czasu na wmawianie ludziom rzeczy, które obok prawy nawet nie leżały. A po drugie, Informatyk czerpał przyjemność z kłótni z nią, a im dłużej się ciągnęła tym większą przestrzeń na jego twarzy zajmował uśmiech. Zastanawiała się kiedy wyjdzie on poza granice szczęki i kąciki jego ust spotkają się na potylicy.

-Właśnie. – Skwitował zadowolony z siebie. Obnosił się tym małym zwycięstwem jak kot upolowanym szczurem. –Stary, dobry Grimshaw. Byliście dobrymi przyjaciółmi dopóki nie pocałowałaś jego chłopaka na afterze Brits.

-Fakt... Kiedy to było? Trzy, cztery lata temu? – Blondynka postukała się w zamyśleniu po brodzie. Była wtedy skandalicznie pijana i nieprzyzwoicie wściekła. Już pół godziny po tym jak jej zwierzchnik powiedział, że może się bawić ledwo mogła się trzymać na nogach. Nie żeby było to widok obcy dla innych uczestników imprezy. Główny powód dla którego media nie są dopuszczane na tego typu eventy jest prosty – przemysł rozrywkowy to stresujący biznes i ludzie siedzący w tym cyrku potrzebują odreagować. Niezależnie czy jesteś gwiazdą czy zapleczem, które sprawia, że gwiazda świeci. Jedni i drudzy żyją jak na szpilkach i korzystają z każdej chwili wytchnienia.

-Cztery. Ciągle mnie dziwi, że chowa urazę. No, bo proszę cię, Sway. Wszyscy wiedzieli, że on i ten… Jak mu tam było? – Zmarszczył brwi usiłując sobie przypomnieć nazwisko byłego kochanka znanego DJ’ja radiowego. Na jego pytające spojrzenie Sway odpowiedziała wzruszeniem ramion. – A z resztą kogo to obchodzi?!  I tak się żarli jak pies z kotem, więc czemu nie może ci po prostu wybaczyć?

-Widzisz, moim zdaniem najbardziej zabolało go to, że mężczyzna, który był stricte homoseksualny był mną zainteresowany. On - Wielki Nick Grimshaw -  przegrał z byle  stażystką? Jak to w ogóle możliwe? To podminowało jego pewność siebie. Wiesz, wy mężczyźni macie kruche ego. – Odpowiedziała niefrasobliwie. -  A właśnie! Jak tam twój wynik w flappy birds?

-WYJDŹ.



W jej biurze było pusto. Lucy wykorzystała to, że pracodawczyni zniknęła na całe popołudnie i skróciła swój czas pracy. Normlanie pewnie zwróciłaby asystentce uwagę za jej nieprofesjonalne zachowanie, a tym razem chciała być sama. Ociągając się, niechętnie otworzyła folder zawierający świeżo skopiowane profile charakterologiczne członków One Direction skąd wybrała jeden. Pracę ułatwiał jej fakt, że profile te były na bieżąco uzupełniane nie tylko dzięki informacjom od członków zespołu i rodziny chłopaków, ale i przez kontrolne badania ze specjalistami. Po chwili lektury, z której nie dowiedziała się wiele nowego w prawy rogu zamigotała jej ikonka nowego maila.

„Moja droga Sway,
Wiedz, że robię to tylko dla ciebie, ponieważ Twój tyłek to dzieło sztuki. Dobra, wiem, że to cię nie bawi. Zawsze Ci pomogę, bo nikt tak jak ty nie potrafi doprowadzić do szału działu kadr. A kadrowi są zabawi jak się wkurzą.
Do rzeczy:
Przyjęcie Grimshaw’a jest dzisiaj o dwudziestej w Barts*  (to taki pseudohipsterski lokal. Nick najwyraźniej wciąż próbuje sobie odjąć lat) w południowej części Kensington. Miałaś czuja, mała. Na liście gości znajduje się twój awans, ale ty niestety nie.
W poniedziałek masz mi opowiedzieć ze szczegółami jak wkręciłaś się na tą imprezę.
A, i pamiętaj – nie całuj żadnego faceta, dopóki nie upewnisz się, że nie sypia z gospodarzem imprezy!
L.B”


Prychnęła pod nosem. Były dni, kiedy chciała temu kujonowi wręczyć wypowiedzenie i na do widzenia, skręcić kark, ale musiała przyznać, że życie bez niego byłoby nudne. Nie było drugiej osoby w całej firmie, która odważyłaby się do niej odezwać w taki sposób. Lionel wiedział, że jest niezastąpiony i z radością odcinał od tego faktu kupony. Ale to nie Birkoff ze swoją bezczelną gadką był jej problemem. Musiała dostać się na przyjęcie na które nie tylko nie była zaproszona, ale znajdowała się  na liście osób bardzo niemile widzianych. Dziecinna zabawa Nicka mogła ją bawić, dopóki nie stanęła na drodze do jej marzenia. Mogła udawać, że bawią ją jego pokazy jawnej niechęci, gdy przychodził do biura ze swoim prawnikiem i negocjował umowy z kierowniczka działu kadr. To musiało być dla niego uwłaczające. Co pół roku pertraktować z tą oschłą kobietą swój kontrakt z Syco. Liczba jego słuchaczy utrzymywała się na wysokim poziomie, nadal był ciekawą osobą, która przyciągała nie tylko do radioodbiorników, ale jego wizerunek rozpoznawalny był w telewizji. Darcy śledziła uważnie tabele dochodów z reklam nadawanych w czasie jego programu i zdawała sobie sprawę, że niezmiennie od lat pozostaje niecenionym skarbem. On też to wiedział, ale duma nie pozwalała mu zwrócić się do Sway, która mogła załatwić mu kontrakt na długie, spokojne pięć lat. Chciał się bawić w kotka i myszkę, to przez cztery lata miał co chciał.
Teraz zamierzała zrobić z tą sytuacją porządek. Zmusi go by przełknął swoją dumę, nawet jeśli miałby się nią zadławić.

