22 lutego 2014

Rozdział pierwszy


Reporter: Wow! Sway Darcy udziela mi wywiadu. To niesamowite uczucie, wiesz? Odcisnęłaś swoje piętno na brytyjskim przemyśle rozrywkowym. Słyszałem plotki, że gwiazdy biją się o to, by trafić pod twoje skrzydła.  
Sway Darcy: Plotki są mocno przesadzone. A co do wywiadu – to zaszczyt dla mnie! Czytałam In Business jeszcze w liceum! 
Reporter: Właśnie, właśnie. Jesteś osobą bardzo skupioną na karierze. Podobno zawsze wiedziałaś, co chcesz robić i dlatego trafiłaś na staż do Simona Cowella. Opowiesz nam trochę więcej na ten temat?  
Sway Darcy: Staż u Simona jest najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Nigdzie nie nauczyłabym się tyle, ile nauczyłam się pod jego okiem. A co zabawne, staż miał trwać tylko pięć miesięcy! Gdybym wiedziała, że potrwa pięć lat wzięłabym ze sobą więcej ubrań!






To naprawdę ją zaczynało nudzić.

 A nuda była domeną ludzi ubogich intelektualnie, a do takiej kategorii nie chciała się zaliczać nawet przez minutę. Jej życie miało cel i doskonale wiedziała, co z nim robi. Właśnie dlatego każda zmarnowana minuta, którą musiała spędzić w gabinecie ojca, patrząc jak ten próbuje uporać się z załatwieniem transportu płyt z wytwórni do Francji, drażniła ją niemiłosiernie. Byli umówieni na obiad i nie miała innego wyjścia, jak na niego czekać. Owszem, mogła zjeść sama, ale wolała z tatą.

Sway westchnęła ciężko, próbując w ten sposób pośpieszyć ojca. W odpowiedzi otrzymała tylko ostre spojrzenie i nieme: Cierpliwości.

Uniosła oczy do nieba i odwróciła się do niego plecami. Przeklęła w myślach jego upór. Gdyby tylko pozwolił jej sobie pomóc, to prawdopodobnie spedytor już dawno stałby przed drzwiami odpowiedniego magazynu Columbia Records i kwitował odbiór towaru. Problem nie istniałby, gdyby był  w swoim domowym gabinecie, ale w biurze w wytwórni znajdowały się kamery i raczej szefowi Darcy nie spodobałoby się to, że jego dziewiętnastoletnia córka dokonuje transakcji w imieniu wytwórni. Tak samo, jak nie spodobało się im to wcześniej, gdy miała kolejno szesnaście, siedemnaście i osiemnaście lat. Praktycznie żyła życiem swojego ojca, od czasu, gdy  zamieszkała z nim po ukończeniu elementary school. Kochał swoją pracę prawie tak samo, jak córkę, dlatego potrafił spędzić wiele godzin na tłumaczeniu jej zawiłości planowania i zarządzania wielkimi projektami branży muzycznej. W wieku piętnastu lat potrafiła wymienić nazwy i status prawny największych spedytorów w kraju, znała prawo transportowe i mogła bezbłędnie wskazać lokalne instytucje prawne i handlowe odpowiedzialne za kontrolę produktów rozrywkowych.

Ojciec tłumaczył spedytorowi zawiłości transportu i omawiał rodzaj zawieranej transakcji sypiąc co chwilę incotermsami1. Przesyłka  skierowana była do Francji, więc umowa musiała być oparta na kontynentalnych zwyczajach handlowych. Sway ze znudzenia ,po raz kolejny, zaczęła przeglądać oferty community colleges2, jednak  i tym razem nie znalazła w ich programach nic ciekawego. Zanudziłaby się na śmierć, siedząc na podstawach marketingu, albo kłócąc się z wykładowcą, zarzucając mu nauczanie przestarzałych schematów.

Wiedziała, że siedzenie i robienie notatek przez najbliższe dwa lata byłoby kompletnie pozbawione sensu, dlatego pociągnęła za wszystkie możliwe sznurki, by dostać się gdzieś na staż. Wśród tych sznurków znajdowały się brody i mankiety przyjaciół ojca. Którzy z jakichś powodów uważali ją za rozkoszną.  Nie potrafiła zrozumieć,  dlaczego używali  akurat tego terminu. Rozkoszna? Ona? Nie była brzydka, ale też nie olśniewająca. Wiedziała, że koleżanki w jej wieku wydawały krocie na modne ubrania i drogie dodatki, ale ona starała się być po prostu schludną. Skupiała się na realizowaniu swoich ambicji: chciała stać za sukcesem międzynarodowej gwiazdy, kogoś jak Beyoncé.

Chciała stać na wielkich arenach, jak Madison Square Garden i przygotowywać koncert dla tysięcy ludzi. Jej twarz rozświetlił uśmiech zadowolenia, jak zawsze, gdy wyobrażała sobie to uczucie satysfakcji. Tak właśnie miało wyglądać jej życie.

Wyłączyła iPada i schowała go do swojej torby, odwracając się do ojca, który skończył użerać się z firmą spedytorską.

-Możemy już iść? – zapytała, poprawiając zegarek na nadgarstku. Mieli już półgodzinną obsuwę i obawiała się, że nie zdarzy do siłowni.

-Zaraz, dostałem właśnie interesującego maila. – Artur zacmokał w charakterystyczny sposób. Pochodził z Hudson, a jego rodzina miała duże rancho pod miastem. Nawet mimo tego, że wieki temu się wyprowadził, pewne nawyki mu zostały.

-Taaaaak? Od kogo niby? – Ciekawość od zawsze była jej problemem. Ojciec przez długi czas walczył z jej wścibskim nosem i dopiero dwa lata temu udało mu się oduczyć ją przeglądania jego skrzynki odbiorczej. A przynajmniej tak mu się wydawało.

-Od Simona Cowella. Mówi Ci coś to nazwisko, złotko? –Arthur najwyraźniej bardzo dobrze się bawił kosztem córki. Obserwował przedstawienie, jakie zaserwowała mu mimika córki: jej twarz najpierw zastygła, później dolna warga zaczęła drgać, na jej policzki wspiął się rumieniec, a oczy stały się ogromne, kiedy brwi zrobiły im więcej miejsca, unosząc się w górę.

-CO?! – W sekundę Sway znalazła się obok ojca, odpychając biodrem jego obrotowy fotel i pochylając się nad laptopem.

Szybko przebiegła wzrokiem po treści maila i gdy tylko dotarła do końca, wymamrotała:

-Dobrze, że nigdzie jeszcze nie aplikowałam.

A potem zaczęła się apokalipsa. Sway skakała, wykonywała dzikie ruchy radości biodrami i wyrzucała ramiona w górę. Włosy koloru ciemnego blond były tylko aureolą, którą dodawała jej ruchom ekspresywności.

-A jej co się stało? – zapytała sekretarka, przynosząc dokumenty do podpisu. Sway chwyciła ją za rękę i zachęciła do wspólnej,radosnej celebracji.

-Nic jej się nie stało. Moja córeczka jedzie do Londynu.




Pięć lat później…


Było coś magicznego w zieleni za miastem.

Kochała Londyn. Broniłaby tego miasta do ostatniej kropli krwi, mimo iż była tak zwaną „ludnością napływową”. Ulice tego miasta stały się jej domem. Tak często spacerowała chodnikami nocą, że jej stopy intuicyjne znajdowały swoją drogę. Każdy rodzaj bruku, każde pęknięcie, wszystkie obniżenia i wzniesienia wryły się przez jej podeszwy w duszę tak, że teraz ona i Londyn byli jednością. Architektura i historia miasta zachwycały ją bezsprzecznie, ale to głębokie duchowe połączenie, jakie czuła z miastem brało się z nocnych przechadzek. Gdy gasły światła, cichły krzyki, a światła samochodów pojawiały się rzadko, stąpała po ulicach, uliczkach, a nawet niebezpiecznych dzielnicach, podglądając życie obcych sobie ludzi. Rodzin, kochanków czy starczych par, które chłonęły swoją obecność z bolesną świadomością tej niewielkiej ilości czasu, jaka im pozostała. Była małym podglądaczem, obserwując życie, którego nie miała. I każdej takiej spacerowej nocy utwierdzała się w przekonaniu, że dobrze postąpiła.

Jej życie było ekscytujące, pełne wrażeń, nieprzespanych nocy i podniesionych głosów. Ale obcowała z muzyką i niesamowicie utalentowanymi ludźmi. To dzięki niej idee, marzenia i pragnienia stawały się rzeczywistością. Potrafiła  znaleźć drogę do urealnienia każdego snu, nawet tego najbardziej szalonego.  Żadne wyzwanie nie było dla niej za duże czy zbyt szalone. Stała za plecami wielu sukcesów na brytyjskim rynku muzycznym i kiwała zza kurtyn głową z zadowoleniem.

Ale czasem potrzebowała ucieczki. Wyrwania się z gąszczu obowiązków, słów „powinnaś”, „musisz”, „deadline” , które naciskały na jej barki, przyciskając ją do ziemi. Brała wtedy samochód i z wsuniętymi na nos awiatorkami gnała za miasto, do najbliższego lasu, by zatrzymać auto na jego granicy i przysiąść na masce lub położyć się na dachu i odetchnąć. Nie przyjeżdżała tu myśleć. Robiła to nocami, na ulicach. Tutaj przyjeżdżała po prostu być. I za każdym razem, gdy przytulała swoje plecy do dachu Jeepa, odczuwała pustkę w swoim sercu. Kiedy opowiadała o niej przyjaciołom, patrzyli na nią z troską, której nie rozumiała. Ta pustka nie była niczym złym - jej częścią, która zawsze w niej sprawiała, że czuła się sobą, nawet, jeśli świat wokół niej ogarniało szaleństwo.

Jednak nie było dane jej cieszyć się długo swoją samotnością. Wśród szumu zbóż i śpiewu ptaków rozległ się dzwonek telefonu. Najpospolitszy z pospolitych dzwonków wwiercał się w jej umysł swoim naglącym brzęczeniem, więc zsunęła się z dachu na maskę, zeskoczyła na ziemię i przez otwarte okno zaczęła szukać swojego telefonu.

-Sway Darcy, manager logistyczny Syco Entertainment.

-Chciałaś powiedzieć GŁÓWNY manager logistyczny SycoEnt. GŁÓWNY manager, bez którego wszystko się tu sypie. – Głos Lionela, naczelnego informatyka w firmie odezwał się w słuchawce.

-Sypie się? – Brwi Sway przytuliły się do siebie w wyrazie irytacji. – Zostawiłam wszystkim szczegółowe wytyczne dotyczące projektów. Czy tak trudno zrealizować kilka prostych punktów? Mam wolne, do jasnej cholery!

-Spokojnie, spokojnie, Darcy. – Lionel wydawał się być uradowany jej brakiem zadowolenia. –Naprawdę myślisz, że dzwoniłbym do ciebie tylko dlatego, że dział projektów strategicznych sobie nie radzi? Dobrze wiesz, że gówno mnie to obchodzi, a co więcej -  dostarcza mi to rozrywki! Tylko nie ma mi kto popcornu zrobić. – Słysząc, że wbrew jego oczekiwaniom dygresja nie ścięła jej z nóg, porzucił ton żartownisia. – Simon zmienił swój rozkład dnia. Będzie w Londynie pięć godzin wcześniej i najwidoczniej chce się z tobą widzieć, kochanie.

-Nie mam żadnego spotkania z Simonem dzisiaj. – Odpowiedziała próbując dogrzebać się do swojego firmowego telefonu. Kiedy w końcu go odkopała oczy rozszerzyły się jej na widok ilości nieodebranych połączeń. Szybko przejrzała listę; jej osobista asystentka Lucy i asystentka Simona rywalizowały zawzięcie w próbie złapania z nią kontaktu. –Upss…

-Wychodzi na to, że jednak masz. Pojawiło się ono godzinę temu, zarówno w jego jak i w twoim terminarzu.

-Kurwa mać! – Przerzuciła wściekła swoją skórzaną torbę na tylne siedzenie i przekręcając kluczyk w stacyjce nie przestawała wyrzucać z siebie potoku przekleństw. Lionel śmiał się przy każdej kolejnej wiązance, co jakiś czas nagradzając ją oklaskami za kreatywność.

Dzięki zamontowanemu w aucie systemowi głośnomówiącemu nie musiała przerywać rozmowy. Lionel zrelacjonował jej sytuację w biurze, dorzucając kilka dodatkowych informacji, które uzyskał, skanując skrzynki i kalendarze pracowników. Znała go od pięciu lat i już dawno odpuściła sobie próby wyjaśnienia mu, co oznacza „szanować cudzą prywatność”. Pojęcie to absolutnie do niego nie docierało. Uparł się, że wcale nie istniało. Cóż mogła na to poradzić? Miała z tego więcej korzyści niż szkód, więc w końcu porzuciła swoją nieudolną misję naprawy jego systemu zasad etycznych.

Czego mógł od niej chcieć Simon? Co było tak niecierpiące zwłoki, że skrócił swój pobyt w Stanach i pędził do Londynu, by się z nią spotkać? Nie miała pojęcia.
                Ale skoro Cowell stawiał całe biuro w gotowości, to ewidentnie coś musiało być na rzeczy.

Nie mogła się doczekać poskromienia swojej niebywałej ciekawości.


***

-LUCY! – Sway nie chciała być niegrzeczna, ale jak Lucy mogła dopuścić, by jej biurko zarosło taką ilością papierów? Poza tym logo na teczkach wskazywało, że zespół którego one dotyczyły, nie leżał w zakresie jej obowiązków.  –Lucy!

-Tak? – W przeszklonych drzwiach pojawiła się niewysoka, ruda dziewczyna. Jej mleczna cera usiana była piegami, a usta zwęziły się, gdy próbowała złapać oddech. W  równie piegowatych ramionach dziewczyny znajdowała się kolejna porcja dokumentów, które ta zamierzała dołączyć do i tak już kolosalnej ilości segregatorów i teczek na biurku. Sway odebrała je spoconej z wysiłku Lucy i nie przejmując się jej zdzwioną miną, upuściła po prostu  na ziemię. Po czym usiadła obok, zachęcając asystentkę, by zrobiła to samo.

-Oddychaj Lucy, oddychaj. – Nie zamierzała stracić nerwów i panikować, ale sytuacja nie wyglądała najlepiej. Simon był albo wściekły, albo w trakcie twórczego szału, a żadna z tych opcji nie wróżyła nic dobrego dla Sway. Znowu zamierzał zaprząc ją do pracy.

Do głowy nie przychodził jej żaden logiczny powód, dla którego logo zespołu, z którym odmówiła współpracy ponad cztery lata temu, zdobiło śmietnik w jej gabinecie.

-Złapałaś oddech? – Upewniła się troskliwie, a kiedy tylko ruda potwierdziła skinieniem głowy, przeszła do rzeczy. – Co ten bajzel ma oznaczać? Czemu te wszystkie papiery lądują u mnie? Co to jest? – Chwyciła pierwszy kawałek papieru z brzegu. – Analiza sprzedaży? To do działu marketingu, nie do mnie. Poza tym wszyscy wiedzą, że nie pracuję z tą marką.

-Nie wiem ,o co chodzi! Nie patrz na mnie tym zimnym wzrokiem! – Pokiwała karcąco palcem w kierunku Sway. - Powtarzałam im, że nawet nie chcesz słyszeć o tej sprawie, ale asystentka Simona naciskała i powiedziała, że to jego osobiste polecenie.

-No raczej, że to jego osobiste polecenie. To mój jedyny zwierzchnik. Zresztą nie o to pytam - co, na miłość boską, spowodowało to zamieszanie? Umarli? Zabili kogoś? Któryś z nich wychodzi za Kardashiankę? Hę?


-Nie wiem Sway, wybacz. –Lucy dokonywała inspekcji swojej fiołkowej bluzki i skrzywiła się na widok plam potu pod pachami. – Jedyne co wiem, to że dział sprzedaży, jak co rano wysłał raport do pana Cowella mailem, a potem on przesunął swój lot. Alex nie może przestać narzekać na to, że nęka ją telefonami i każe biegać po całej firmie. A swoją drogą jest głupia jak but, po co nosi takie wysokie obcasy, skoro jej głównym zadaniem jest noszenie kawy? Przecież logiczne, że będą ją boleć nogi.

Darcy pokręciła głową, pozwalając, by paplanina Lucy przepływała koło niej. Lucy nie znosiła asystentki Simona, bo odznaczała się takim typem, jakiej ruda zawsze pragnęła. Ten typ zazdrości nigdy nie doskwierał Sway, więc nie potrafiła podzielić punktu widzenia przyjaciółki, ale mimo wszystko nie powstrzymywała jej przed mówieniem.  Kiwając głową z udawanym zainteresowaniem, sięgnęła pierwszy z brzegu segregator. Zawartość  była jej znana, bo chociaż nie zajmowała się tym zespołem, doskonale znała wszystkie aspekty ich kariery. Wśród wykresów sprzedaży, planów tras koncertowych, kosztorysów i list współpracujących mediów, szukała wskazówek, dlaczego Simon miałby zrzucać na nią akurat tą bombę na głowę. Czego ten szalony człowiek od niej chciał?





Godzinę później, gdy już przebrnęła przez najważniejsze dokumenty, porównała je z plikami, które trzymała na komputerze, a to czego nie znalazła zleciła do skanowania Lucy, była gotowa zmierzyć się z huraganem,lepiej znanym jako szef.