Z tym postanowieniem poczuła jak wracają jej siły. Jej mózg pracował na najwyższych obrotach i czuła jak jej wielki, genialny plan powoli się buduje. Kawałek po kawałku puzzle układały się  w harmonijną całość.Leniwie przewijała listę gości nadesłaną w załączniku przez Lionela. Jej oczy najpierw rozszerzyły się z zaskoczenia, a potem zadowolona wysunęła koniuszek języka pomiędzy zęby.
To zaczynało się robić coraz ciekawsze.

Bez chwili zastanowienia sięgnęła po telefon i klikając w miniaturowe zdjęcie na ekranie wybrała numer.

Był jej najbliższym przyjacielem. Nie tylko w Anglii, ale i w całym jej życiu. W hierarchii ważności plasował się zaraz po ojcu i nic nie wskazywało na to, aby miało się to szybko zmienić. Wiedziała, że w życiu ludzie przychodzą i odchodzą, aczkolwiek tego szczególnego człowieka preferowała trzymać blisko. Był osobą, która nie pytała dlaczego. Nie dziwił się jej często nieczystym biznesowym zagrywką czy dziwnemu zamiłowaniu do uciekania za miasto. Gdy coś robiła, podążał za nią i na własną rękę odkrywał odpowiedź.

-Zgadnij kto dzisiaj był dla mnie niemiły. – odezwała się tonem pokrzywdzonego dziecka zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Na paluszkach podeszła do drzwi i dwa razy sprawdziła czy są zamknięte. Za żadne skarby świata nie chciała by ktoś z pracowników słyszał jej prywatną rozmowę. Nie lubiła się rozczulać nad sobą, ale wiedziała, że przyjaciele wolą spotykać jej ludzką, a nie biurową twarz.

-Ooo…  - Przeciągnął z zainteresowaniem. – W tej ogromnej biznesowej piaskownicy znalazł się ktoś na tyle odważny by zburzyć idealny zamek z piasku Sway Darcy? Daj mi pięć minut. Załatwię furgonetkę i wrzucimy ciało do Tamizy. Raz ciach będzie po sprawie. No chyba, że ktoś nas zobaczy. Ale możemy założyć kominiarki. Albo poczekamy do zmierzchu! –Po namyśle dodał. – Nie, lepiej nie. Pewnie trzymasz trupa pod biurkiem i jak zacznie śmierdzieć to będziesz mi do ucha narzekać.

Chwilę zajęło Sway nadążenie nad tokiem myślenia przyjaciela. Na wszelki wypadek zamknęła laptop by wykresy dołączone do analizy osobowości Styles’a  nie wpływały na jej koncentracje.

-O czym ty majaczysz, człowieku?

-A co? Nie zabiłaś go? – Wydawał się być szczerze zdumiony.

-Nie. -Odparła zdecydowanie, krzywiąc się jak nastolatka. Ale zaraz skarciła się w myślach. Nie było go tu i nie mógł zobaczyć jej wyrazu pobłażania dla jego przesiąkniętej kinem akcji, dziecinnej wyobraźni.

-Och. W takim razie nawijaj. Kto nadepnął ci na odcisk panny Darcy i dlaczego go oszczędziłaś?

-Dwa słowa: Simon Cowell.
-Simon Cowell?

-Owszem.  Tym razem w swoich wizjonerskich zamysłach przekroczył granicę logiki i naprawdę nie wiem co mam robić.

-Naprawdę, Darcy?

-Nie, ale brzmi to na tyle dramatycznie, że nie mogłam się powstrzymać by tego nie powiedzieć. To znaczy, jeszcze pięć minut temu nie wiedziałam co mam robić – wyjaśniła pośpiesznie– ale teraz wydaje mi się, że wiem coraz lepiej. To znaczy wiem, co powinnam z tym faktem zrobić.
Naświetlenie pobieżnie sprawy zajęło jej chwilę,  zważywszy na to, że przyjaciel udawał idiotę.  Zajęta detalicznym opisem niesprawiedliwości i ogromu bezsensu, z którym przyszło jej się mierzyć początkowo nie zwróciła na to uwagi. Ale jej podświadomość zapaliła już czerwoną lampkę i robiła wszystko by zwróciła na to uwagę.

-Ale ty to już wiesz.

-Co niby wiem?

-Wiesz, że Simon chce zrobić z Harrego solowego artystę.

-Słuchaj, Darcy – jego głos przybrał mentorskie brzmienie. Branża go męczyła i starał się trzymać od niej z daleka, oddając się miłości swojego życia: Muzyce. A właściwie dwóm miłościom: muzyce i kotom. – Znam cię od blisko pięciu lat. I przez te pięć lat udowodniłaś, że dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Wiec jak masz zamiar być zła, że nie przejmuje się twoim chwilowym napadem niepewności, to przestań. W każdym razie. Jeśli ktoś miałby tego dokonać to ty. A Harry… No, wiesz. Od początku odstawał od grupy. Ale nie chodzi mi o to całe publiczne gówno, ten mały teatrzyk dla mediów. Oboje wiemy co się działo za kulisami: Styles ma niemal tak rozległe znajomości w branży jak ty, czy Simon. Ludzie siedzieli z gałami wlepionymi  w zegarki, czekając aż epoka One Direction się skończy by go porwać i zamknąć w swoich studiach nagraniowych. A Simon, to Simon. Nie był by sobą, gdyby nie rozgrywał kart tak by zgarniać wszystko. Dodaj sobie dwa do dwóch i dowiesz  czemu nie jestem zdziwiony. To co mnie dziwi to fakt, że się zgodziłaś.

Jeśli miała być szczera to ją też to dziwiło.

-Powiedzmy, że nie miałam wyboru.

-Nie miałaś wyboru?

-Próbujesz być zabawny? - Po drugiej stronie zapadła cisza. Analizował jej słowa i zaczynał dojrzewać do świadomości, że pytanie o szczegóły dlaczego się zgodziła jest jak świadome skakanie po polu minowym. Postanowił pozostać przy swojej standardowej taktyce i posiedzieć z boku czekając aż akcja się rozwinie.

-No dobra, ale Harry… -Nie dokończył zdania. Wiedział równie dobrze jak ona, że niezależnie od oczekiwań świata, branży, wielkich koncernów i wizjonerskich prezesów Styles nie zamierzał opuszczać zespołu.

-Wiem!  - Ucięła kategorycznie. W zamyśleniu przygryzła od wewnątrz policzek.  Mechanicznym ruchem otworzyła laptopa. To było jak odruch Pawłowa. Siedząc w biurze musiała coś robić związanego z pracą, bo inaczej wariowała.

-Wyobraź sobie, że patrzę właśnie na listę gości Grimshaw’a i nie mogę uwierzyć, że dzisiaj spędzisz noc z tą IT GIRL, wychudzoną do kości modelką. Dobra robota stary!

To było podłe z jej strony, ale niezależnie od okoliczności musiała dostać się na to przyjęcie, a manipulacja była tą cechą, której w swoim CV mogła dać stopiędziesiąt procent skuteczności.

-Och, kotku. – Zamruczał niczym konspirator. – Musisz być częściej w biurze – omijają cię najświeższe plotki. Ta modelka była tak tępa, że nurkując w bezkresie jej ignorancji  w poszukiwania chociaż wątłego światełka inteligencji omal nie utonąłem. Poza tym cycki miała mała. – dodał jakby to wszystko wyjaśniało.

- Szkoda, znowu twój menager dostanie ataku apopleksji. Nadal usiłuje wmówić światu, że szukasz tej jednej jedynej?

-Nieustannie.

-To musi być dla ciebie męczące. Te wszystkie ładne, ale puste laski, które są równie bystre co woda w klozecie.

-Niezaprzeczalnie, Darcy.

- Czy nie było by lepiej gdybyś pokazywał się z kimś kogo chociaż w najdrobniejszym stopniu lubisz?

Brnęła dalej.

-Z pewnością.

-Z kimś bystrym, charyzmatycznym i zabawnym. Kimś  z szafą pełną markowych ubrań, więc nie ciągała by cię po sklepach?

-Tak, to by było wygodne.

Chyba zaczynał rozumieć o co jej chodzi.

-Właśnie dzisiaj rano do biura przyszły moje cudowne sandałki do Jimmiego Cho. Są niesamowicie wygodne. Chyba wybiorę się w nich gdzieś dzisiaj. Szkoda, że sama.

-Rzeczywiście szkoda.

-Wiem! Ubiorę do nich te absurdalnie obcisłe spodnie Acne, za którymi szalałam od wiosennego pokazu. Będę wyglądać genialnie!

Po drugiej stronie usłyszała chrząknięcie. Z pewnością się rumienił. Miał słabość do jej krągłości.

-W rzeczy samej, Sway

-Szkoda, że jesteś na przyjęciu Nicka. Moglibyśmy razem zaszaleć. W końcu jest piątek. Kto normalny siedziałby w piątek sam?

-Nie mam pojęcia.

-Ale ty nie będziesz sam! Będzie wśród śmietanki towarzyskiej Londynu, którą tak uwielbiasz. Przecież mieszkasz w Chelsea by móc się z nimi ciągle spotykać! Nie, zaraz… ty mieszkasz na obrzeżach.

-Owszem.

-Cóż, w takim razie życzę ci miłej zabawy, ja się będę dobrze bawić też. Gdzieś. Z kimś. Albo coś. Będę tęsknić! - Już miała się rozłączać, gdy przyjaciel porzucił rolę wioskowego głupka z ciężkim westchnieniem człowieka, który wie, że czegokolwiek by nie zrobił i tak przegra wojnę.

-Sway, czy ty sugerujesz mi, że mam cię zaprosić zamiast tej modelki?

-Nigdy nic takiego nie powiedziałam. Przecież wiesz jaką nienawiścią pała do mnie Nick, od kiedy… -zaczęła wyjaśnienia, ale jej przerwał.

-Będę u ciebie o siódmej trzydzieści.

-Dzięki, Ed.








1. Chelsea - zamożna dzielnica zarówno mieszkaniowa jak i handlowa na północnym brzegu Tamizy. Londyńska dzielnica słynie z bycia dawnym miejscem zamieszkania artystycznej bohemy. Obecnie również przyciąga artystów i ludzi ceniących sobie swoją prywatność jak i dobrą rozrywkę.