Nazywała go tak, bo wszystkie jego genialne pomysły przeważnie kończyły się tym, że musiała reorganizować sobie życie, a dwa razy nawet była zmuszona zmienić mieszkanie. Nie chciała wracać do tego myślami, ale zdecydowanie – jej szef był wrzodem na dupie.  Przez ostanie pięć lat nauczyła się, jak należy obchodzić się z nim obchodzić. Nie można było stać nieugiętym, jak dąb: trzeba było zachowywać się, jak trzcina. Uginać się pod podmuchami wiatru, a potem się unosić. Trwało to już pięć lat, a teraz dobrze znała swoją wartość. Jej nazwisko było wiązane z nią, jako osobą, a nie z Syco Enterainmet. Skoro był to znany fakt w całym Londynie, a nawet w pionie decyzyjnym Sony Music, to czemu nie dać przypomnieć Simonowi o tym, że nie była już małą dziewczynką, której nie należy rozstawiać po kątach?

Z takim postanowieniem stała przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu Cowella. Wiedziała, że w nim był, bo pierwszy raz w życiu, Alex siedziała prosto i schowała nieodstępujące ją na krok przybory do pielęgnacji paznokci. Bez pilnika w swojej dłoni wyglądała, jak zupełnie obcy człowiek i Sway musiała przyznać, że gdy twarz dziewczyny nie skrzywiła się w pretensjonalnym dzióbku, wyglądała nawet na inteligentną.  Darcy przywołała na usta najsłodszy uśmiech do jakiego była zdolna i pochyliła się nad siedzącą, jak na szpilkach, sekretarką.

-Alex, kotku, zapowiedz mnie do pana Cowella.

-Ale pan Cowell ma panią wpisaną dopiero na trzecią, jeśli ma pani jakąś ważną sprawę, to… - głos asystentki był spięty i unikający wzroku Darcy.

-Alex, zapowiedz mnie TERAZ. – Zaakcentowała wyraźnie ostatnie słowo, by tym razem dziewczyna nie miała problemu z odczytaniem jej intencji. Przełknęła głośno ślinę i rzucając jej spojrzenie spłoszonego zwierzęcia, ruszyła do drzwi. Doskonale wiedziała, że znajdowała się między młotem i kowadłem, i chyba nie do końca tego spodziewała się po swojej pracy.

Darcy kiwnęła na Lionela i Lucy, którzy obejmując pudła z jej biura, ruszyli za nią. Za żadne skarby świata nie chcieli przegapić tego przedstawienia. Charaktery Sway i Cowella można było opisać, używając słowa „nieugięty”. Jednak najczęściej okazywało się to niedopowiedzeniem wszechczasów. Raz byli świadkami sprzeczki szefa i blondynki  - przez kolejne tygodnie nie rozmawiali o niczym innym, jak o sposobie, w jakim ich szefowie przez godzinę obrażali się w najbardziej uprzejmy sposób na świecie.

-Panie Cowell, panna Darcy do pana.

-Ach, tak. Niech wejdzie. – Głęboki głos odpowiedział z wnętrza gabinetu. I nim Alex zdążyła się z niego chyłkiem wyślizgnąć, Sway odrzuciła swoje włosy za ramię i z dumnie uniesioną głową wkroczyła do pomieszczenia. Zanim skupiła wzrok na wygodnie wyciągniętym w fotelu sprawcy dzisiejszego zepsucia humoru dziewczyny, prześledziła wzrokiem wszystkie ściany. Sporo się pozmieniało od czasu, kiedy tu była ostatnio. Druga ściana została usunięta i zastąpiona ogromnym oknem wychodzącym na St. Marys Axe, jej ulubioną budowlę w Londynie. Nie miała okazji często odwiedzać Simona w jego prywatnym gabinecie – większość spraw załatwiali przez telefon, bądź w jego mieszkaniu.

Kiedy w końcu oczy Sway spoczęły na nim, on już się jej przypatrywał. Część jego twarzy skryta była za dłońmi; opuszki palców stykały się na wysokości grzbietu swojego nosa i z pochyloną głową czekał na jej ruch.

-Lionel, Lucy możecie postawić te pudła przy drzwiach. – Wskazała w odpowiednim kierunku. Oparła swoje dłonie na biodrach i mimo wzbierającego w niej śmiechu starała się utrzymać czysto służbową postawę. -  Panie Cowell, zwracam to co pan, najprawdopodobniej przez przypadek, wysłał do mojego gabinetu. Jak pan doskonale wie, w aneksie do mojej umowy znajduje się adnotacja, że tym specyficznym zespołem się NIE zajmuję.

Gdyby jakikolwiek artysta ujrzałby twarz Sway w tamtym momencie stwierdziłby, że tak właśnie musiały wyglądać anioły. Irytacja, którą czuła w swoim gabinecie, teraz zmieniła się w złość, która się w niej gotowała, podjudzana spokojnym rozbawionym spojrzeniem mężczyzny. Była gotowa przysiąc, że wywołał całe to zamieszanie tylko po to, by jej dopiec. Ale wiedziała lepiej – nie marnowałby czasu na coś takiego. Musiał istnieć powód stojący za tym całym chaosem i jakoś nie kwapił się, by się nim podzielić.

-Tak, wiem, że się pani, panno Darcy, nie zajmuje sprawami tego zespołu. Wytłumaczyła mi to pani bardzo dokładnie cztery lata temu, gdy proponowałem pani współpracę z najlepiej zarabiającym, do tej pory, zespołem, który podpisał kontrakt z Syco.

-W takim razie, panie Cowell, z całym szacunkiem, co ten śmietnik robił dzisiaj w moim gabinecie? – Starała się nie wyglądać na zirytowaną, to dałoby mu przewagę, ale pewne oznaki zniecierpliwienia odbiły się na jej mimice. Brwi uniosły się ku górze, a policzki widocznie się ściągnęły.

-Nie chcę , by się pani zajmowała zespołem, panno Darcy. Nie chcę całego zespołu. Oczekuję, że sprawisz, by Harry Styles podpisał z Syco kontrakt na karierę solową.  – W końcu opuścił dłonie na swoje kolana i pochylił się nad biurkiem.

Wydawał się być uradowany ze swojego pomysłu. A może to była tylko reakcja na to, co zobaczył na twarzy Sway? Bo w tamtym momencie miała wrażenie, że ktoś uderzył ją ogromnym młotem w głowę.  Wiedziała, że ten człowiek jest wizjonerem i rzadko kiedy przemawia do niego idea ograniczeń – to był przecież jeden z powodów, dla których jako nastolatka tak desperacko pragnęła dla niego pracować, ale tym razem przeceniał swoje możliwości. Albo raczej jej możliwości, bo stawiał przed nią zadanie nie do wykonania. Mogła się zgodzić, że miała na koncie kilka, naprawdę imponujących, osiągnięć w sferze namawiania ludzi do rzeczy, których nie spodziewali się robić. Ba! Potrafiła negocjować ugody z Francuzami czy Niemcami, co zasługowało na uznanie, biorąc pod uwagę lojalność tych narodów do własnych marek. Tak, była dobra w tym co robiła. Ale to? To było za dużo, nawet jak na nią.

-I Sway, jeśli pozwolisz, zanim zabrniemy w tą batalię dalej, może poprosisz swoje towarzystwo o opuszczenie mojego gabinetu. Oboje nie chcemy, by nasza dalsza konwersacja została usłyszana przez osoby trzecie. – Tu wkraczał wujek Simon. Dobroduszny ton i troska o dobro ogółu. Prychnęła z niedowierzaniem. Tchórz. Wiedział, że nie zamierza przystać na to łatwo i bał się, że wybuchnie. Albo… Albo miał w zanadrzu kolejną bombę i nie chciał, by ktokolwiek poza nią widział, jak ją zrzuca.

Krzywiąc się i jednocześnie przedrzeźniając pod nosem jego słowa, odwróciła się do swojego wsparcia.  Byli głęboko zawiedzeni tym, że musieli opuścić to znakomite przedstawienie. Widziała, jak Lucy szeptała pod nosem: „No no… Harry Styles. To ci dopiero.” A Lionel wydawał się być tym uradowany , dokładnie tak samo, jak dziecko w poranek Bożego Narodzenia.  Zdecydowanie jego radość wynikała z jej niezadowolenia.

-Lucy, mamy do wysłania oferty dla współpracujących z nami mediów. Bazy danych znajdziesz w SharePoincie3. – Ruda zdrętwiałą na dźwięk jej chłodnego tonu i czym prędzej opuściła gabinet. – Lionel, pokonałam twój rekord w Flappy Birds4 dzisiaj rano. Idź lepiej coś z tym zrób, bo oboje wiemy, że w tym momencie nie zmęczysz się zbytnio swoją pracą.

Kiedy przechodził przez drzwi ,usłyszała jak mówił:

-Zołza. 

I nawet nie było jej przykro. Skoro on się cieszył z jej rozpaczy, to czemu ona nie mogła mu trochę dopiec? Byli przecież  przyjaciółmi. Wybaczą sobie. W końcu.

-Och, więc teraz kiedy już twoi przyjaciele wyszli – zaczął Simon, ale nie dała mu do kończyć.
Zapominając o wszelkich konwenansach rzuciła się na fotel naprzeciw niego.

-Czyś ty kompletnie oszalał? Nie ma absolutnie żadnych szans, że Styles na to pójdzie. – Tak to był  pierwszy z jej argumentów. A było ich wiele. Miała nadzieje, że odwołując się do prywatnej znajomości Cowella z chłopakiem zdoła coś wskórać.
                Za żadne skarby świata nie chciała być osobą zaangażowaną w tą sprawę, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę, że jeśli komuś ma się to udać – to właśnie jej.

-Och, o to bym się nie martwił, kochana. Jesteś bystrą dziewczynką – wymyślisz coś. – Zrelaksowany odchylił się i potarł dłonią swoją brodę. Z powodu ciągłych lotów w tę i z powrotem, z Ameryki do Londynu, na jego policzkach wykiełkował delikatny zarost. – Tak… Zdecydowanie na coś wpadniesz.
- Nie słyszałeś żadnego słowa , które ten człowiek wypowiedział od kiedy wpadłeś na GENIALNY pomysł, by zrobić z tych biednych chłopców światowej sławy gwiazdy? On NIE CHCE być solowym artystą.

Pozwoliła sobie na ten bezczelny ton i aroganckie zachowanie, tylko dlatego że byli sami. Znali się doskonale, byli przyjaciółmi, jednak z powodu profesjonalnych powiązań woleli, aby ten fakt nie był znany szerokiemu gronu.

-Złotko, widziałaś ich ostatnie raporty sprzedaży. Ten zespół się wypalił. Modest nie ma już żadnych pomysłów na to, by słupek dochodów wzrósł, właśnie odwołaliśmy koncerty w Japonii, bo się nie sprzedały i chłopcy wracają do domu. I chociaż wprawia mnie to w zdumienie - popularność tego jednego chłopca nie maleje. A ja nie zamierzam pozwolić na to, by to źródełko dochodu wymsknęło mi się z rąk i trafiło do Amerykanów. Z całym szacunkiem do twojego ojca - ale nie potraficie traktować dobrze artysty. – Pokręcił głową gorzko.

Mogła mu przyznać, że amerykański przemysł wyciskał z artysty wszystko do ostatniej kropli. Jednak jego zachowanie wcale nie było mniej brutalne. Skreślał zespół i wybierał sobie ten element, który akurat pasował mu do układanki. Nie mogła sprzeczać się z jego logiką – tak było to dobre dla firmy, ale nadal było bezdusznym rozdzielaniem chłopców, a właściwie już mężczyzn, którzy stali się nierozłączni przez ponad cztery lata, od swojego sukcesu w brytyjskim programie.

-Masz rację. Ich popularność przemija. Nie są już tak świeży, jak przed kilkoma laty. Poza tym wszędzie: w Europie, Azji i Ameryce powstają zespoły imitujące ich koncepcje i trzeba  przyznać, że firmy menadżerskie wychodzą z siebie, żeby powtórzyć genialną strategię promocyjną Modestu, więc trudno oto, by rynek nie czuł się nasycony.

Z każdym argumentem padającym z jej ust zadowolenie Simona rosło – widziała to wyraźnie. Jeśli ten stary pryk myślał, że pójdzie z mu z nią tak łatwo, to się grubo mylił. Nie zamierzała podejmować się tego wyzwania. Za bardzo ceniła sobie swoją pracę, by się w to angażować. Dwa -  Simon zwariował, proponując  to właśnie jej, znając uprzedzenia Darcy co do tego człowieka. Harry Styles był ostatnią osobą na ziemi, którą chciałaby niańczyć i przekupywać, by został solowym artystą. Żadna podwyżka nie byłaby w stanie jej tego wynagrodzić.

-Możesz sobie mieć rację, ale ja i tak się tym nie zajmę. I doskonale wiesz dlaczego. – Zachowywała się jak dziecko, krzyżując ręce na piersiach i zakładając nogę na nogę, by w ten sposób wyrazić swoją niechęć. Dla podkreślenia jeszcze bardziej swojej asertywnej postawy, spoglądała na szefa spod byka. Musiał wiedzieć, że istniały pewne rzeczy, których nie robiło się dla pieniędzy. A odrzucanie swojej dumy i bawienie się w artystyczną piaskownicę z przystojniaczkiem z Cheshire do tych rzeczy należało.

-Nie wierzę, że nadal trzymasz się tej błahostki, Sway. Toż to bzdura. Rozumiem, gdy miałaś dwadzieścia lat – wtedy w pełni zaakceptowałem twoje obiekcje, jeśli pamiętasz. Ale teraz? Jesteś dorosłą kobietą. Powinnaś być ponad to.

-Ale nie jestem.

Nie lubiła, gdy ktoś wypominał jej ten incydent z czasów X-Factora. Możliwe, że nie powinna się była tak zachowywać i kategorycznie odmawiać współpracy z boysbandem, ale stara ranawciąż bolała. Zachowywała się racjonalnie we wszystkich aspektach swojego życia, więc w tym jednym pozwoliła sobie na odrobinę absurdu. I chociaż żałowała straconej szansy – wszyscy znali nazwisko menadżera One Direction – to za nic nie zmieniłaby swoje decyzji. Miała swoją godność.

-Ujmijmy to tak, Darcy: jeśli ci się uda i Harry wygra w ciągu trzech najbliższych lat chociaż jedną nagrodę Brits5 , zostaniesz zwierzchnikiem Syco na Irlandię. Nigdy więcej mojego nadzoru. Nigdy więcej męczenia się z beznadziejnym zespołami. Będziesz mogła zatrudniać takich ludzi, z jakimi będziesz chciała współpracować i wybierać takich artystów, jakich byś tylko zapragnęła. Cała firma Sycho w Irlandii pracowałaby według twojej wizji. Jeśli jednak Harry nie podpisałby kontraktu, powiem twojemu ojcu, dlaczego NAPRAWDĘ odrzuciłaś współpracę z tym zespołem. A raczej nie będzie zadowolony, wiedząc że pierwsza poważna decyzja w karierze jego córeczki była podyktowana czymś tak nieprofesjonalnym, jak… duma.

O ile Sway miała twarz anioła wchodząc do pokoju, to to, co widziała w tamtym momencie na twarzy Simona było czystym złem. Wiedziała, że miał jakąś bombę w zanadrzu, ale nie sądziła, że zniżyłby się do szantażowania jej. Właściwie nie był to szantaż. Lepszym określeniem jego zachowania była „przynęta, nagroda i kara”. Czyli wszystko to, co cechowało ten biznes. Na rynku rozrywkowym nigdy nie było wyjścia pośredniego. Albo odnosiłeś sukces, albo spadałeś na dno. A ona z pewnością nie chciała się znaleźć na dnie. Nie miała wyjścia. Musiała się zgodzić. Wiedziała, że to będzie najtrudniejsze wyzwanie, jakiego kiedykolwiek się podjęła, ale nagroda była zbyt kusząca. Stałaby na równi z Simonem.  Grałaby na tej samej linii. Nie byłaby już tylko talentem odkrytym przez niego. Sama mogłaby odkrywać talenty, zarówno wśród pracowników, jak i artystów. I tego chciała od życia – sukcesu. Byłaby totalną idiotką, gdyby po raz kolejny odrzuciła taką szansę. Znajdowała się na ostatnim schodku tej drabiny i nie mogła się powstrzymać.

Odrzucając włosy, które padły na jej twarz w trakcie tej małej batalii, porzuciła też swój wyraz rozgoryczenia. To była szansa, której nie mogła zmarnować, więc powinna się nią cieszyć.

-Zgoda.

Uśmiech, który sprzedał jej Cowell mógłby być porównany do wschodzącego słońca. Sukces w przekonaniu jego najbardziej upartej pracownicy i córki najbardziej nieustępliwego przyjaciela cieszył podwójnie. Poza tym, mógł już liczyć na dochody z tantiem, które przyniósłby mu Styles. Bo jedno wiedział na pewno – Sway Darcy nie robiła nic na pół gwizdka.