2. Livenation - największa na świeci korporacja koncertowa. Live Nation podpisuje kontrakty jako wytwórnia (z brakiem wyłączności) jednak jej główym zadaniem jest promocja koncertów, a nie samego artysty. Jest również grupą holdingową dla wielu podobnych przedsiębiorstw na kontynecie.

3. Hawksmoor - [NAJLEPSZE STEKI W LONDYNIE]  -Restauracja znajdująca się centrum Londynu. Wysoką jakoś usług idzie w parze za wysoką ceną i dość swobodnym klimatem. Sway mówi o ubraniu nie bez powodu, bo Hawksmoor mimo tego, że jest lokalem na wysokim poziomie, to dress code dozwala tam business casual, czyli marynarka, koszula, bez krawata. Ya get what i mean?

4. Modest! Wszyscy wiecie, z czym to się je. Przedsiębiorstwo oferujące swoje usługi z dziedziny managmentu, PRu i szerokiego zakresu prawnego. Dbają o wizerunek giwazd, jednocześnie będąc w obowiązku chronić zastrzeżone kontraktem obszary prywatne.

5. Rodzinna posiadłość rodziny Darcy jest w Huston Texas. Warto to zapamiętać. Jeszcze do tego wrócimy.

6. BARTS (http://barts-london.com/the-legend/)



A.N

Wybaczcie, że tak długo to trwało, ale jak wiecie mam dużo obowiązków. Oby długoś tego rozdziału wam to wynagrodziła. I przepraszam za wszystkie, wszystkie błędy.

P.S
Właśnie siedzę nad edycją tego tekstu i patrze na zakreślone przeze mnie na czerwono kartki z tekstem. Pewnie to co mam przed sobą w zupełnie innej formie trafi do was. Ale po prostu chcę was pocieszyć: Jeśli kiedykolwiek poczułyście się źle z powodu moich uwag co do waszych opowiadań wiedzcie, że dla siebie jestem dziesięć razy bardziej szorstka. ;pp

Love ya all.





18 komentarzy:

  1. No dobra, jestem. Wreszcie. Cos czuję, że nie napiszę wielkiego monologu, jak zazwyczaj, bo wena coś lami ostatnio, ale postaram się zawrzeć najważniejsze rzeczy. Jakoś nie umiem dziś jednej, spójnej całości napisać, więc jeśli pozwolisz to tym razem WYJĄTKOWO posłużę się myślnikami, co jest trochę pogańskie, ale to naprawdę ogromna ewentualność :p Zatem do dzieła..
    * Bohaterzy
    - Darcy - nie wkurwia pały tak jak Meg, co więcej, powiem nawet, że... Lubię ją :D Tak, powiedziałam to, lubię Darcy, serio. Jest zdeterminowana, wie czego chce, myśli trzeźwo, grzeszy inteligencją, jest także zabawna, ładnie operuje ironią i sarkazmem, nie to co Meg, bo w jej wydaniu każda próba użycia ironii kończy się u mnie wielkim wkurwem, zaś tutaj jedynie śmiechem bądź uśmiechem. Darcy nie przesadza też z próżnością, nie to co tamta druga, za co ma plusik u mnie. W ciągu tych dwóch rozdziałów dało rade już sporo, sporo się o niej dowiedzieć. Na razie tylko tyle o niej rzeknę, później już na bieżąco zacznę komentować jej zachowanie.
    - Lionel - Szukałam typa w zakładce bohaterowie, bo byłam ciekawa jak mniej więcej go widzisz, ale niestety (albo i właściwie stety) nie ma go tam. Jak dla mnie koleś jest strasznie pozytywny i coś czuję, że wniesie do tego opowiadania nutkę humoru i to dobrego. Jeden wielki plus. Jego zgryźliwe uwagi do Darcy i ta "odwaga" odzywania się do niej w taki sposób są naprawdę szczere, a nie wymuszone. Fajnie, fajnie.
    - Simon - Myślałam, że będzie znacznie ostrzejszy i bardziej oficjalny, a tu taka miła niespodzianka, no, no :D
    - Harry - Dużo się o nim już dowiedzieliśmy, jednak nie jestem w stanie teraz nic konkretnego powiedzieć poza tym, że podobał mi się cały fragment o nim. (Znowu jestem lamą)
    *Wydarzenia
    - Motyw z imprezą Nicka i tym konfliktem pomiędzy nim, a Sway jest serio dobry, a fakt, że jakimś cudem Edzio tam się wybiera i może zabrać kogoś ze sobą wcale nie razi w oczy. Idealnie się złożyło. Już się boję co się tam stanie XD Mam zło-dobre przeczucia. Złe w sensie, że wyjdzie jakaś spina na większą skalę i imprezką się trochę potłucze, a dobre dlatego, że prawdopodobnie będzie to epicko zabawne :D Nie mogę się doczekać pierwszego dialogu pomiędzy Sway a Harrym. Toż to będzie takie combo, że o ja cież pierdole XD
    *Styl, hihi
    - Po pierwsze i najważniejsze, nie wiem dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że to opowiadanie jest na znacznie, znacznie, ZNACZNIE wyższym poziomie niż LD. Zdania są sklejone naprawdę świetnie, jest, że tak powiem.. Gęsto. Po prostu zajebiście się to czyta. Gratsy, Maura, gratsy :D To opowiadanie będzie niezłe, przelewam na Ciebie magiczną moc weny i wołam o pomstę do nieba, żebyś miała wolne, co byś mogła pisać :D

    Dziś króciutko, bo muszę na Hezi skończyć rozdział i obiad zrobić ;/
    Całuski z cieplutkiego łóżeczka!! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się rękami i nogami pod komentarzem Meadow! Sway jest zuuuupełnie inna niż wszystkie znane mi do tej bohaterki FF o 1D - naprawdę ogromny plus :) Oby tak dalej! Czekam na następny z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  3. No czeeeeść, kochanie. Tak, dobrze widzisz - w końcu leniwa Tess. postanowiła napisać komentarz. Mam nadzieję, że nie będzie za bardzo chaotyczny i zrozumiesz, gdyż miałam ciężką noc i jestem nieprzytomna dalej, chociaż kawa już dawno wypita. Ale dobra, przechodząc do treści...
    Wykreowałaś Simona tak perfekcyjnie i chociaż nie lubię go w tym opowiadaniu właśnie ze względu na to, jaki jest, to jego postać jest idealnie przemyślana i biję brawa dla Ciebie, naprawdę. Taki trochę znerwicowany facet, naprawdę. Wiecznie mu się coś nie podoba, a w szczególności już on sam. Serio można być aż tak krytycznym wobec siebie? No jak widać on jest na to najlepszym przykładem. No i podziwiam go za to, że zapisuje sobie jakieś swoje drogie przemyślenia w notesie - no to ciekawe! W sumie nie spodziewałabym się tego po nim. Nie wiem, jaki tak naprawdę jest Simon Cowell w rzeczywistości (wydaje się sympatyczny!) czy bardzo podobny do Twojego tutaj, ale jeśli tak to szlag by mnie trafiał z nim, poważnie.
    Sway wciąż zastanawia się, jak ugryźć to, co zażądał od niej Simon. Teraz już nie ma raczej wyjścia i nie bardzo może się wycofać. Niedługo pewnie nawet nie będzie chciała tego robić. Ale teraz najważniejsze jest, by znaleźć idealny sposób na Harry'ego. Aż nie mogę się doczekać ich pierwszego spotkania i rozmowy, bo z pewnością będzie to coś niezwykłego, znając charaktery obu postaci. Także powiem krótko: Będzie się działo.
    Lionel jest moim ulubieńcem, taki pozytywny gościu, który wnosi trochę śmiechu do opowiadania. Widać, że razem ze Sway lubią sobie dogryzać, ale przecież to takie przyjacielskie. Mają dobry kontakt, a w pracy to zdecydowanie bardzo ważna kwestia. No i znów wzmianka o flappy birds. Wygląda na to, że Leo nie pobił za bardzo swojego rekordu, bo nie pałał do pochwalenia się Darcy. Swoją drogą, ta gra na serio jest uzależniająca, więc całkowicie rozumiem determinację Lionela. Ale nie obraziłabym się wcale na Ciebie, gdyby było go więcej, no strasznie go lubię!
    Ok, ostatnia sprawa - ta nieszczęsna impreza u Nicka i oczywiście całe to halo wokół niego i Sway. Ha! Nie spodziewałam się po dziewczynie czegoś takiego, chociaż w sumie... może i tak. Jak człowiek jest nieco wstawiony to przecież wszystko może się zdarzyć, a ten drobny incydent miał miejsce parę lat temu, a Nick wciąż chowa do niej urazę. Czy za długo i trochę przesadza? Nie wiem, najwyraźniej ucierpiała jego męska duma i nic nie można na to poradzić, chociażby się bardzo chciało. Edzia też polubiłam, nie wiem czemu. Po prostu taki sympatico człowiek, no i tak wyszło. W ogóle, zwróciłam uwagę, że podczas rozmowy ze Sway nie był mega rozmowny - odpowiadał tylko pojedynczymi zdaniami, ba, nawet pojedynczymi wyrazami. Nieco mnie to rozbawiło, bo w porównaniu do Darcy, która wykładała mu całą litanię, no to... :D Jestem ciekawa tej imprezy u Nicka, na pewno coś się wydarzy, bo przecież nie ma bata. No i of kors wyczekuję Harry'ego + Darcy, bo to chyba będzie najbardziej emocjonujące! Już słyszę w głowie ten jego sprzeciw i wyzwiska, że co ona sobie wyobraża wyjeżdżać z taką propozycją, że przecież on nie opuści zespołu. No zobaczymy Styles, zobaczymy. No bo w sumie liczę na to, że jakoś będzie bronił zespołu i tak łatwo nie rzuci się na solową karierę ;> Aha, na koniec jeszcze wspomnę takie swoje małe przemyślenia - głowię się nad tym, jaką rolę będzie odgrywał tutaj Liam, naprawdę. I niestety, moja kreatywność nie jest taka mega super jak Twoja i jeszcze nic nie wymyśliłam i jest wielki smuteczek. Ale czekam cierpliwie, bo pewnie niebawem się dowiem.
    Ok, kończę już ten swój monolog, mam nadzieję, że komentarz Ci się spodoba i coś z niego zrozumiesz. Dużo weny życzę na kolejne części, czasu no i wszystkiego. I jeszcze raz Wesołych Świąt!
    Love <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, cofam. Dzięki za wyjaśnienie, co ja to :o
      Ale skoro to Harry to... JAK ON MOŻE TAK MYŚLEĆ? Przecie jest idealny w każdym calu, a ten tutaj wyjeżdża, że mu się jego dłonie nie podobają. Oj Harry, naprawdę, przeglądnij się w lustrze. Ale mimo wszystko wydaje się, że nie zamierza nawet zmieniać swojego zdania o sobie i faktycznie ta jego depresja pogłębia się coraz bardziej, co akurat mnie martwi i taki smuteczek. No bo jakby na to nie patrzeć, ten człowiek ma wszystko, co tylko sobie może wymarzyć - tak mógłby właśnie ktoś pomyśleć. A tutaj błąd - okazuje się, że tak naprawdę Harry nie lubi tego, kim jest, JAKI JEST. A co do tych jego uroczych przemyśleń w notesiku - tak, one nadal są dla mnie urocze! W sumie chyba rzadko spotykane zjawisko u płci przeciwnej, ale w końcu Styles jest wokalistą, czasem potrzebuje gdzieś przelać swoje emocje i tak dalej. Szkoda tylko, że te przemyślenia są tak bardzo nacechowane nienawiścią, że aż się smutno robi.
      "Mogę umrzeć wściekły, ale umrę będąc sobą." - ale to zdanie jest genialne. Idealnie obrazuje, że Harry'emu naprawdę zależy na tym, by pozostać sobą. I właśnie tutaj pojawiają się to moje pytania odnośnie kariery solowej - czy w ogóle będzie chciał słuchać Sway, skoro zespół jest dla niego ważny, no bo chyba tak jest. No ale z drugiej strony - chce być SOBĄ, a nie One Direction. No jestem ciekawa jak on to zinterpretuje!
      Miś, przepraszam jeszcze raz za to niedopatrzenie, teraz faktycznie - ma to sens. Zresztą coś mi nie pasowało jak pisałam o Simonie, bo chyba w tym fragmencie jest nawet wspomniane coś o biletach koncertowych, więc powinnam była się po tym zorientować. Buziaki <3