*1 Incotermsy – zwyczaje handlowe, dot. podziału kosztów ubezpieczenia, transportu, przeładunku i odpowiedzialności za towar uzgadniane między stronami. Zakres podziału kosztu i odpowiedzialności jest różny dla każdego środka transportu i drogi, dlatego Międzynarodowa Izba Handlowa siedzibą w Paryży od lat siedemdziesiątych kodyfikuje te zwyczaje. Ostatnia publikacja Incotermsów miała miejsce w 2010 roku i obowiązuje do dzisiaj.
*2 community college -  dwuletnia szkoła policealna. Stopniem prestiżu odpowiadająca polskim technikom. Popularnym zwyczajem jest zarówno w Kanadzie jak i USA najpierw uczęszczanie do CC, a dopiero potem pójście na czteroletnie studia z powodu niższych kosztów utrzymania na CC oraz możliwości podjęcia staży/praktyk w trakcie
*3 Microsoft SharePoint – platforma dla aplikacji sieciowych, zaprojektowany z myślą o złożonych aplikacjach webowych oraz wspiera rozmaite kombinacje dotyczące zarządzania, publikacji oraz manipulacji informacjami pomiędzy użytkownikami w sieci korporacyjnej.
*4 FlappyBirds -  (pewnie większość z was wie co to jest, ja nawet nie spróbuję w to grać. Za bardzo szanuję swój mózg. ) Gra dla użytkowników mobilnych wymyślona przez Wietnamczyka. Jej cechą szczególną jest to, że notorycznie przegrywasz i doprowadza ci na skraj szaleństwa.
*5 BritAwards – rok rocznie rozdawane nagrody przemysłu muzycznego w UK. Pierwsze rozdanie nagród miało miejsce w 1977 roku. Z powodu ogromnego znaczenia sceny brytyjskiej dla całego przemysłu (tak, podziękujmy The Beatels), Brits skupiają uwagę artystów i menadżerów z całego świata.









Kochani!
Oto mamy pierwszy rozdział Feedback. Miałam dodać go pierwszego marca, ale jakoś sama się niecierpliwiłam z publikacją.
Nie mam żadnych zastrzeżeń co do tego kawałka. To dość niepokojące, bo może to oznaczać, że jest do bani. ;p

Jeśli chodzi o przypisy na dole, to w Feedback będzie się pojawiać branżowe słownictwo, zwłaszcza w rozmowie między pracownikami. Mam nadzieję, że w ten sposób wasz słownik pojęciowy też się poszerzy i wszyscy na tym skorzystamy. Oczywiście odnośniki w żaden sposób nie mają was obrazić!
Enjoy!


P.S St. Marys Axe - o którym wspominam to ten śmieszny budynek, który znajduje się na cudnym szablonie made by Meadow budynek znajduje się w biznesowym centrum Londynu niedaleko budynku Chanel 4, czyli głównej siedziby Syco Ent. 


tt

24 komentarze:

  1. Pierwsza! Zaraz skomentuję, tylko uspokoję emocje! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie trochę tego branżowego słownictwa się pojawiło, ale to jest tylko dodatkowym plusem tej historii. Bo, oczywiście, masz świadomość, że stworzyłaś coś genialnego? Hę?
      Złapałaś mnie prologiem, a pierwszym rozdziałem tylko umocniłaś swoją pozycję w moim sercu. Ja naprawdę uwielbiam ludzi, którzy potrafią tak pisać i bawić się słowami. No, ale przechodząc do rozdziału...
      Mała cholera z tej Darcy! Nie jest taką typową mimozą, jakich wiele w ff z którymi miałam styczność. Zastanawia mnie, czy ma coś z Ciebie? Znając życie, z pewnością oddałaś jej część siebie i pewnie dlatego jest tak żywa, wręcz namacalna. Oczywiście Simona opisałaś dokładnie tak, jak go sobie wyobrażam. To po prostu ten typ człowieka. I nie powiem, żeby mi się to podobało. Poza tym sam fakt, jak bezdusznie podchodzi do zespołu, który (jakby nie patrzeć) został przez niego utworzony, wywołuje we mnie negatywne emocje. Wiadomo, że na większość boysbandów przychodzi kiedyś ciężki czas rozpadu, ale wydawać by się mogło, że ci chłopcy coś dla niego znaczą. A tu się okazuje, że to kolejny biznes.
      Zaintrygowałaś mnie przeszłością Darcy i Harry'ego. Co musiało się zadziać, żeby odrzuciła okazję na współpracę z One Direction? Takich decyzji nie podejmuje się przez błahostki, więc wnioskuję, że wydarzyło się coś dużego i pewnie nieoczekiwanie spuścisz jakąś bombę na biednych, rozemocjonowanych czytelników. Takich jak ja. ;p
      Zakładam, że niedługo pojawi się kolejny rozdział, który chociaż odrobinkę mnie uspokoi (oby).

      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło,
      G.

      Usuń
  2. To był bardzo dobry pomysł z rozpoczęciem tej historii o te kilka dni wcześniej. Ja już się nie mogłam doczekać, a co dopiero Ty! Zawsze tak jest, te nowe historie wzbudzają w nas taki zapał. Mam nadzieję, że tak będzie aż do ostatniego rozdziału.
    Na samym początku opieprzę Cię jednak za to, co mówiłaś mi wczoraj na tt o swoim stylu. Serio? SERIO? Przecież to, co widnieje wyżej jest tylko dowodem na to, że piszesz rewelacyjnie i wszystko do siebie pasuje. Zresztą, zobaczysz po wszystkich opiniach, jakie dostaniesz. Dobra, koniec wstępu, przechodzę do treści.
    Jak widać Darcy nie miała dość łatwego okresu dojrzewania. Już jako piętnastolatka została wciągnięta w tę branżę i potrafiła sprawnie posługiwać się pojęciami, o których jej rówieśniczki zapewne nie miały bladego pojęcia. Z jednej strony to naprawdę bardzo imponujące, ale z drugiej... nie szkoda tych nastoletnich lat na tak ciężkie sprawy? Chyba nie. Jak widać ciężka praca i "ogarnianie" tego biznesu od najmłodszych lat jak najbardziej się opłacało, gdyż Darcy jest naprawdę dobra w tym co robi. Podoba mi się w niej to, że dąży do wyznaczonego sobie celu, ba, wyznacza sobie dość wysokie poprzeczki, które pragnie przeskoczyć i znowu - jest w tym naprawdę dobra! Z całego serca życzę jej tej współpracy z Beyonce, na przykład.
    Shiiiit, Lionel chyba zostanie moim ulubieńcem, przysięgam. Jest genialną postacią i już uwielbiam jego charakter. Szczególnie rozbawiła mnie ta uwaga dotycząca tego, że tak po prostu przegląda sobie korespondencję innych pracowników, by wyłapać z niej jakieś informacje - no co za koleś! Totalnie ma gdzieś prywatność innych. Tylko ciekawe jak by się poczuł, gdyby ktoś zrobił coś podobnego jemu? Ale mimo to - uwielbiam go i czekam na więcej Lionela. Lucy w sumie też wydaje się na razie sympatyczną dziewczyną, dąży do ideału asystentki i cóż, może kiedyś go osiągnie.
    Kolejna sprawa to szanowny pan Cowell. Wciąż nie mogę uwierzyć, że odważył się zaproponować coś takiego Darcy. Nie od dzisiaj wiadomo, że One Direction jest dla siebie rodziną, tworzą zespół i żaden z członków nie godził się na karierę solową, mają zespół i to im wystarczało. Jestem więc pewna, że Harry będzie przeciwny i Sway będzie musiała przejść piekielnie ciężką drogę, by przekonać go do tego pomysłu. Ale znając tę dziewczynę, zrobi wszystko, co w jej mocy, a jeszcze nie wyczerpią się jej możliwości. Ale dziwi mnie też stosunek Simona do całego zespołu. Tak nagle chce go rozwalić, byleby tylko mieć z tego korzyści dla samego siebie. Przyjaźni się z zespołem, ale coś mi się wydaje, że te stosunki znacznie oziębną, kiedy to wszystko wyjdzie na jaw. Ale jak widać po nim można spodziewać się wszystkiego. Skoro nawet był skłonny do szantażowania Darcy, to ja boję się pomyśleć, do czego mógłby się jeszcze dopuścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą, zastanawia mnie, dlaczego Sway nigdy nie chciała zajmować się One Direction? Wiadomo, że straciła ogromną szansę na sukces i chyba trochę tego żałuje, ale.. co takiego było w tych chłopakach, że nie chciała z nimi pracować? Ale teraz zgodziła się na propozycję Cowella. Słusznie czy nie? No ciężko stwierdzić. Tak naprawdę została przyparta do muru, więc nie miała jakiegoś innego wyboru. Teraz pozostaje tylko pytanie, czy wszystko pójdzie zgodnie z jej planami i Harry faktycznie odejdzie od zespołu i zdecyduje się na solową karierę? Ach, co stanie się z wieloletnią przyjaźnią? Weeeź, to przykre. Bo nie wierzę, że chłopcy tak po prostu dadzą mu odejść, oj nie.
      Pewnie wyszedł mi długaśny ten komentarz, ale to chyba Ci nie przeszkadza, mam nadzieję. Podkreślę znowu, że pomysł jest genialny, a ten rozdział wyszedł r e w e l a c y j n i e, więc nie marudź na swój styl, bo nie wiem, do czego mogłabym się przyczepić. Zauważyłam tylko gdzieś w jednym miejscu powtórzenie jednego słowa blisko siebie, ale to pewnie małe niedopatrzenie, każdemu się zdarza, więc w porównaniu z całością, to wiesz. Jest świetnie, naprawdę i chciałabym więcej. Mogłabyś dodawać rozdziały codziennie! (moje marzenia!) Ale cierpliwie poczekam na kolej drugiego rozdziału i będę się głowić nad tym pierwszym spotkaniem Harry kontra Darcy. Dużo weny Ci życzę, jak najmniej załamek i wszystkiego, czego potrzebujesz. Całuję <3