      Usuń
    2. Jesteś pierwszą osobą, która wspomniała o swojej dezorientacji w/s roli Liama. Zapomniałam, że są jeszcze ludzie na tym świecie, którym nie wypaplałam całej fabuły. Poza tym napisałam już scenę/sceny gdzie jakby rola Lima się zaczyna i po prostu uznałam to za oczywiste, że wszyscy wiedzą to co ja. xD

      Rozbawiło mnie w pewien sposób.

      Usuń
  4. Maurrra, przeczytałam, ale nie mam siły, żeby coś sensownego z siebie wykrzesać. Przysięgam, że wypowiem się, bo przeczytałam, tylko no... Nie potrafię się zebrać w sobie. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało.
      Może to tak rozdział na Ciebie działa? ;pp

      Usuń
    2. Taaa, jasne... ;p
      Ostatnio jestem wiecznie zmęczona i czytam kolejne rozdziały obserwowanych przeze mnie blogów, ale nie mogę stworzyć przyzwoitego komentarza. Uroczo, nie?

      Usuń
    3. Nie ładne, koleżanko. Nie ładnie. ;-)

      Usuń
    4. HA! Jestem, czyli jednak ładnie. ;p
      To, że świetnie wykreowałaś Simona już wiesz, więc nie będę się nad tym rozwodzić, ale... BEZ KITU, JEST GENIALNY! (fangirling)
      Przyznam Ci się za to, że kiedy czytałam ten rozdział myślałam, że chłopakiem, którego opisałaś na początku, jest Liam. I jakimś cudem mi to pasowało, także czytając, że to Harry, zrobiłam jedno wielkie: WTF? Nie pytaj czemu. Ostatnio naprawdę wolno myślę. xD
      Kolejna sprawa to determinacja Sway. Skubana jest naprawdę dobra i nic dziwnego, że cały czas pruje do przodu i już zaszła tak daleko. Też tak chcę! Poza tym ładnie rozegrała akcję z Edem (od początku wiedziałam, że to on!). W ogóle fantastycznie, że go wprowadziłaś. Mam wrażenie, że często się o nim zapomina w fanfikach, co jest dosyć smutne, zważywszy na zażyłość, jaka łączy Edarry <3 Aczkolwiek chyba ostatnio mało czasu ze sobą spędzają. Aż serce się kraje.
      Boże, chaos widzę w moim komentarzu. A co tam.
      Lionel mą miłością!
      Tym dziwnym akcentem kończę. Przecież już wiesz, że nie umiem pisać sensownych (jakichkolwiek) komentarzy.

      Buziii,
      G.

      Usuń
  5. Twój blog został nominowany to Liebster Aword, szczegóły tutaj: http://slick-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebiste <3 Kocham TO ^^

    http://just-friends-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/ ZAPRASZAM NA BLOG O HARRYM STYLESIE!
    - Wiesz co jest smutne w tej historii ?
    - Iż dwoje ludzi objęci w ciasnym uścisku. Dzielący się najintymniejszymi sekretami. Uprawiający miłość, nie mogą się pokochać. Jest to niedozwolone w dzisiejszym świecie, który jest przepełniony pieniędzmi i władzą Modestu. Kontrakty, które podpisują wielu pełni nadziei młodych artystów. Jest jak pakt z samym szatanem. Sprzedajesz swoje życie prywatne jak i siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. http://in-the-grip-of-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga, notabene zupełnie przypadkiem.
    Czuję, że to przeznaczenie :)

    Mimo że dopiero pojawiły się tu dwa rozdziały, i prolog, śmiało mogę stwierdzić, że Twojej historii można zrobić świetną książkę. Przyciąga nie tylko świetna, niespotkana dotąd przeze mnie fabuła, ale również genialny styl pisania, którym możesz się pochwalić. Daję słowo. Czytając kolejne fragmenty rozdziałów coraz mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że Feedback jest idealnym materiałem na książkę. I to nie byle jaką. Mogę nawet powiedzieć, że piszesz lepiej niż niejeden autor, który już zdążył wydać swoje "dzieło".