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jak wściekła byłam, gdy okazało się, że mój cudny, długi komentarz się nie zapisał. Zabieram się do niego chyba z setny raz. Może tym razem mi się uda :)
    Sway Darcy- złożona postać. Kobieta sukcesu. Wzbudza we mnie pewnego rodzaju dystans, ale i podziw. Sam fakt, że bez niej wszystko się wali jest wystarczającym powodem by sądzić, na jak wysokim szczeblu kariery się znajduje.
    Wszystko osiągnęła swoją ciężką pracą i jestem z niej dumna :) Jednak fragment, w którym opisałaś od jak dawna jest przesiąknięta tym biznesem trochę mnie zaniepokoił. Piętnastolatka powinna się przejmować trendami w modzie i ploteczkami, a nie logistyką. Trochę dzieciństwa straciła. Mam też wrażenie, że nie do końca jest szczęśliwa. Jej życie kręci się na razie tylko wokół pracy. A gdzie życie prywatne? Emocje? W moim odczuciu jest jak maszyna zaprogramowana na tryb pracoholika. Oby się to zmieniło, bo odnoszenie sukcesów to jedno, ale trzeba mieć też coś z życia. Nie jestem teraz w stanie powiedzieć czy idąc z nią na drinka, bawiłybyśmy się dobrze.
    Lionel i jego odmienne rozumienie pojęcia 'własność prywatna' to dosyć ciekawa osobowość. Polubiłam go. No i ten tekst Sway na temat Flappy Birds, mistrzowski.
    Lucy jest z kolei takim charakterem, z którym się utożsamiam poniekąd. Daje z siebie wszystko żeby zaimponować szefowej.
    Konflikt Harry-Sway stał się niesamowicie interesujący, wiesz? Nie wiem co ten głupek musiał zbroić, że profesjonalistka w sprawach zawodowych zrezygnowała z współpracy z One Direction. Z tego, co mówił Simon wynika, że to jakaś błahostka. Najwyraźniej nie dla niej. Wydaje się być zawzięta i nie odpuszcza tak łatwo.
    Szanowny Simon Cowell w Twoim wydaniu szalenie odpowiada mojemu wyobrażeniu. Rekin biznesu z żyłką do interesów z nutką ironii i dowcipu. Idealna mieszanka, aby doprowadzić S.D do obłędu.
    Czy on sobie żarty stroi? Uderzył się w głowę?! Rozdzielić One Direction?! No błagam, przecież oni od początku mówili, że jeśli będą śpiewać to TYLKO RAZEM. Co mu odbiło to nie wiem. I jeszcze ten bezczelny szantaż. Doskonale wiedział w co uderzyć żeby ją przekonać.
    Jestem niesamowicie ciekawa czy Sway uda się namówić Harry'ego na solową karierę i w jaki sposób będzie próbowała to zrobić. No i czy przy okazji się nie zakocha ;p
    Nie powinnaś narzekać na swój talent moja droga, ma się świetnie, a rozdział R E W E L A C Y J N Y !

    Love ya <3
    xoxo
    @Gattino_1D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam dzisiaj weny na kompletnie nic, więc jeżeli komentarz będzie niespójny to przepraszam, ale zastanawiam się co powinnam napisać już od rana, czyli wtedy kiedy przeczytałam ten rozdział. Muszę się przyznać, że patrzyłam na tę historię z dwóch różnych perspektyw. Z jednej strony po prologu pomyślałam: "nie mam kompletnie pojęcia co to jest, ale może będzie fajne". Miałam takie opory, żeby tu zajrzeć, ale się przemogłam, więc zostaje mi tylko przeprosić, za moje myśli i powiedzieć, że była jeszcze jedna strona medalu. Mianowicie zwiastun. :) Nie znam się, ale uważam, że to arcydzieło. Kupiłaś mnie nim kompletnie i właśnie on sprawił, że weszłam tu z chęcią. Jeszcze raz raz muszę się usprawiedliwić, bo aż mi głupio, ale nie lubię prologów, gdzie nie ma konkretnej sytuacji pomiędzy bohaterami, nawet tymi pobocznymi. ;/
    Ale ja nie o tym! Muszę skomentować to co jest tam na górze.
    Jak napiszę, że już sam wywiad sprawił, że mnie kupiłaś to zostanie mi wybaczone? Mam taką małą nadzieję. :) No a potem retrospekcja! Zostałam fanką tego opowiadania, chociaż te trudne słowa których używasz.. są skomplikowane. Jestem pod dużym wrażeniem. Jakoś nigdy nie kupuję tego, że główna bohaterka mimo iż jest tak młoda, ma pod sobą tylu ludzi, a w ręku taką władzę. Nie wiem czy tym się martwiłaś marudząc na tt, ale jeżeli tak to ja powiem, że powinnaś martwić się tak przed każdą publikacją lub po każdym napisaniu czegokolwiek, bo wyszło fenomenalnie i zainspirowałaś mnie do czegoś, co porzuciłam już dawno.. i stwierdzam, że chyba kolejny raz popisałam się swoją głupotą... Wróćmy jednak może do tematu, bo on jest o wiele bardziej interesujący. Mianowicie Sway. Przekonałaś mnie do zmiany decyzji. To w jaki sposób opisałaś, w skrócie, ale jednak jej wspinaczkę, po szczeblach kariery. Uwierzyłam, że tak młodzi ludzie jednak mogą coś osiągnąć.
    Intrygujący wątek z przeszłości. Bardzo mnie ciekawi dlaczego Sway nie lubi naszego Harry'ego, obgryzałam paznokcie czytając ten moment. Na ostatnie zostawiłam sobie pana Cowella.. Gościu chyba źle sypia, bo takie głupie pomysły przychodzą mu do głowy. Rozdzielić 1D? Hahaha, dobry żart. Nie żeby coś, ale w tym momencie nie kibicuję Sway. Ni trochę.
    Buziaki Morgan Jade.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się to, w jaki sposób piszesz swoje opowiadanie. Nie chcę nikogo urazić, ale trafiałam na wiele takich, w których głównymi tekstami było coś typu ''jaka siara'' ''żal'' blablabla... Co prawda momentami używasz dosyć trudnych słów, ale mimo to, naprawdę przyjemnie czyta się ten tekst. I jestem pewna, że będę tu wracać z największą przyjemnością.
    Sway jest młodą osobą i podoba mi się to, że ma w sobie tyle charyzmy, jest ambitna i wiele w życiu osiągnęła.
    Jestem zachwycona!
    ---
    lovebutheartless.blogspot.com - moje pierwsze opowiadanie, jeśli masz ochotę to zajrzyj, liczę na szczere opinie, byłoby mi bardzo miło.
    pozdrawiam i dodaję do obserwowanych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okej.. Nie mam pojęcia co mnie natchnęło, ale paliłam przed chwilą fajkę w kuchni słuchając VNM'a i uznałam, że najwyższy czas przeczytać ten rozdział. Wiem, nieco to trwało, ale sama dobrze wiesz, jak w tym momencie wygląda moja "blogowa" sytuacja. Ani weny na pisanie, ani ochoty na czytanie rozdziałów u innych autorek. Jakaś taka po prostu chwilowa separacja. Czuję, że dobrze mi ona robi, ale kiedyś muszę z nią skończyć i zabrać się za to, za co powinnam. Postanowiłam, więc zacząć od czytania tego opowiadania. Koniec głupot, jedziemy z tematem.
    Po pierwsze- wygląd bloga. Podoba mi się, nawet bardzo. Szablon oczywiście piękny, ale to akurat wiemy czyja zasługa. Poza tym wszystko jest przejrzyste i nie ma tu nic niepotrzebnego.
    Jaką drugą sprawę muszę poruszyć mój stosunek do opowiadania, zanim tak naprawdę wezmę się za przeczytanie tego rozdziału (tak, piszę ten komentarz kompletnie w trakcie czytania, aby nic nie przeoczyć i skomentować każdy element, który w jakiś sposób zasłuży na moją uwagę i skomentowanie go). Więc.. Od początku zastanawiam się jaka będzie Sway Darcy. Czy będzie mnie irytować tak samo, jak Meg? Nie, to chyba niemożliwe. Ciężko przebić tego małego potwora. Poza tym podchodzę z wielkim optymizmem i nadzieją na to, że będzie inaczej, więc oby Sway przypadła mi do gustu! Zaraz zobaczymy..
    Początek rozdziału. Mamy jakiś wywiad z kolesiem z "In Business". Już dowiadujemy się, że główna bohaterka jest pracowita, skupiona na karierze i zabiegana. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że bardzo pod tym względem przypomina Ciebie. Tak, czy inaczej.. Staż u Simona Cowella.. ŁAŁ. Naprawdę musiała zapierniczać, żeby się na to dostać. "Gdybym wiedziała, że potrwa pięć lat wzięłabym ze sobą więcej ubrań!"- zabawna, punkt dla niej!
    "Ojciec tłumaczył spedytorowi zawiłości transportu i omawiał rodzaj zawieranej transakcji sypiąc co chwilę incotermsami1."- stara nie mam pojęcia o czym piszesz, ale podobają mi się to specjalistyczne nazywanie pewnych spraw po imieniu. Może się w końcu czegoś nauczę?
    Okej, więc dowiadujemy się, że ojciec dziewczyny jest wielką szychą przemysłu muzycznego, nieźle. Cóż, zawsze uważałam, że ludzie, których rodzice mają jakieś powszechnie poważane stanowisko, mają po prostu łatwiej w życiu. Tu do kogoś zadzwoni, tu z kimś pogada i sprawa załatwiona. Mimo to czuję, że Sway ma takiego tatusia na swój ogromny sukces pracuje przede wszystkim sama. Przyjąć możliwą pomoc, to jedno, a pozwolić na to, żeby ktoś odwalił za Ciebie całą robotę, to drugie. Gdyby Sway była po prostu słodziutką córeczką kochanego ojczulka nikt nie wziąłby jej na poważnie, a już na pewno nie Simon, czuję, że ten koleś jak nikt zna się na ludziach. Wygląda więc na to, że miałam rację. Odpowiednie zainteresowania i ciężka praca, no.. i troszkę znajomości ojca doprowadzają ją do stażu. Grubo.
    Laska jest mega zapracowana, nie ma własnego życia. Cholera, nie brzmi dobrze. Ale ona przecież się spełnia- ah, wtedy jest ok. Jestem pewna, że każda, chociażby odrobinę ambitna osoba, gdyby miała taką okazję i predyspozycje ku temu nie zastanawiałaby się nawet przez moment i po prostu wykonywałaby jak najlepiej powierzoną pracę, aby później mieć tą satysfakcję. Przeczytałam zaledwie o jej nocnych przechadzkach po Londynie i wypadach za miasto i już pomyślałam sobie: "kurde, lubię ją". Wiem, to dziwnie brzmi "z moich ust", bo przecież ja nie cierpię głównych bohaterek, tak jak pieczarek, czytania o Harrym, czy ciemnego piwa, ale przecież od każdej reguły jest jakiś wyjątek, prawda? Tutaj chyba go znalazłam. Nic nie zdążyło mnie jeszcze zirytować, to naprawdę wielki sukces.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy rozmowę telefoniczną. Dzwoni jakiś współpracownik. Myślę sobie, że pewnie będzie to jakaś nudna zwykła telefoniczna rozmowa o pracy, a później Lionel dorzuca "Dobrze wiesz, że gówno mnie to obchodzi, a co więcej - dostarcza mi to rozrywki! Tylko nie ma mi kto popcornu zrobić.", a ja automatycznie myślę, że nie będzie takim nikim. Myslę nawet, że jeśli będzie się pojawiać, to jego zaczepne odzywki na pewno będą mnie rozbawiać.
      Simon wraca do Londynu i pilnie pragnie spotkać się z Darcy. Hm, ta sprawa ciekawi mnie niemal tak samo bardzo, jak młodą kobietę.. Z tym, że tak naprawdę ja już doskonale wiem co się wydarzy, ale i tak chcę o tym przeczytać.
      "W przeszklonych drzwiach pojawiła się niewysoka, ruda dziewczyna. Jej mleczna cera usiana była piegami, a usta zwęziły się, gdy próbowała złapać oddech."- pojawia się asystentka o imieniu Lucy z tym że wspaniałym opisem jej postaci, a w mojej głowie od razu pojawia się obraz mojej Lucy, kochanej Lucy. Wybacz, te wyobrażenie było silniejsze ode mnie. :D Ale przyjemne, przyznam. To takie uczucie, jakby moja przyjaciółka zagrała w jakimś bardzo ważnym przedstawieniu, po prostu poczułam się podekscytowana. Swoją drogą jej postać również niemal od razu mi się spodobała. Przygląda się swojej bluzce, zauważa plamy potu, to zabawne, sama nie mogę wyjaśnić dlaczego. A przy tym, jak ukazujesz nam drobną osobę Lucy, ja zaczynam pałać do Darcy coraz większą sympatią. Każda jej wypowiedź i reakcja są tak bardzo na miejscu, że zaczynam uważać, że lubię jej podejście do życia.
      Te wszystkie papiery to dokumenty dotyczące One Direction, tak? Hm, tak mi się wydaje, ale nigdy nie mam tej pewności, bo przecież nie nazwałaś ani razu tego tajemniczego zespołu. Ta nutka niewiedzy jest bardzo pociągająca. Czytam dalej.
      Sway jest świetna, tak mówię to z zupełnie czystym sumieniem. Lubię takie lekko despotyczne suki, które nie uginają się bez względu na wszystko. Jej zachowanie względem Alex było po prostu epickie, niby nic wielkiego, ale naprawdę lubię takie zołzowate, niezależne kobiety.
      No, w końcu pojawia się Simon, a ja zastanawiam się dlaczego podjął współpracę z taką młodą panną, która przecież mogła nie mieć zbyt wiele doświadczenie względem na przykład ludzi w wieku mężczyzny. Jednak po chwili zdaję sobie sprawę dlaczego tak się stało. Sway ma charyzmę i mocny charakter i dzięki temu jest łudząco podobna do Simona Cowella. Któż inny mógłby mu się postawić, jak nie po prostu jego młodsza wersja w spódnicy?

      Usuń
    2. "Lionel, pokonałam twój rekord w Flappy Birds4 dzisiaj rano. Idź lepiej coś z tym zrób, bo oboje wiemy, że w tym momencie nie zmęczysz się zbytnio swoją pracą." Hahahaha. Wygrałaś życie, serio. Tutaj po raz kolejny myślę sobie, że jeśli dalej tak pójdzie, to naprawdę będę uwielbiać Sway. Oficjalny ton, a zaraz później mówi o flappy birds, epic!
      Trolololo. No propozycja Simona była pierwszą rzeczą w tym rozdziale, przez którą naprawdę szokłam. Zastanawiałam się wcześniej w jaki sposób uda się mu namówić Sway na to przedsięwzięcie, no i teraz już wiem. Poleciał z grubej rury, nie ma co. Zastanawiam mnie jeszcze jedna sprawa, a mianowicie ten powód, dla którego dziewczyna tak mocno się unosiła dumą. Wiadomo, mam tam jakieś woje błahe podejrzenia, ale wolę się upewnić o tym na własne oczy i po prostu o tym przeczytać. Swoją drogą.. Ten mały szantaż ze strony Cowella przypomina mi zachowanie Zaca z Whoppera. W prawdzie sytuacja jest zupełnie inna, ale zagrywka tak samo obrzydliwa i nie do przyjęcia, dosłownie. Kocham wrednych, odnoszących sukcesy mężczyzn w średnim wieku, rawr. Hahaha.
      Zgodziła się i podejrzewam, że tu zaczną się schody. Kurde. Podoba mi się strasznie pomysł na to opowiadanie. Świetnie wszystko jest dopracowane, właściwie nie mam do czego się przyczepić, bo naprawdę wygląda na to, że chociaż po części znasz się o tym, o czym piszesz, a to naprawdę się ceni. Ja na przykład nie mam pojęcia o sztuce, a już na pewno nie o tańcu, dlatego moje opisy na temat tych rzeczy w rozdziałach na Stabi, czy Whopperze nie są zbyt dobre. Tutaj jest inaczej.
      Ogólnie całość jest bardzo fajnie napisane. Przyjemnie mi się czytało. Jeśli mam być całkowicie szczera, to dużo przyjemniej niż na Last Direction. Może to dlatego, że od razu tak bardzo polubiłam Sway? To nie tak, że nie lubię czytać LD, broń Boże! W tym opowiadaniu jestem już zakochana, wiem to. Potem może być tylko lepiej, bo przecież dobry początek już naprawdę sporo znaczy. Nie ma więc na co czekać, dawaj kolejny rozdział!
      No nic, będę kończyć.. Żegnam się więc, całuję, ściskam i życzę weny i przede wszystkim czasu na pisanie rozdziałów kochana! Buźka <3