    Bardzo zaimponowała mi Sway. Chciałabym chociaż częściowo być taka, jak ona. Ambitna, piękna, stanowcza, wiedząca czego chce kobieta sukcesu. Trochę zastanawiające jest jej imię i nazwisko. Przez pewien czas zastanawialam się czy na pewno jej imię to jej imię, a, własnie, nie nazwisko. Nadal trochę mi z tym nieswojo, ale zaczynam się przyzwyczajać :)
    Jest wyjątkową bohaterką, którą mocno cenię. Ciekawa jestem jak sobie poradzi ze Stylesem. Sądząc po fragmencie ich rozmowy zamieszczonym po prawej stronie bloga domyśliłam się jak to będzie mniej więcej wyglądało, jednak nie mam bladego pojęcia jak do tego dojdzie. Podoba mi się ta niewiedza :)

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać.
    Pozdrawiam i życzę weny! ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahahahahhaahhaahahhaah, przepraszam. To przez wkręcenie się na imprezę jako towarzyszka Eda. Tak stanowczo lubię charakter Sway!
    Ten blog czytałam z takimi przerwami aż mi wstyd. A na dodatek teraz została mi do opanowania jedna rozmówka z niemca i prezentacja z polskiego, ale to nie ważne.
    Chciałam tylko powiedzieć, że już czytałam kilka innych blogów z podobnym pomysłem, ale jak na razie żadnego nie można porównać do Twojego! :)
    Z niecierpliwością czekam na 3 część, gdzie myślę, że będę już mogła zatrzymać się na dłużej, śle buziaki! :) :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Tratatatta, jestem Maura, w końcu jestem i wiem, że Ty z tego powodu właśnie niesamowicie się radujesz. I dobrze, bo obie wiemy, że opinia takiego człowieka, jak ja jest ważna dla każdego. Nie dziwię się.. Jestem piękna, inteligentna, zabawna, błyskotliwa i do tego bardzo sympatyczna, ideał, nie człowiek. :) W każdym razie.. Zabierałam się do przeczytania tego rozdziału.. Ociechuj, nawet nie pamiętam ile, ale jestem przekonana, że Ty wiesz, bo lubisz mi wytykać to, jak bardzo jestem niesłowna. XD Ale nareszcie jestem i mogę w końcu napisać Ci co o tym wszystkim myślę. LECIMY Z TEMATEM!
    Okej, więc mamy początek, wszystko ładnie pięknie, serio podoba mi się. Wiem, że rozmawiałyśmy na ten temat, kiedy u Ciebie byłam, aczkolwiek nie byłabym sobą, gdybym w tym momencie nie napomknęła o tym apropo tego fragmentu na samym początku.. Lubię Feedbacka za tą pewnego rodzaju dojrzałość, którą to opowiadanie sobą reprezentuje. To nie jest kolejne głupie ff o tym, jak Harry zakochuje się w niepokornej dupeczce, która pracuje dla Simona. W doskonały sposób ukazujesz tutaj całą tą brutalność show biznesu, menadżerów, ludzi od PR i całej tej muzycznej machiny, która często jest tak bardzo krzywdząca dla artystów. Gówno wszystkich tam obchodzi, czy dana gwiazda rzeczywiście dobrze śpiewa, czy ma talent i czy jest szczęśliwa i zadowolona patrząc na swoje życie. Tam chodzi o pieniądze. Póki dla nich zarabiasz, wszystko jest okej. Nie mam miejsca na litość. To jak przedstawiasz ową sytuację to istny majstersztyk i zawsze będę Cię za to podziwiać.
    "Niekończące się fale fanów nie pozwoliły mu normalnie rzyć, dlatego przeprowadził się w głąb strzeżonego osiedla w Chelsea*." Żyć, eh.. Żyć. :D Nie hejtuję Cię broń Boże! Powiem raczej, że rozbawiło mnie to i jestem pełna zrozumienia, bo ja czasem jak piszę, to tak bardzo skupiam się nad samą treścią zdania, że ortografię mam w czterech literach. Są rzeczy ważne i ważniejsze. :D
    Okej, czytam dalej i wiesz co sobie myślę? Że jest mi smutno. Przedstawiasz sytuację Harrego w bardzo przykry sposób, a co najgorsze, w bardzo rzeczywisty. Kiedy o tym czytam i zaczynam się głębiej zastanawiać, serce zaczyna mnie boleć. To jakieś zwykłe rozżalenie, a może po prostu moja obsesja na punkcie tego człowieka i tego, jak bardzo pragnę, aby był szczęśliwy? Nie wiem.. W każdym razie wzbudzasz moje uczucia, moje emocje znowu nie są nijakie. To się ceni.
    Teraz mamy fragment o Darcy. Cały jest przepięknie napisany. Każde jedno słowo jest po prostu strzałem w dziesiątkę, natomiast jest jedna część, która podoba mi się w dość szczególny sposób. "-Pamiętaj, Livenation* ma ustalić spotkanie ze swoimi dyrektorami strategicznymi na przyszły tydzień- nie daj się ich aroganckiej sekretarce spławić. Ledwo skończyła liceum o profilu dziennikarskim, a ty masz magistra z administracji, kotku. Nie zapomnij też o rezerwacji stolika u Hawksmoor’a* na piątek – mamy spotkanie z dupkami z Modestu*, a nie zamierzam się znowu stroić w sukienkę koktajlową za siedem tysięcy funtów. Aha! – Dodała już na sam koniec zmieniając uśmiech z po prostu uprzejmego na szczerze serdeczny. – Zapomniałabym o najważniejszym twoim zadaniu na ten weekend: Baw się dobrze." To cała wypowiedź Darcy, niby nie ma w niej nic szczególnego, ale tym jednym krótkim tekstem sprawiłaś, że przypomniałam sobie o tym, jak bardzo lubię główną bohaterkę Feeda. Jest mistrzowsko wykreowana i wiem, że już Ci o tym mówiłam, ale uważam, że Darcy zasługuje na komplement przy każdym przeczytanym rozdziale, a przynajmniej do momentu, w którym mnie wyprowadzi z równowagi, co mam nadzieję, że nigdy się nie wydarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham, nosz kurwa kocham dialogi pomiędzy Sway, a Lionel'em! Są zajebiste i są idealnym potwierdzeniem moich wcześniejszych słów, a tym samym zajebistości Darcy. Jednym słowem są mistrzowskie, zastanawiam się, czy długo nad nimi siedzisz, w co wątpię, naprawdę, bo wyglądają, jakby przychodziły Ci z kompletną łatwością, bez żadnego wysiłku. Właściwie wyglądają tak, jakby rzeczywiście kiedyś się odbyły, to jest cudowne i cudownie się to czyta. Mail też jest świetny, naprawdę się uśmiechałam.
      Kurde jestem ciekawa jak cholera tej imprezki u Nicka. Ja ogólnie tego ziomka uwielbiam i uważam, że można go w opowiadaniach wykreować w przeróżny sposób i bardzo mnie ciekawi jak Ty sobie z tym poradzisz. Nie ukrywam, że mam pewne wyobrażenie i preferencje, jak powinien się zachowywać, dlatego ciekawość pożera mnie jeszcze bardziej.
      Dobra Mauri, muszę kończyć, bo Maniura wraca, więc już nie będę miała jak się skupić. Wiedz tylko tyle, że cały rozdział jest dla mnie po prostu perfecto i ideolo. Kocham to opowiadanie i proszę nigdy nie przejmuj się, że nie ma zbyt wielu czytelników, bo jest co do tego jeden poważny powód, a mianowicie to, że jest to za "mądre" opowiadanie dla przeciętnych czytelniczek ff. Niestety większość dziewczyn nie tego oczekuje od autorek i dlatego możesz się czuć niedoceniona, co jest złe, bo odwalasz kawał piekielnie dobrej roboty i pamiętaj, że od zawsze na zawsze jestem fanką tego bloga!
      A teraz ślę całusy i ściskam Cię gorąco, papa i weny kochanie! <3