      Usuń
  7. Okej... Przebrnęłam. Z trudem, bo z trudem (3 wykłady + ćwiczenia, mózg się powoli wyłącza), ale jestem na bieżąco. Co mogę powiedzieć... Piszesz genialnie :). Boże, oddaj mi swój talent, albo coś... Ty nie możesz być tak dobra! No nie możesz! To takie niesprawiedliwe... Chciałabym pisać jak Ty, żeby było i zwięźle, i krótko, i najważniejsze informacje, i szczegóły, i ciekawie, ale wychodzi mi z tego paplanina. No jak Ty to robisz, no jak...? Zdradź mi tajemnicę :).
    Najśmieszniejsze jest to, że wpadłam na Twojego bloga tylko i wyłącznie dzięki temu, że napisałaś u mnie w spamie, w którym podkreślam, że nie czytam o Harrym, że blog nie jest o Harrym w romantycznym sensie. A potem czytam, że główna bohaterka (wybacz, musi minąć przynajmniej 5 rozdziałów zanim nauczę się poprawnie pisać imiona :) ) miała jakąś przeszłość z nim związaną... Niezbyt mnie to cieszy powiem Ci, a to znaczy, że piszesz realistycznie. To jak najbardziej powinien być komplement dla Ciebie :). Zaintrygowałaś mnie, wiesz? Widać, że masz pomysł, wszystko jest takie spójne i logiczne. Bardzo chciałabym dowiedzieć się co dalej :). Bądź pewna, że zyskałaś nową czytelniczkę :). Tylko nie złam jej serca jakimiś romansami Harry'ego, bo znowu mnie wena opuści na długie miesiące... Mniejsza o to :). W każdym bądź razie życzę Ci duuuuuuuuuuuużo weny :). Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :).
    Buziaki xx.

    http://remember-me-harry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czyst teoretycznie - co ma wspolnego zlamane serce Sway z Twoja wena?

      A co do nastepnegi rozdzialu... bedzie jak tylko znajde chwile czasu.

      I dziekuje bardzo za komentarz! :))

      Usuń
    2. Hm... Jakby Ci to wytłumaczyć... O, może tak :). Jak media zachwycają się niejakim Harrym Stylesem, pisząc setki artykułów i dodając trylion zdjęć jak wychodzi z knajpki, zaczyna mnie to wkurzać. Wtedy nie ma szans, żebym cokolwiek napisała w swoim opowiadaniu, które jest bądź co bądź o Harrym :). Tak samo jest jeśli czytam cokolwiek, gdzie Harry odgrywa główną romantyczną rolę. Nie mogę się wtedy skupić na swoim opowiadaniu. Wiesz, gdy piszę o Louisie mam to samo, więc to jedynie kwestia nastawienia, ale wolę nie nadwyrężać swojej weny :).
      To ja czekam na ten kolejny rozdział :).
      Buziaki xx.

      Usuń
    3. Nie rozumiem... Ale może dla tego, że nie podchodzę w tak skomplikowany i emocjonalny sposób do zespołu. Piszę dla siebie i ty też tak rób. Twój Harry nie ma nic wspólnego z tym, który żyje na prawdę, so it shouln't affect you. ;pp

      Usuń
    4. Ja też piszę tylko i wyłącznie dla siebie, ale jednak nie mogę rozdzielić 'mojego' Harry'ego z tym realnym. Harry to Harry jak mnie wkurza to nieważne czy przez to, że istnieje i jest jedynym, który obchodzi media czy nie. To ciężko zrozumieć, ale zazdrość nie wybiera, uwierz mi :). Ale ja jako jedynaczka jestem zazdrosna nawet o własne sznurówki, których przeważnie dotykać nie wolno :).

      Usuń
    5. Dobra chwytam. Mam nadzieję, że Harry Cię nie wystraszy, bo będzie go tu dużo.
      Jednak, gdybyś zacisnęła zęby to zapraszam na mojego drugiego bloga. Harry tam jest cudowny. xD

      + Jeśli chodzi o zarzut o to, że jestem utalentowana pisarsko - proszę, nie żartuj.

      Usuń
    6. O nie, nie. Harry i romantyczne historie równa się ja i moja dziwna zazdrość. Musisz mi wybaczyć, ale pozostanę jedynie przy tym blogu :). I nadal czekam na ten następny rozdział... :)

      Usuń
  8. Hej :) nominowałam Cię do Liebster Award. Więcej informacji na: never-let-her-die.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Nigdy więcej tego nie rób. ;p

      Usuń
  9. Wreszcie tutaj dotarłam :) Przepraszam Cię najmocniej, że komentuję tak późno, ale jakoś zawsze mi zabrakło czasu na te "nowe" blogi. Teraz też zresztą jest już dwudziesta druga, więc za wiele nie zrobię, no ale nieważne.
    Prawdę powiedziawszy polubiłam główną bohaterkę już od pierwszego akapitu. Wydała mi się bardzo bystra, inteligentna, a przede wszystkim charyzmatyczna. Zdecydowanie uwielbiam takie postacie. Poza tym miała ogromne szczęście, mając takiego ojca, dzięki któremu dostała się na staż u samego Simona Cowella, który, jak się później okazało, zrobił sobie z niej pracownicę na pełen etat. Jezu, ile ona się musiała przez te pięć lat napracować. Ale jak widać, wyrobiła sobie już pewną renomę i jest szanowana przez pozostałych pracowników.
    Poniekąd ten rozdział nie był dla mnie jakimś specjalnym zaskoczeniem, głównie dlatego, że tuż przed czytaniem obejrzałam sobie zwiastun, dlatego kiedy tylko pojawiło się hasło "spotkanie z Cowellem" od razu wiedziałam, o co chodzi. Przez chwilę zamiast interesować się fabułą i tym, co będzie dalej, wyobraziłam sobie, że za parę lat chłopcom faktycznie skończy się kariera. Może i jestem Directioner, ale nie żyję w pięknej wizji, że 1D będzie wiecznie na scenie i spodziewam się za jakiś czas końca tego boysbandu. Problem w tym, że ten moment może złamać mi serce, jakkolwiek idiotycznie to brzmi ;_____;
    Tak swoją drogą to Simon faktycznie postawił przed Sway niesamowicie trudne zadanie. Może i era popularności One Direction zaczyna się kończyć, ale nie sądzę, by coś się zmieniło w stanowisku Harry'ego, który nigdy nie chciał rozpoczynać kariery solowej. Nawet po oficjalnym upadku zespołu raczej by się o to nie pokusił, w końcu chłop zarobił tyle kasy, że może sobie spokojnie żyć jeszcze wiele lat, ewentualnie podejmując jakąś dorywczą, niezbyt zobowiązującą pracę. Ciekawa zatem jestem, jak z przekonaniem go poradzi sobie Sway, która pomimo ogromnego uporu ostatecznie postanowiła wykonać rozkaz swojego szefa. Chyba najbardziej mnie ciekawi, co takiego się zdarzyło przed laty, co wpłynęło na to, iż Darcy nigdy nie chciała się zająć 1D. Tym bardziej, że kobieta wyraźnie się spięła, kiedy Cowell zaledwie wspomniał o tym, że tamto wydarzenie z przeszłości mogłoby zostać wyjawione przed jej ojcem. Cholera no, wyraźne chodzi o jakiś skandalik! Kocham skandale (w opowiadaniach oczywiście, w serialach zresztą też), dlatego aż mnie skręca, żeby się dowiedzieć o co chodzi :D Ale podejrzewam, że to jeszcze długo pozostanie tajemnicą. Póki co jestem ciekawa spotkania Sway i Harry'ego.
    Taki jeszcze mały komentarz do prologu: zastanawiam się, czemu matka Sway - bo to chyba o nią chodziło? - popadła w aż tak głęboką depresję, żeby celowo doprowadzić do wypadku, w którym zginęła. Tym bardziej, że główna bohaterka, chociaż nie pamięta swojej rodzicielki, wyraźnie unika jej tematu. Interesujący wątek.
    Bardzo mi się podoba pomysł na to opowiadanie, zdecydowanie wyróżnia się spośród innych. Czekam na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie chcę wyjść na jakąś nawiedzoną i absolutnie nie chciałabym się narzucać swoją skromną osobą, ale przez ostatnie kilka dni jak głupia wchodzę na ten blog i sprawdzam czy przypadkiem nie ma już nowego rozdziału :) Pisze tak dla wiadomości, że czekam ze zniecierpliwieniem :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Nominowałam Twój blog do Liebster Award :). Szczegóły znajdziesz tutaj: http://boy-from-bakery.blogspot.com/p/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  12. No, no, Maurelle, w końcu znalazłam chwilę czasu na przeczytanie pierwszego rozdziału (bo nie poszłam na zajęcia, ale ze mnie lamus, co) i powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że będzie on aż tak kurewsko dobry :D Już nie chodzi o sam pomysł, bo jest niebanalny, a raczej o to w jaki sposób go napisałaś. Powiem tak LD <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<< Feedback :) Stylem, sposobem budowania zdań, dialogami, niemalże wszystkim LD nie dorównuje temu opowiadaniu do pięt, a to dopiero pierwszy odcinek. Więcej napiszę pod drugim, do którego właśnie podążam, hihi. Ciao, ciao!

    OdpowiedzUsuń
  13. * do Flappy Birds - so true : < *.*

    OdpowiedzUsuń