      Usuń
  11. Mnie tam najbardziej podoba się ostatnie zdanie w tym rozdziale i właśnie skoro mowa o tym co mi się tu podoba, napiszę o tym trochę później, bo muszę się usprawiedliwić, a jak wiadomo winny zawsze się tłumaczy. Zwlekałam, przeciągałam, starałam się wymyślić masę innych rzeczy, byleby tylko nie zasiąść do nadrabiania blogów. Przez te prawie cztery miesiące 'zapomniałam' jak to fajnie jest móc puścić wodzę wyobraźni i razem z fabułą opowiadania snuć marzenia o tym co nieuchwytne. Od tygodnia szukam natchnienia, nie tylko do czytania, ale też do pisania i słuchania. Przez tą przerwę straciłam ochotę na 1D (o ile mogę tak napisać) stopniowo staram się wrócić do starych nawyków i do każdego z chłopaków z osobna, ale idzie mi to mozolnie, dlatego przepraszam, że musiałaś tak długo czekać. Okej. Kończę marudzić i użalać się nad sobą i biorę się za to na czym najbardziej nam zależy.
    Nie będę słodzić, bo przydałoby Ci się trochę krytyki złotko! Wszyscy tak Cię zachwalają, podziwiają kunszt... i ja też nie mam innej opcji. Chociaż chciałabym napisać coś krytycznego to nie mogę, bo widzę przepaść między tym co tu publikujesz, a całą resztą znajdującą się gdziekolwiek indziej. Chociaż wiem, że to fanfiction mam wrażenie, że czytam bardzo dobrą książkę i tego Ci zazdroszczę. Sway ma charakterek i skoro nawet wujek Simon ulega jej wpływowi ma dziewczyna przed sobą świetlaną przyszłość. Strasznie nurtuje mnie jedna myśl - o co chodzi z tą jej dumą i One Direction (mam nadzieję, że tego nie przeoczyłam). Nie mogłabym nie wspomnieć o przyjacielu Darcy! Wszyscy tak się o nim rozpisują to ja też coś o nim napomknę. Ed! To jest Ed! Jestem w siódmym niebie!
    Życzę Ci, żebyś w przyszłości w prawdziwym życiu objęła takie stanowisko jak Sway! ;)
    Wyżaliłam się, a komentarz miał być długi w wyszło takie gówniane małe coś. Wybacz mi. Obiecuję, że jak tylko wstanę rano (tj. koło 12) od razu wchodzę na wattpad!
    A ponieważ pora jest już późna: buziaki i dobranoc xx

    OdpowiedzUsuń